Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – cześć III: Manipulacje czasem

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE.

CZĘŚĆ TRZECIA: MANIPULACJE CZASEM

Bitwę pod Ossowem można podzielić na cztery następujące po sobie fazy:
1. Przełamanie frontu pod Leśniakowizną przez bolszewików przed świtem 14 sierpnia i bolszewicka próba opanowania Ossowa z marszu. Po polskiej stronie dezorganizacja i chaotyczne wycofywanie się rozbitych i przemieszanych oddziałów na poligon rembertowski. Gorączkowe, i nieudane, próby opanowania sytuacji przez oficerów cofających się oddziałów.
2. Wprowadzenie do akcji naszych odwodów; I Batalionu im. Weteranów 1963roku, 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej (dowódca por. Stanisław Matarewicz, zastąpiony na początku bitwy przez ppor. Mieczysława Słowikowskiego, kapelan ks. Ignacy Skorupka) oraz krótkotrwałe użycie kompani marszowych z 221 Pułku Piechoty, który był pułkiem uzupełniającym dla 21 Pułku Piechoty im. Dzieci Warszawy (dowódca użytych kompani mjr Dobrowolski)
Faza zaciekłej, wielogodzinnej, obrony Ossowa przez I/236 pp., złożony głownie z warszawskiej i mazowieckiej młodzieży oraz dołączających do nich pojedynczych żołnierzy i małych grupek z rozbitych oddziałów. Bohaterski opór obrońców Ossowa w walce z zaprawionymi w bojach strzelcami 79 Brygady Chachaniana, z 27 Dywizji Putny (nazywanej dywizją „żelazną”), 16 Armii Sołłohuba.
3. Odsiecz III Batalionu 13 Pułku Piechoty, pod dowództwem por. Jana Szewczyka. Przełamanie bolszewickich ataków pod Ossowem.
4. Polski kontratak, wyparcie bolszewików z rejonu Ossowa, i osiągnięcie linii frontu z przed bitwy pod Ossowem.

Wintorowski do druku                    Leonard Wintorowski – „Bohaterska śmierć ks. Ignacego Skorupki”

Każde wydarzenie wojenne, niezależnie od jego skali, aby mogło być dobrze udokumentowane, wymaga dokładnego określenia czasu dokumentowanych wydarzeń.

Popatrzmy na przedstawione wyżej cztery fazy Bitwy pod Ossowem. Gdyby, na przykład, druga faza bitwy, czyli opór stawiany przez niedoświadczonych i słabo uzbrojonych żołnierzy ppor. Słowikowskiego, trwał krótko; powiedzmy kwadrans, albo najwyżej pół godziny, to nie byłoby w tym czegoś nadzwyczajnego – po prostu słabsi ulegli silniejszym.
Gdyby trwał ze trzy godziny – to, to byłoby już dowodem waleczności obrońców. I nawet, gdyby ulegli przeciwnikowi po tym czasie, to nie stanowiłoby to dla nich ujmy.

Ale gdyby opór, tych niedoświadczonych młokosów, dla których bitwa pod Ossowem była ich pierwszą w życiu stoczoną bitwą i krwawym chrztem ogniowym, trwał nie trzy godziny, ale dziewięć – dziesięć godzin, a dużo silniejszy nieprzyjaciel nie zdołał ich pokonać – to, to już jest bohaterstwo, przed którym trzeba chylić czoła i przyklęknąć nad przelaną krwią obrońców.

Popatrzmy jakich niezwykłych operacji nad czasem stoczonej Bitwy pod Ossowem dokonał „wybitny dokumentalista” i „prekursor polskiej wojskowej archiwistyki” mjr Bolesław Waligóra, na przykładzie jego opisu odsieczy por. Szewczyka (faza III).
Wszystkie niżej zacytowane fragmenty opisu Waligóry o przebiegu rozwijającej się odsieczy dotyczą określenia czasu tych wydarzeń. Pochodzą one z jego pracy z 1932r., z rozdziału „Przeciwnatarcie III batalionu 13. p. p. Wyrzucenie nieprzyjaciela z Ossowa i Leśniakowizny.”, (bez numeracji stron). Zacytowano po kolei, od miejsca, gdy odsiecz wyruszyła do Ossowa:
– „III batalion 13. p. p. wyruszył rano dnia 14 VIII i pomaszerował przez poligon […]”.
– „Po zebraniu tych wiadomości por. Szewczyk pociągnął swój batalion w kierunku Ossowa […]”.
– „Przed rozpoczęciem dalszego marszu […]”.
– „[…]już z chwilą osiągnięcia stanowisk I/8. p. a. p. […]”.
– „Marsz w stronę Ossowa, gdzie toczył się bój, trwał jakiś czas.”
– „Po kilku minutach batalion we wzorowym porządku ruszył polną drogą […]”.
– „Od czasu do czasu zatrzymywano się po drodze […]”.
– „Niebawem kompanie podeszły nad rzeczkę […]”.
– „Wkrótce por. Szewczyk wydał krótki rozkaz […]”.
– „Gdy połączenie z baterią zostało nawiązane […]”.
– „[…] początkowo nieprzyjaciel otworzył silny ogień […]”.
– „Z chwilą, gdy rozwinęło się natarcie III/13. p. p. ruszyły również naprzód kompanie 221. p. p. oraz oddziały 36., 33. i II 236. p. p. skupione w okolicy Ossowa.”
– „Wkrótce ścigające oddziały osiągnęły pozycję przedmościa, na którym zatrzymały się.”.
I to wszystko. Nie ma już więcej informacji o przebiegu odsieczy batalionu por. Szewczyka w czasie. Nie ma informacji jak długo trwał marsz batalionu do Ossowa, jak długo trwał jego wspomagający atak w celu przełamania impasu w Ossowie, ani kiedy został on zakończony. Wobec tego nie mamy tu do czynienia z wojskowym dokumentem, ale z fabularną narracją majora Waligóry, która może i ma jakieś walory beletrystyczne, ale niewielką wartość dokumentacyjną.

waligora

mjr Bolesław Waligóra (1898 – 1940) uznawany w II Rzeczpospolitej, jak i obecnie, za wybitnego dokumentalistę i archiwistę wojskowego.

Jednak w jego publikacjach poświęconych Bitwie pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki jest bardzo wiele poważnych nieprawidłowości, zniekształcających całkowicie obraz tych wydarzeń.

A przecież mjr Bolesław Waligóra dysponował wieloma dokumentami na temat przebiegu Bitwy pod Ossowem, z których część cytuje w swojej pracy, wśród nich pisemną relację dowódcy bitwy ppor. Mieczysława Słowikowskiego. A gdyby były jakieś niejasności w tych dokumentach, to miał wtedy jeszcze łatwy dostęp do uczestników tych wydarzeń, od których mógł czerpać bezpośrednie informacje.
W całym rozdziale o odsieczy batalionu por. Jana Szewczyka, w publikacji Waligóry z 1932 r., są podane tylko dwie informacje godzinowe, które jednak nie wyjaśniają tej sprawy.
Pierwsza, że około godz. 5 rano III/13. p. p. por. Szewczyka otrzymał rozkaz dowódcy pułku przeciwuderzenia w rejonie Ossowa, gdzie doszło do przerwania frontu. Batalion w tym czasie był daleko od pola walki w Ossowie, bo w koszarach rembertowskich (początek omawianego rozdziału).
Druga informacