Rocznica pogrzebu ś.p. Czesława Wójcika- Uglisa. 18.04.2019

Dzisiaj w Wielki Czwartek 18. 04.2019 przypada rocznica pogrzebu ś.p. Czesława Wójcika- Uglisa mojego Taty.  Bardzo chciałbym podziękować wszystkim  którzy tamtego pięknego wiosennego dnia uczestniczyli w pogrzebie ś.p. Czesława i prosić o modlitwę za niego.

Piotr Wójcik- syn.

Msze święte za ś.p. Czesława Wójcika Uglisa

Pragniemy podziękować za uczestniczenie w eucharystii w intencji ś.p. Czesława Wójcika- Uglisa sprawowanej w pierwszą rocznicę jego odejścia do nieba w kościele św. Jana Ewangelisty w Łodzi-Olechowie dnia 13 kwietnia 2019 o godzinie 18. Dziękujemy również tym którzy nie mogli przybyć na tą mszę świętą ale wyrazili pamięć i łączyli się w modlitwie za zmarłego Czesława. Informacje o kolejnej mszy świętej  sprawowanej w intencji ś.p. Czesława  Wójcika- Uglisa podamy wkrótce.

Zostały już odprawione następujące Msze święte:

W 2018 roku:

10 maja 2018 roku o godzinie 19.00 w kaplicy Duszpasterstwa Akademickiego „Węzeł”, przy kościele pod wezwaniem św. Teresy od Dzieciątka Jezus i św. Jana Bosko w Łodzi (ul. Kopcińskiego 1/3).

12 maja 2018 roku o godzinie 18.00 w kościele pod wezwanie Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Łodzi (ul. Wodna 36):

15 października 2018 roku o godzinie 18.00 oraz 15 grudnia 2018 roku o godzinie 18.00 w kościele pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty i Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Łodzi (ul. Kazimierza Odnowiciela 5).

Ponadto, w dniu 29 maja 2018 roku na terenie parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja w Czernikowie odprawiono nabożeństwo majowe wraz z różańcem w intencji ś.p. Czesława Wójcika. Nabożeństwo to odbyło się w miejscowości Wieprzeniec, przy krzyżu, którego budowniczym był ś.p. Czesław Wójcik.

W 2019 roku:

13 kwietnia 2019 roku o godzinie 18 w kościele św. Jana Ewangelisty w Łodzi- Olechowie w pierwszą rocznicę odejścia do nieba ś.p. Czesława Wójcika- Uglisa.

 

 

Rok od odejścia do nieba Czesława Wójcika – Uglisa

12 kwietnia to pierwsza rocznica odejścia do nieba Czesława Wójcika – Uglisa.

Pamiętajmy w modlitwach o ś.p. Czesławie, za którego w sposób szczególny będziemy się modlić 13 kwietnia 2019 roku o godzinie 18.00 podczas Mszy świętej sprawowanej w kościele pod wezwaniem św. Jana Ewangelisty i Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła (Łódź, ul. Kazimierza Odnowiciela 5):

W naszych modlitwach pamiętajmy też o rodzinie ś.p. Czesława.

 

Życie i odejście

Tacie, w pierwszą rocznicę Jego odejścia do nieba
Piotr Wójcik

1. Twoje życie i odejście,
Taki był Jezusa plan.
Teraz Miłosierdzie Boże,
Będzie dopomagać nam

Ref. Jezu ufam Tobie.
Choć tak ciężko jest.
Jezu ufam Tobie.
W swe ramiona, mnie weź.

2. Tato kiedyś mi mówiłeś.
Gdy po Ciebie przyjdzie Pan,
bym pozwolił Tobie odejść,
jak Pan Jezus zechce sam.

Czytaj dalej

Wiersze upamiętniające ś.p. Czesława Wójcika – Uglisa napisane przez Jego syna Piotra

Droga Ojca Czesława

1. Gdy Ojciec Czesław, Tata ukochany,
odszedł do swojej Boskiej Świętej Mamy.
On wtedy wierzył w Miłosierdzie Boże,
Ufał, że Pan Bóg zawsze mu pomoże.

2. Gdy przyszła życia ostatnia godzina,
modliła się przy ojcu najbliższa rodzina.
Wziął go w ramiona Jezus miłosierny,
zaniósł do nieba, ojciec był mu wierny.

3. Ojciec odszedł, lecz my pamiętamy,
różaniec święty co dzień odmawiamy.
Bo ojciec prosił, byśmy się modlili,
za jego duszę modły zanosili.

Czytaj dalej

Słowo pożegnania Czesława Wójcika-Uglisa

Słowa pożegnania, które podczas pogrzebu ś.p. Czesława Wójcika-Uglisa wygłosił Jego syn, Piotr:

Chwała niech będzie Bogu Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu oraz Matce Najświętszej za mojego Ojca, a naszego brata Czesława.

Dzisiaj w dniu Twojego ziemskiego pogrzebu, gdy Twoja dusza jest już w Niebie, żegnając Ciebie Tato, chciałbym Ci za wszystko podziękować. Za to, że gdy byłem mały opiekowałeś się mną, a ja w ostatnich chwilach twojego życia mogłem Tobie się odwdzięczyć i nieść pomoc. Dziękuję też, że zabierałeś mnie na spacery, a także za wszystkie pobyty na Wieprzeńcu, za różne rozmowy i opowieści z dzieciństwa o Twoim ukochanym, utraconym Przemkowie, za to że uczyłeś mnie różnych wartościowych, ważnych rzeczy, że po prostu byłeś…

Gdy zachorowałeś i coraz bardziej słabłeś, mówiłeś jak dalej mam żyć, że nie wolno tracić czasu na błahe, bezwartościowe sprawy, bo tego czasu jest bardzo mało, by zrobić coś naprawdę ważnego.

Szczególnie zaś chciałem Ci podziękować Tato, że bardzo kochałeś Pana Jezusa i jego Matkę, którą nazywałeś Mamą Najświętszą. Miłość tą wyrażałeś słuchając jej radia o imieniu Maryja i za Twój patriotyzm wyrażony na przykład prowadzeniem strony patriotycznej, twoje umiłowanie Ojczyzny i za to że mnie tych wartości nauczyłeś jako, że są one najważniejsze.

Byłeś Tato dobrym człowiekiem. Pomagałeś wielu ludziom. Nigdy nie przeszedłeś obojętnie wobec ludzkiej biedy czy nieszczęścia.

Chciałem Cię także Tato, za wszystko przeprosić.

Dzisiaj nie ma Cię już tutaj z nami, ale wiem, że Matka Najświętsza i Pan Jezus tulą Cię teraz do siebie w Niebie. Mam nadzieję że kiedyś będę miał zaszczyt spotkać się z Tobą Tato w królestwie Boga Ojca. Spoczywaj w pokoju…

Składam serdeczne podziękowanie wszystkim którzy towarzyszyli mojemu Ojcu Czesławowi w ostatniej jego ziemskiej drodze, a zwłaszcza Księdzu Bogdanowi i Januszowi. Mojej Mamie, Rodzinie, Przyjaciołom Ojca i moim, sąsiadom i znajomym.

Bardzo dziękuję, Bóg zapłać

Zmarł Czesław Wójcik-Uglis

+

12 kwietnia 2018 roku,
po długiej walce z chorobą, do domu Ojca odszedł
Czesław Wójcik-Uglis

Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie
A światłość wiekuista niechaj Mu świeci
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym
Amen!

Pogrzeb odbył się we środę 18 kwietnia o godz 12.00
na cmentarzu św. Wojciecha w Łodzi
(ul. Kurczaki 81)

Czy był Cud nad Wisłą? – cześć III: Zasługa ks. Ignacego Skorupki

Motto:
„Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara” (św. Augustyn).

KS. IGNACY SKORUPKA W CENTRUM CUDU NAD WISŁĄ

„1920” – fragment prawej strony tryptyku „1830 – 1863 – 1920”, przy południowym wejściu do Sanktuarium p. w. Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Św. Jana Pawła II. Ryt w kamieniu, odwzorowanie obrazu Jerzego Kossaka „Cud nad Wisłą”. Wielkość fragmentu na zdjęciu około 3 x 4 m. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis.

LOGIKA POMOŻE PRZYBLIŻYĆ SIĘ DO ISTOTY PROBLEMU.
Zacznijmy od cytatu ze wspomnień kardynała Aleksandra Kakowskiego – w tamtym czasie ordynariusza Archidiecezji Warszawskiej, który wspominając wydarzenia z sierpnia 1920 roku pisał o pozytywnym odzewie księży i seminarzystów na jego apel, aby zasilali szeregi armii jako kapelani i sanitariusze:
„Między innymi poszedł i ksiądz Skorupka, młody i pięknej powierzchowności kapłan, który jeszcze piękniejszą miał duszę.” ( A. Kakowski, „Cud nad Wisłą. Wspomnienia”, [w:]  J. Kisz, „Ksiądz Ignacy Skorupka – bohater narodowy”, Marki 2007, s. 109).
I pyta dalej kardynał: „Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi innymi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.” (tamże, s.109 – 110).

NAJSŁABSI PRZECIW NAJSILNIEJSZYM.
Zatrzymajmy się nieco w tym miejscu, pomoże to dalej zauważyć, że jest logiczny ciąg myślowy, który pozwala umiejscowić dzieło i śmierć ks. Ignacego Skorupki w centrum Cudu nad Wisłą.
Przez sześć tygodni, na Froncie Północno – Zachodnim Polacy cofają się przed napierającą Armią Czerwoną. I jeśli nawet były po drodze chwilowe zwycięstwa, to zaraz następowało po nich dalsze cofanie się naszych wojsk.
W tej bitwie, stoczonej w wigilię święta Wniebowzięcia Matki Bożej, bolszewicy zajmowali na krótki czas tylko wschodnią część Ossowa, ale nie mogli zdobyć tej wsi, przez którą prowadziła jedna z możliwych dróg na Warszawę.
Wielogodzinny opór stawili im głównie młodociani i niewyszkoleni ochotnicy I Batalionu 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, im. Weteranów 1863roku, mimo, że po stronie rosyjskiej atakowali ich strilci (strzelcy) z najlepszych formacji bolszewickich; 79 Brygady Chachaniana, z 27 „Żelaznej” Dywizji Władymira Putny, 16 Armii Iwana Smolina.

JAKA TO BYŁA BITWA?
Gdy przed laty wchodziłem w temat Cudu nad Wisłą, i czytałem pierwsze artykuły, takie rocznicowe laurki o Bitwie pod Ossowem, to na ich podstawie utworzył się bardzo fałszywy; nostalgiczno – pseudopatriotyczny obraz tej bitwy; było ciężko, ale nie było tak źle; poszli młodzi; pokrzyczeli hura; polało się trochę krwi – ale zwyciężyliśmy…

Opowiadał mi kiedyś mój znajomy, który mieszkał z rodziną pod lasem, że mieli tam kawałek pola, na którym uprawiali ziemniaki. Na to pole przychodziły dziki i niszczyły ich uprawę. Ale mieli też dużego psa wilczura, który pilnował całego obejścia. Którejś nocy usłyszeli jego zajadłe szczekanie. Trwało to długo, jakby prowadził z kimś walkę. Nie chciało im się wychodzić z ciepłych łóżek. Poszli zobaczyć, co tam się działo, gdy już się rozwidniło.

Widok był zdumiewający. Zobaczyli duży, okrągły, udeptany plac, na którym, po jednej stronie leżał ziejący, zmęczony pies, a po drugiej stronie pokrwawiony, ale żywy dzik. Żadne ze zwierząt, umęczone do granic wytrzymałości, nie miało siły, aby dalej walczyć. Tak leżeli i pilnowali się wzajemnie.
Ten obrazek z życia leśnych ludzi, może będzie przydatny do poznania prawdziwego obrazu Bitwy pod Ossowem, gdzie brawura i męstwo obrońców przeplatały się z ich słabością i bezgranicznym zmęczeniem. Tam gdzie była składana Ojczyźnie najwyższa ofiara krwi i młodego życia. Tak napisał o tym dowódca tej Bitwy por. Mieczysław Słowikowski – późniejszy generał na wychodźstwie:
”Czasami zalegała wieś kompletna cisza, by wybuchnąć następnie kanonadą ognia ze zdwojoną siłą. W tej gorączce walki nie myślano o niczym innym, jak tylko o zatrzymaniu wroga i nie dopuszczeniu go do Warszawy. Nie było czasu na posiłek. Żołnierze nic nie mieli w ustach przez cały dzień. Walka we wsi trwała ze zmiennym szczęściem przez cały dzień.
Kompanie nieraz musiały cofać się pod naciskiem bolszewickiego ataku. Zryw ponownego kontrataku wyrzucał znowu wroga ze wsi. Był to kontredans bitwy, który powtarzał się kilkakrotnie.
Widziałem jak upadający ze zmęczenia, lub leżący na ziemi bez ruchu ochotnik, na sygnał naszego szturmu, rzucał się jak nieprzytomny na przód z bagnetem w ręku odzyskując siły po prostu cudem.”
(M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964, s. 47).
Ochotniczy batalion zapłacił za swą niezłomność wielką danina krwi i życia. Z około 800 żołnierzy przed Bitwą, brakowało po niej około 300. Ale wytrzymali do nadejścia odsieczy, po której bolszewicy wycofali się z pola bitwy, i wroga nie przepuścili.

DUCH PRZECIW MATERII – ZASŁUGA KS. IGNACEGO.
Jaka musiała być duchowa formacja tych młodych ochotników – ich, jak mówią wojskowi; morale – czyli duch walki, aby tak walczyć, mimo braku doświadczenia, nie wyszkolenia i słabego uzbrojenia?
Na to pytanie daje odpowiedź dowódca Batalionu por. Słowikowski. Gdy ten otrzymał już przydział na kapelana 236. PP, por. Słowikowski przydzielił ks. Ignacemu jedną z klas w zajmowanym budynku szkolnym na urządzenie kaplicy.
”Ks. Skorupka przy pomocy chętnych ochotników urządził w niej małą kapliczkę z ołtarzem i zaraz rozpoczął pracę. Co dzień rano odprawiał Mszę św. Spowiadał ochotników wolnych od zajęć. Był przez cały dzień razem z żołnierzem. Poznawał jego troski i kłopoty. Udzielał rad, a na specjalnych pogadankach i kazaniach umacniał wiarę w zwycięstwo, w słuszność naszej sprawy.
Muszę stwierdzić, że miał duży i dobry wpływ na ochotników, którzy przykładali się teraz z jeszcze większą ochotą do ciężkiej pracy żołnierskiej. […]
Był on przeniknięty głęboka wiarą w zwycięstwo, w słuszność naszej świętej sprawy. Wierzył, że Bóg jest po naszej stronie, a przede wszystkim ufał w opiekę Królowej Polski, Matki Boskiej Częstochowskiej.
Upewniał mnie, iż dzień naszego zwycięstwa jest bliski. Według jego przeczucia będzie to dzień święta Matki Bożej.
Przeczuwał to, co stało się w rzeczywistości i to bardzo niedalekiej.”
(tamże, s. 26 – 27).
O swoim uznaniu dla ks. Skorupki, Słowikowski rozmyślał po zakończeniu Bitwy:
”Noc z 14 na 15 sierpnia spędziłem razem z ochotnikami w okopach by dać przykład, iż oficer dzieli wszystkie trudu i znoje wojenne.
Gdy w nocnej ciszy rozmyślałem nad ciężkim bojem i nad całością wydarzeń dnia doszedłem do przekonania, iż zwycięstwo zawdzięczamy przede wszystkim wielkiej i ofiarnej pracy ks. Skorupki by zaszczepić w sercach ochotników wiarę w zwycięstwo i pomoc Boską. Czyż to nie silna wiara trzymała ich i kazała walczyć do upadłego? Słabo wyszkoleni, nie umiejący strzelać, ani walczyć bagnetem, szli do szturmu jak starzy żołnierze.
Ojcem duchowym zwycięstwa był kapelan.”
(tamże, s 52).

Słowikowski kończy swoja książkę o Bitwie pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki ubolewaniem, że w różnych publikacjach na temat księdza „Nigdzie nie wspomniano, że to on wpajał w serca ochotników wiarę w nasze zwycięstwo, wiarę w pomoc Najświętszej Maryi Panny. Że to on głosił, iż dzień 15 sierpnia, dzień święta Wniebowzięcia, będzie dniem naszego zwycięstwa.
Czy nie spełniło się to, w co wierząc święcie, przepowiadał?
Odszedł w przeddzień naszego wielkiego zwycięstwa.
Zwycięstwo w boju pod Ossowem dnia 14 sierpnia to wynik ofiarnej kapłańskiej pracy.
Ofiara życia złożona u stóp Bożego Tronu, uprosiła pomoc Matki Bożej dla „Cudu nad Wisłą”.”
(tamże, s. 61).

ROZPRZESTRZENIANIE SIĘ WIEŚCI O ŚMIERCI KSIĘDZA IGNACEGO SKORUPKI.
Błyskawicznie rozeszła się wieść o chwalebnej śmierci księdza kapelana na pierwszej linii frontu. Najpierw w 236 Pułku i 8 Dywizji, później w innych oddziałach wojska dzięki meldunkom sytuacyjnym Dowództwa Frontu Północnego. Pierwszy meldunek z dnia 15 sierpnia, mówiący o walkach pod Ossowem i Leśniakowizną donosił: „Ciężko ranny i zaginiony ppor, Haber, zabici ppor. Makarewicz [Matarewicz – CWU] oraz kapelan, ksiądz Ignacy Skorupka, który w stule i z krzyżem w ręku prowadził tyralierę do ataku.” („Bitwa Warszawska 13 – 28 VIII 1920, dokumenty operacyjne” – część I (13 – 17 VIII”, red. M. Tarczyński, Warszawa 1995, s.195, zob. także s. 222 i 298).
Dla ścisłości dodajmy, że wymieniony w tym komunikacie por. Stanisław Matarewicz – z oficjalną nominacją na dowódcę I/236.PP, AO, nie został zabity, jak mylnie podaje ten komunikat, ale na początku bitwy zmarł na zawał serca. Automatycznie przejął po nim dowództwo nad Batalionem dowódca i Kompanii– ppor. Mieczysław Słowikowski.

Uroczysty pogrzeb ks. Skorupki i prasa warszawska, przyczyniły się również do szerokiego rozgłosu o śmierci ks. Skorupki, a poza Warszawą najszybciej rozchodziły się wiadomości wojenne podawane z ust do ust. Wspominał o tym M. Słowikowski, że: „Widocznym było, że wiadomość o śmierci ks. Skorupki lotem błyskawicy rozeszła się po całym kraju, niewątpliwie przyczyniając się do ogólnego zapału jaki ogarnął naród.” (M. Słowikowski, op. cit., s. 55).

POCZĄTEK CUDU.
Już w nocy, z soboty na niedzielę (14 na 15 sierpnia) na Przedmościu Warszawskim nastąpiły pomyślne wydarzenia, zmieniające dramatyczną sytuację frontowa. Jak czytaliśmy wyżej; obsadzony został przez żołnierzy zwycięskiego batalionu, dowodzonego przez por. Słowikowskiego, odcinek Frontu pod Leśniakowizną.
Kilkanaście kilometrów na północny – zachód od Ossowa; w rejonie Wólki Radzymińskiej, nastąpił o godzinie pierwszej w nocy spontaniczny atak batalionu dowodzonego przez por. Stefana Pogonowskiego w kierunku na Kąty Węgierskie.

Intuicyjnie, bez jednoznacznego rozkazu, Pogonowski zaatakował wysunięte na zachód duże zgrupowanie bolszewików, którzy pod osłoną nocy przemknęli między polskimi dywizjami z Wólki Radzymińskiej, przez Aleksandrów i Izabelin w bliskie sąsiedztwo Pragi (około 10 km w linii prostej od Wisły).
Było to nieplanowane uderzenie (jak twierdzi wielu autorów, wśród nich dowódca Pogonowskiego gen. Lucjan Żeligowski) w najczulszy punkt rosyjskiego Frontu. Przyniosło ono znamienne przetasowanie sytuacji frontowej na Przedmościu. Dwudziestopięcioletni porucznik Stefan Pogonowski – syn Ziemi Łódzkiej – podobnie jak ks. Skorupka, zapłacił za to życiem.
Niezwykle pomyślne wydarzenia nastąpiły w niedzielę 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia. Na Przedmościu odzyskano ostatecznie Radzymin i rozpoczęło się spychanie bolszewików na Wschód własnymi siłami, jeszcze bez współdziałania z Grupą Manewrową znad Wieprza, z którą nawiązano kontakt taktyczny dopiero we wtorek 17 sierpnia w rejonie Mińska Mazowieckiego.
Niezwykłe wydarzenia nastąpiły 15 sierpnia nad Wkrą, gdzie 5 Armia gen. Władysława Sikorskiego toczyła zaciekłą walkę z przeważającymi siłami trzech Armii bolszewickich i Korpusu Konnego Gaja Brzyskiana. Gen. Sikorski również własnymi siłami powstrzymał bolszewicki marsz przez Północne Mazowsze na Zachód. A zaszły tam również wydarzenia wskazujące na niezwykłą pomoc Nieba. Ale to temat na osobne opracowanie.
Przez następne dni, do 26 sierpnia, trwał pościg za uciekającym nieprzyjacielem.

Tak nastąpił etap ucieczki bolszewików przed Polakami, o którym mówił cytowany na początku kard. Aleksander Kakowski.
Polskie zwycięstwo rozpoczęło się od zwycięskiej Bitwy pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki rankiem 14 sierpnia – wtedy właśnie rozpoczął się Cud nad Wisłą.

PROSTE WNIOSKI LOGICZNE PRZY PRAWIDŁOWYM ZAŁOŻENIU.
1. Skoro komunizm i jego bolszewicka wersja był satanizmem w działaniu,
( zob. uzasadnienie tutaj http://cud1920.pl/2140/czy-byl-cud-nad-wisla-czesc-i-satanistyczne-zagrozenie-i-zapowiedzi-pomocy-z-nieba )
to w 1920 roku nie byliśmy w stanie sami, ludzkimi siłami, pokonać tego satanistycznego ataku nadciągającego ze Wschodu, bo człowiek i ludzkość, nie jest zdolna do samodzielnego pokonania szatana – tego podstępnego i przebiegłego złego ducha. Ludzie mogą go pokonać tylko przy współdziałaniu z Bogiem, i tylko przy pomocy Boga.
Tak więc, jeśli w sierpniu 1920 roku mieliśmy pokonać ten diabelski atak, to tylko przy pomocy Nieba. I to jest pierwszy, ważny krok do zrozumienia, czym był Cud nad Wisłą i jaka była jego istota.

2. Wobec szatańskiego zagrożenia w połowie sierpnia 1920 roku, Polska otrzymała pomoc z Nieba, zapowiedzianą wcześniej przez Najświętszą Maryję i ks. Ignacego Skorupkę.

3.
Wśród wielu niezwykłych wydarzeń, układających się w ciąg pomyślnych zdarzeń dla polskiej strony, które po ludzku rzecz biorąc nie powinny były zaistnieć, zdumiewa niezwykły przebieg Bitwy pod Ossowem, gdzie najsłabsi powstrzymali najsilniejszych.

4. Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.”prosto i logicznie stwierdził kard. Aleksander Kakowski, gdyż od Ossowa nie było już cofania się Polaków.

5. Pod Ossowem bolszewików powstrzymali młodzi ochotnicy z Warszawy i Mazowsza, którzy, choć słabi, taktycznie nie wyszkoleni i źle uzbrojeni, stawili skuteczny opór jednemu z najsilniejszych oddziałów wroga.
Zadecydowała o tym ich mocna postawa duchowa, którą formował ich kapelan ks. Ignacy Skorupka, zaszczepiał wiarę w polskie zwycięstwo i pomoc Matki Najświętszej.

6. Ojcem duchowym zwycięstwa był kapelan.” – stwierdził dowódca Batalionu, por. Mieczysław Słowikowski. Oznacza to, że bez tej wielkiej pracy duchowej ks. Skorupki nie byłoby zwycięstwa pod Ossowem, gdyż młodzi ochotnicy tylko swoją wielką wolą walki i wielkością ducha przeważali nad zdziczałą siłą atakującego wroga.

7. W wielkiej Bitwie Warszawskiej, w sierpniu 1920 roku, prócz materialnego oręża, większa rolę odgrywało tak zwane morale – czyli wola walki. A tą żołnierz zyskuje przez właściwą formacje duchową. Właśnie nad tym pracował z wielkim poświęceniem wśród młodych ochotników ks. Skorupka.

8. Bez ks. Ignacego Skorupki nie byłoby zwycięskiego Ossowa. Może byłyby inne ważne miejsca zwycięskiego heroizmu Polskiego Wojska, ale z wyboru Boskiej Opatrzności, na prośbę Matki Najświętszej, wybór padł na Ossów. Na bohaterski, choć tak słaby Ochotniczy Batalion, na wspaniałego ich dowódcę por. Mieczysława Słowikowskiego, który przeżył, i na szczególną Osobę kapelana ks. Ignacego Skorupkę, który oddał za to zwycięstwo i za ten wielki przełom bitewny, swoje życie.

9. Ks. Ignacy Skorupka i młodzi ochotnicy z bohaterskiego I Batalionu, 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, im. Weteranów 1863 roku, oraz zwycięska Bitwa pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 roku znalazły się w centrum Cudu nad Wisłą.

10. Wielką rolę w tym zwycięstwie miała także w dniach tego przełomu gorąca modlitwa o zwycięstwo, zanoszona do Boga w Warszawie, Częstochowie, w całej Polsce i w całym Kościele Powszechnym.

Czesław Wójcik – Uglis
Ten tekst będzie jeszcze poprawiany i uzupełniany

Czy był Cud nad Wisłą? – cześć II: Modlitwa

Motto:
„Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara” (św. Augustyn).

”Módl się tak, jakby wszystko zależało tylko od Boga – a jednocześnie działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie.: (reguła św. Ignacego Loyoli).

Franciszek Sługocki – „Modlitwa”, płaskorzeźba, odlew w metalu, na pomniku ks. Ignacego Skorupki przy Łódzkiej Archikatedrze. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

ŚWIADECTWO GENERAŁA MAXIMA WEYGANDA.
Gdy 14 sierpnia, kardynał Achille Ratti – nuncjusz papieski w Polsce, a późniejszy papież Pius XI – zapytał francuskiego generała Maxima Weyganda, doradcę szefa polskiego Sztabu Generalnego gen. Tadeusza Rozwadowskiego – jakie są szanse powodzenia operacji? – Weygand odpowiedział: „Wasze modlitwy mogą w tym dniu więcej pomóc niż cała nasza wiedza wojskowa” (cyt. za: A. Zamoyski, „Warszawa 1920”, Kraków 2009, s. 164).
W swoich pamiętnikach Weygand zapisał później: „W kościołach, o każdej godzinie dnia, można było widzieć mężczyzn i kobiety zanurzonych w zapamiętałej modlitwie; to jest właściwe słowo do określenia ich postawy i wyrazu ich twarzy. Wielu pomiędzy nimi, przechodząc przed ołtarzem, kładło się krzyżem na posadzce i błagało w kompletnym samozapomnieniu Tego, co może wszystko. Nigdy nie widziałem ludzi tak modlących się jak w Warszawie” (M. Weygand „La bataille de Varsowie”, fragment pamiętników, cyt. za: Jędrzej Giertych, „Rozważania o Bitwie Warszawskiej 1920 r.” ,Toruń 2000, s.275).

Ulicami przechodziły procesje. Ludzie klękali na chodnikach przed Najświętszym Sakramentem. Kapelani słuchali spowiedzi na peronach kolejowych i placach, gdzie zbierali się żołnierze i młodzi ochotnicy przed udaniem się na front. Generał Józef Haller, dowódca Frontu Północno – Wschodniego, przybliżonego już wtedy na kilkanaście kilometrów od Warszawy, codziennie rano uczestniczył we Mszy i przyjmował Komunię św. Modliła się Jasna Góra, gdzie trwała nieustanna nowenna, której zakończenie zaplanowano na dzień 15 sierpnia. Trwała w Polsce modlitwa powszechna, kto nie mógł walczyć na froncie szturmował Niebo na kolanach, gdyż: Przywiązanie Polaków do ich religii jest znane; jeśli nie są oni wzorem cnót, to są (jednak) gorącymi katolikami.” – pisał jeszcze gen. Weygand (tamże, s. 274 – 275), i „W ten sposób wypełnia się przez olśniewające zwycięstwo Bitwa Warszawska, wspaniałe podźwignięcie się moralne, którego sekretu szukać trzeba przede wszystkim w miłości Polaka do Ojczyzny i jego ufności w Bogu.” (tamże, s. 176).

MODLITWA I ŚWIADECTWO GENERAŁA JÓZEFA HALLERA.
Dowódca Frontu Północno – Zachodniego, gen Józef Haller, jedna z pierwszoplanowych Postaci, które przyczyniły się do polskiego zwycięstwa, po latach, pozostawił takie świadectwo: „W roku 1920, kiedy 14 sierpnia rozpoczynała się bitwa pod Warszawą, modliliśmy się gorąco w całym kraju, zwłaszcza w Warszawie, gdzie w kościele Zbawiciela odprawiana nowenna do Wniebowziętej Bogarodzicy po codziennej Mszy św. przy ołtarzu Matki Boskiej Częstochowskiej ubłagała nam zwycięstwo.” (J. Haller, „Pamiętniki”, Londyn 1964, s. 413).

Haller wspomina również, że w nocy z 12 na 13 sierpnia, po zapoznaniu się z wieczornymi raportami: „[…] zasnąłem z gorącą modlitwą na ustach, z wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królowa Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie się zbliżało w dniu 15 sierpnia.” (tamże, s. 226).
A dalej czytamy: „Dnia 14 sierpnia, jak dotąd każdego dnia, byłem obecny wczesnym rankiem na Mszy św. w kościele Zbawiciela, gdzie się rozpoczynała nowenna o uproszenie zwycięstwa.
Podniosły i rozczulający był widok ołtarza Matki Boskiej Częstochowskiej otoczonego sztandarami, w głębokim skupieniu modlącymi się żołnierzami i cisnącymi się do ołtarza wiernymi z wszystkich sfer dla przejęcia Komunii św. Wielu w kościele leżało krzyżem. Podobne nowenny odprawiane były i w innych kościołach, a szczególnie uroczyście w katedrze św. Jana i w kościele O.O. Jezuitów.”
(tamże, s.228).

We wspomnieniach mieszkańców Radzymina znajduje się świadectwo Maksymiliana Lipińskiego o gen. Józefie Hallerze: „To fakt, historyczne zwycięstwo pod Radzyminem poprzedzone zostało gorącą modlitwą wojsk polskich z gen. J. Hallerem pod krzyżem przydrożnym we wsi Cegielnia. 14 sierpnia 1920r. przybył w okolice Radzymina gen. Józef Haller. Tego dnia w godzinach popołudniowych została odprawiona Msza Św. przy krzyżu. Odgłosy burzy wojennej nie zakłócały rozmowy z Bogiem gen. J. Hallerowi i innym dowódcą wojsk polskich. Pod krzyżem rozpostarto dywanik, na którym leżąc krzyżem, modlił się gen. J. Haller. Asystowali jemu dowódcy – gen. Latinik i gen. Rozwadowski.” (M. Lipiński, „Żołnierski krzyż”, [w:] J. Wnuk, „Radzymin Cud nad Wisłą 1920”, Radzymin 2010, s. 55 – 56).
Cegielnia – obecnie południowo – zachodnie przedmieście Radzymina, które jeszcze rano tego dnia było w rękach bolszewików, została oswobodzone wraz z Radzyminem śmiałym polskim kontratakiem. Radość jednak nie trwała długo, gdyż bolszewicy ponownie zajęli Radzymin. Opisane miejsce, w którym odbyła się Msza św. i modlitwa gen. Hallera, znajdowało się około 3 – 4 km. od Radzymina. „W mieście opanowanym przez bolszewików rozstrzeliwano poddających się do niewoli polskich żołnierzy, zabierano mieszkańcom żywność, pieniądze, kosztowności i buty, rabowano sklepy, nie oszczędzono nawet szpitala.” (J. Wnuk, op. cit., s. 9). Obrazu dopełniały palące się domy i prowadzony ostrzał artyleryjski polskich pozycji.
Obecny na tej Mszy św. gen. Franciszek Latinik (1864 – 1949) był dowódcą I Armii WP, która wzięła na siebie główny ciężar obrony Warszawy na Przedmościu Warszawskim, a gen. Tadeusz Rozwadowski (1866 – 1928) był w tym czasie szefem Sztabu Generalnego, co wobec absencji Piłsudskiego oznaczało, że był w tym czasie (12 – 18 sierpnia) nieformalnym, głównym, dowódcą polskich operacji wojennych. 

PRAKTYCZNY CHŁOP – PREMIER WITOS – SARKASTYCZNIE O TŁUMACH MODLĄCYCH SIĘ WARSZAWIAKÓW.
Tłumy modlących się warszawiaków musiały być wielkie, skoro wprawiły w zdenerwowanie premiera Wincentego Witosa, który miał praktyczne, chłopskie podejście do toczących się wydarzeń. Chętniej widziałby tylu ochotników przy pracach fortyfikacyjnych, czy innych zajęciach przyczyniających się do wzmocnienia obrony Stolicy. „Olbrzymie tłumy ludności chodziły procesją z chorągwiami przez dwa dni po ulicach Warszawy, śpiewając pieśni i prosząc Boga o zwycięstwo. Wyszedłem umyślnie do miasta, ażeby się przyjrzeć tym dziesiątkom tysięcy ludzi różnego stanu, wieku i zawodów, które niezmordowanie spacerowały po mieście, ale które ani rusz nie dały się użyć do prac koniecznych dla obrony tak ciężko zagrożonej stolicy.” (W. Witos, „Moje wspomnienia”, cz. II, Warszawa 1990, s. 95).
Premier Witos wdał się w rozmowę z jednym z starszych uczestników tych modłów, którego uznał za dobrze zorientowanego w aktualnej sytuacji zagrożenia. Na stwierdzenie Witosa, że nie należy wszystkiego zwalać na Boga, tylko samemu pracować, ten starszy mężczyzna „[…] oburzył się i odrzekł, że to takie bezbożne gadanie, bo bez woli bożej nic się na świecie stać nie może.” (tamże).

Przez analogię do ewangelicznej przypowieści o Marii i Marcie (Łk 10, 38 – 42) można się tu zastanawiać, kto obrał „lepsza cząstkę”?
Wiele w tej sprawie wyjaśnia biblijna relacja o walce Izraelitów z Amalekitami w czasie powrotu Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Zacytujmy ten fragment Biblii, aby lepiej poznać zależność walki i modlitwy:
„Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. Tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.”
(Wj 17,8-13).

Wszystkie polskie wojska były już w tym czasie rozdysponowane. Rezerw niewiele, lub wcale – czego dowodem było skierowanie, może najsłabszego w całym Wojsku Polskim ochotniczego batalionu, utworzonego w dwa tygodnie z warszawskiej młodzieży, który został użyty do załatania wyrwy we Froncie pod Leśniakowizną – Ossowem. Tam najsłabsi powstrzymali najsilniejszych, bo w tym czasie trwała gorąca modlitwa w Warszawie, na Jasnej Górze i w wielu innych miejscach.
Modlącym się Mojżeszem był lud Warszawy i całej Polski. Czerwony Amalekita został powstrzymany.

MODLITWA JASNEJ GÓRY.
Narastające złe wieści wojenne pobudzały ożywienie religijne i szukanie nadziei w Boskiej Opatrzności. W lipcu Jasna Góra stała się celem wzmożonej ilości pielgrzymek. Przybywali tutaj także żołnierze udający się na front, aby powierzyć swój los Matce Najświętszej.

Ojcowie paulini 14 lipca skierowali swój pierwszy apel do Narodu Polskiego, opublikowany na łamach „Gońca Częstochowskiego” i w licznych ulotkach, który przez pątników docierały do społeczeństwa. W odezwie odwoływali się do słów wielkiego Kordeckiego: „W Bogu nadzieja i Najświętszej Pannie” (Z. S. Jabłoński ZP, „Jasna Góra w odradzającej się Polsce 1918 – 1921”, Częstochowa 1998, s. 114).
Drugą odezwę do społeczeństwa skierował w imieniu Jasnej Góry o. Alfons Jędrzejowski – zasłużony obrońca wiary i polskości jeszcze w czasach carskich. Ukazała się ona również w „Gońcu Częstochowskim” 21 lipca. Było to wezwanie do większej aktywności społeczeństwa polskiego w sprawę zagrożonej wolności.

Ważne wydarzenie nastąpiło 27 lipca, gdy na Jasnej Górze zebrali się polscy biskupi na Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora.
Dokonali oni poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownie obrali Najświętszą Maryję Pannę na Królowa Polski: „Najświętsza Panno Maryjo […] Tutaj na Jasnej Górze, gdzie każdy kamień głosi cuda Twojej nad narodem naszym opieki, wyciągany ku Tobie, Matko litościwa, błagalne ręce, abyś w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam z pomocą.” ( tamże, s. 116).
W tym samym dniu biskupi skierowali odezwę do Narodu Polskiego, w której postawiono za wzór garstkę ochotników z 1655 roku, broniących Jasnej Góry przed szwedzka nawałą. Biskupi zachęcali do ufności w opiekuńcza pomoc Maryi oraz apelowali o wstępowania do Armii Ochotniczej. Odezwa ta odbiła się szerokim echem w społeczeństwie i miała z pewnością swój udział w dużym naborze ochotników.

Największe natężenie modlitewne na Jasnej Górze nastąpiło od 7 sierpnia, gdy rozpoczęła się nowenna błagalno – pokutna, której zakończenie przewidziano na dzień 15 sierpnia – święto Wniebowzięcia Najświeższej Maryi Panny. „Liczba wiernych była tak wielka, że nabożeństwo przeniesiono z bazyliki na plac pod Szczytem. Tysiące ludzi leżało krzyżem na wielkim placu przed Jasna Górą, błagając Matkę Bożą Królowę Polski o wstawiennictwo i ratunek dla ojczyzny. W tych nabożeństwach uczestniczył także cały konwent paulinów. Każdego dnia przekazywano obecnym najświeższe wiadomości z toczonych na froncie walk. […] Gdy na zakończenie nowenny 15 sierpnia 1920 roku przeor P. Markiewicz powiadomił uczestników o zwycięstwie, że Maryja wysłuchała próśb narodu – zebranych na placu opanował niezwykły entuzjazm. Uczestnicy nabożeństwa płakali z radości i rzucali się sobie w ramiona. Wołano: „Stał się cud”. (Tamże, s. 118 – 120).

MODLITWA KOŚCIOŁA.
Potężna modlitwa trwała nie tylko w zagrożonej Warszawie i na Jasnej Górze, modliła się Polska i Kościół Powszechny, gdyż biskupi polscy skierowali 7 lipca list do Ojca Świętego Benedykta XV i osobny list do Episkopatu świata.
Do papieża pisali: „Ojcze Święty! Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogiem Krzyża Chrystusowego, z bolszewikami. Odradzająca się Polska, wyczerpana czteroletnimi zmaganiami się ościennych państw na jej ziemiach, wyniszczona obecną wojną, zdobywa się na ostateczny wysiłek. Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża.
Ojcze Święty, w tej ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za ojczyzna naszą. Módl się, abyśmy nie ulegli i przy Bożej pomocy murem piersi własnych zasłonili świat przed grożącym mu niebezpieczeństwem.
Wierzymy mocno, że modlitwy świata całego, o które prosiliśmy Czcigodnych Braci Biskupów, wsparte modlitwą Zastępcy Chrystusa na ziemi, wysłuchane zostaną i upragniony pokój dadzą światu całemu.
U stóp Twoich wołamy: Ojcze Chrześcijaństwa, błogosław Polskę.”
(cyt. za: „Kościół w czasie wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920”, red.M. M. Drozdowski, A. Serafin, Warszawa 1995, s. 96 – 97).
Odpowiedzią na tą prośbę był apel Benedykta XV do biskupów całego Kościoła, o modlitwę za walczącą Polskę. (zob. „List Ojca Św. Benedykta XV do kardynała Bazylego Pompoli”, tamże, s. 41 – 42).
Papież Benedykt XV, w swoim liście do biskupów polskich z 8 września 1920, czyli już po polskim zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej, napisał: „[…] pomyślny ten obrót przypisujemy zaleconym przez nas po całym katolickim świecie modłom publicznym za Polskę. Nigdy bowiem nie wątpiliśmy, że Bóg będzie przy waszym narodzie, ile że tak świetnie w ciągu wieków religii się zasługiwał, a zapowiedzieliśmy publicznie obchody błagalne wtenczas, kiedy prawie powszechnie o ocaleniu Polski zrozpaczono, a wrogowie też ilością i powodzeniem odurzeni, to między sobą to bluźniercze pytanie stawiali: „Gdzie jest Bóg ich?”” („List Ojca Św. Benedykta XV do biskupów polskich o znaczeniu Bitwy Warszawskiej” (tamże, s. 42).

Bóg jest tam, gdzie jest przywoływany gorącą modlitwą. W połowie sierpnia 1920 roku roztoczył nad Polską, na prośbę Matki Najświętszej i Kościoła Powszechnego, nadzwyczajną łaskę pomocy w toczonej drugi rok wojnie.
Jak to się stało pozostaje tajemnicą Boga, gdyż jak powiedział św. Augustyn „Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara”.
Ci, którzy nie mają wiary, chcą na wszelkie sposoby znaleźć sposób; jak to się stało? Robią to czasami nawet nie wyłączając kłamstwa. Ale to już temat osobny, na osobny wpis.

Czesław Wójcik – Uglis.

Czy był Cud nad Wisłą? – część I: Satanistyczne zagrożenie i zapowiedzi pomocy z Nieba

Motto:
„Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara” (św. Augustyn).

DZIEŁA LUDZKO – BOSKIE TRZEBA BADAĆ ROZUMEM I WIARĄ

DIABEŁ BOLSZEWICKI U BRAM WARSZAWY.
W połowie sierpnia 1920 roku stanął u wrót Warszawy „Diabeł bolszewicki” – tak pisał wtedy Adam Grzymała – Siedlecki, publicysta warszawski – a za nim podchwyciła tą nazwę stołeczna prasa.
Eugeniusz Małaczewski (1895? – 1922) – poeta, prozaik i żołnierz – mówił, że ze Wschodu nadciąga „Wielki cham”.
Biskup piński, ordynariusz Diecezji Pińskiej, Kazimierz Bukraba (1885 – 1946) napisał o bolszewickim komunizmie: „Bezbożnictwo – to istota i najgłębsza treść komunistycznego bolszewizmu”, „Siła komunizmu to siła grzechu”, „Bolszewicki komunizm bez Boga opiera się na kłamstwie”, „On nie tworzy, nie buduje, tylko burzy i niszczy” (T. Madała, hasło „Bukraba Kazimierz” [w:] „Encyklopedia białych plam”, T – XIX, Radom 2005, s. 34).
Prof. Jacek Bartyzel, w nawiązaniu do opinii etyka i filozofa Mariana Zdziechowskiego (1861 – 1938) na ten temat stwierdza: „[…] celem komunizmu jest nie tylko zniszczenie instytucji Kościoła, ale wykorzenienie z duszy ludzkiej wszelkiej myśli o Bogu, świecie nadprzyrodzonym, i życiu wiecznym, […]” (hasło „”Komunizm” [w:] „Encyklopedia białych plam”, T – IX, Radom 2002, s.293).
Ważnego świadectwa dostarcza w tej sprawie Aleksander Wat (1900 – 1967), Żyd z Polski – poeta , prozaik, eseista – do 1940 r. sowiecki kolaborant afirmujący władzę komunistyczną i krytykujący II Rzeczpospolitą. Aresztowany i przetrzymywany w sowieckich więzieniach, miał doznać namacalnego odczucia działania diabła: „Wtedy rzeczywiście zrozumiałem diabła w historii. I właściwie komunizm mi się przedstawił w postaci diabelskiej.” („Mój wiek. Pamiętnik mówiony I”, Londyn 1980 – cyt. za tamże).
A wśród najważniejszych postaci komunizmu ”Marks był wybranym narzędziem szatana, które sprawiło, że człowiek utracił poczucie swojej wartości, przekonanie, że pochodzi on z wysoka i ma tam powrócić” napisał Richard Wurbrand (R. Wurbrand, „Czy Karol Marks był satanistą?”, Poznań 2004, s. 31).
Z kolei Lenin twierdził, że jest osobistym wrogiem Pana Boga, a Stalin w młodości podpisywał swoje wiersze jako „Demonoszwili”.
Gen. Michaił Tuchaczewski – dowódca Frontu Północno – Zachodniego, który miał zająć Warszawę, i według jego słów „po trupie Polski przejść do rewolucyjnych Niemiec”– uprawiał praktyki okultystyczne.

Może to wystarczy do tego krótkiego wprowadzenia, gdyż na ten temat jest bardzo dużo podobnych opinii. Niech za podsumowanie posłuży często spotykane stwierdzenie, że komunizm był (i jest ciągle) w starej postaci i nowych mutacjach – satanizmem w działaniu.

WNIOSEK PIERWSZY
Dla naszych rozważań o istocie Cudu nad Wisłą, trzeba w tym miejscu zauważyć, że w 1920 roku nad Polską, a także nad Europą, pojawiło się potężne satanistyczne zagrożenie, wyrażone opętańczą siłą nadciągającej bolszewickiej Armii, której nie potrafiliśmy przeciwstawić się od początku czerwca, do 15 sierpnia.
Człowiek i ludzkość, nie jest zdolna do samodzielnego pokonania szatana – tego podstępnego i przebiegłego złego ducha. Ludzie mogą go pokonać tylko przy współdziałaniu z Bogiem, i tylko przy pomocy Boga.
Tak więc, jeśli w sierpniu 1920 roku mieliśmy pokonać ten diabelski atak, to tylko przy pomocy Nieba. I to jest pierwszy, ważny krok do zrozumienia, czym był Cud nad Wisłą i jaka była jego istota. 
„Na pomoc” – polski plakat 1920. Zwróć uwagę na czerwoną chorągiew z pentagramem za plecami demonów. Dzisiaj już mało kto zwraca uwagę na wszędobylską pięcioramienną gwiazdę – od średniowiecza uważaną za znak szatana.

WALKA DUCHÓW W ZAŚWIATACH, WYRAŻA SIĘ NA ZIEMI KONKRETNYMI WYDARZENIAMI.
Wojna nie jest tematem czysto „świeckim”, czysto ziemskim – pisał znany teolog, ks. Jerzy Bajda (1928 – 2012), – świat duchowy ma tutaj wiele do powiedzenia. Pozwalając sobie na pewne uproszczenie, twierdzę, że świat jako teatr wojny przypomina scenę teatru kukiełkowego: widać poruszające się kukiełki, lecz nie widać tych, którzy ukryli się za sceną i w odpowiedni sposób poruszają „aktorami”, czyli laleczkami wykonującymi akcję zaplanowaną za kulisami.
[…] właściwa wojna toczy się w świecie duchów, tj. między aniołami, którym Bóg oddał w opiekę narody, a złymi duchami, które usiłują udaremnić Boże plany.” (Ks. prof. Jerzy Bajda „Objawione słowo… wielka wojna”, Nasz Dziennik, 26-27 sierpnia 2006, Nr 199 (2609)

W piątek, 13 sierpnia owego roku, na Froncie Południowo – Wschodnim, miał odbyć się taki krótki dialog pomiędzy Siemionem Budionnym (1883 – 1973) – dowódca Konarmii, a jego komisarzem – Klimientem Woroszyłowem (1881 – 1969). Rozmowę tą przytacza Norman Davies, zaczerpniętą prawdopodobnie z pamiętników Budionnego:
Budionny: „13 sierpnia dał rozkaz do rozpoczęcia operacji. Rano przypomniał Woroszyłowowi, że właśnie jest trzynasty – pechowa data. „Owszem – odparł Woroszyłow – ale my jesteśmy bezbożnikami, więc w diabelskim dniu diabły powinny pomagać nam.” (N. Davies, „Orzeł biały czerwona gwiazda”, Kraków 2006, s. 262).

ZAPOWIEDZI ZWYCIĘSTWA.
Ale, dwa dni później, 15 sierpnia, była niedziela i święto Najświętszej Maryi Panny, Która, za pośrednictwem s. b. Wandy Malczewskiej, zapowiedziała w Wielki Piątek 1872 roku, że „Skoro [Polska – CWU] otrzyma niepodległość, to niedługo powstaną przeciwko niej dawni gnębiciele, aby ja zdusić – ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę.” ( podkr. – CWU, Ks. G. Augustynik, „Miłość Boga i Ojczyzny w życiu i czynach Sługi Bożej Wandy Malczewskiej”, Wrocław 2010, s. 112).
W roku następnym; 15 sierpnia 1873 roku, s. b. Wanda Malczewska usłyszała od Matki Bożej: „Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się świętem narodowym was Polaków, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem, dążącym do zagłady waszej. To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością.” (tamże, s. 144)

Na dwa tygodnie przed tak zapowiedzianym zwycięstwem, ks. Ignacy Skorupka, w dniu swych imienin, 31 lipca, powiedział: „Nie martwcie się. Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie dzień 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity.” (S. Helsztyński, „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 30).
Później jeszcze kilkakrotnie ks. Ignacy zapewniał z przekonaniem o mającym nastąpić zwycięstwie, ostatni raz publicznie13 sierpnia, w czasie marszu Ochotniczego Bataliony z Pragi do Ossowa:
”[…] kpt. rez. dr. Salak (lekarz I 236. p.p.) wspomina, że w Ząbkach podczas odpoczynku (w czasie marszu do Ossowa) w drewnianym kościółku „kapelan zabrał głos od ołtarza…” Z przemówienia utkwiło w pamięci tego oficera jedno zdanie: czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niezadługo – bo piętnastego, w dzień naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę. Podobną treść kazania ks. Skorupki przypomina ochotnik 1 kompanji 236. p.p. Kempiners, podając słowa kapłana „… dziś, gdy jesteśmy w wigilię dnia Imienia Najświętszej Panny Marji, módlmy się, a ona da, że choć ze zmiennym szczęściem walczyć będziemy do dnia 15 a od dnia 15 los się odmieni i już tylko zwycięstwo będzie naszym udziałem”. ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron – przedostatnia i ostatnia strona tekstu).

Więcej o zapowiedziach polskiego zwycięstwa czytaj na tej stronie:
http://cud1920.pl/1602/zapowiedzi-odzyskania-wolnosci-przez-polske-i-zwyciestwa-cudu-nad-wisla-przekazane-za-posrednictwem-sl-b-wandy-malczewskiej

http://cud1920.pl/1592/ks-ignacy-skorupka-zapowiedzi-polskiego-zwyciestwa-w-dniu-swieta-matki-boskiej-zielnej,

WNIOSEK 2
Wobec szatańskiego zagrożenia w połowie sierpnia 1920 roku, Polska otrzymała pomoc z Nieba, zapowiedzianą wcześniej przez Najświętszą Maryję Pannę i ks. Ignacego Skorupkę.

                      Kazimierz Tetmajer – „Matka Boża z Dzieciątkiem”, rok 1916.

DWA ASPEKTY CUDU NAD WISŁĄ.
Każdy cud, pochodzący od Boga, zawiera w sobie dwie składowe, które można rozpoznawać na dwóch poziomach. Na poziomie ludzko – materialnym może być badany rozumem. Na poziomie Boskiej Łaski, może być badany wiarą, we współpracy z rozumem.

W zupełnej analogii do cudownej obrony Jasnej Góry w 1655 roku, zobacz na tej stronie:
http://cud1920.pl/2017/paralele-jasna-gora-1655-warszawa-1920  pozostaje obrona Warszawy w połowie sierpnia 1920 roku, nazwana Cudem nad Wisła, która to nazwa jest synonimem Bitwy Warszawskiej.
I tak, jak w obronie Jasnej Góry, tak i pod Warszawą, nadzwyczajna pomoc Nieba przejawiła się na poziomie ludzko – materialnym ciągiem pomyślnych zdarzeń dla polskich obrońców, których prawdopodobieństwo zaistnienia (ustalane za pomocą teorii zdarzeń losowych) jest w stanie skłonić nawet sceptyka do zastanowienia, o ile jest on sceptykiem uczciwym, zdolnym do szukania prawdy.

Na poziomie Łaski Bożej, jednym z Jej wyrazów było ukazywanie się Najświętszej Maryi Panny wojskom nieprzyjacielskim; tak na Jasnej Górze; jak i nad polami bitewnych pod Warszawą.
Fenomeny te, dobrze udokumentowane w przypadku Jasnej Góry, zostały znacznie słabiej zapisane w wypadku Warszawy 1920, co jest skutkiem zaniedbania tej sprawy przez ówczesnego metropolitę warszawskiego ks. kard. Aleksandra Kakowskiego.
Nie mniej jednak, ich zaistnienie nie pozostawia wątpliwości wobec wielu zachowanych świadectw, pochodzących od wziętych do niewoli bolszewickich jeńców, oraz licznych polskich relacji zasłyszanych od żołnierzy rosyjskich.

WNIOSEK 3
W zupełnej analogii do cudownej obrony Jasnej Góry w 1655 roku pozostaje obrona Warszawy w połowie sierpnia 1920 roku, nazwana Cudem nad Wisła.
Nadzwyczajna pomoc Nieba przejawiła się pod Warszawą, podobnie jak wcześniej nad Jasna Góra, na dwu poziomach; na poziomie ludzko – materialnym, i na częściowo tylko dla nas odsłoniętym poziomie Łaski Bożej, wyrażająca się ukazywaniem Matki Najświętszej wojskom bolszewickim.
Czesław Wójcik – Uglis

Temat będzie kontynuowany, a tekst poprawiany i uzupełniany.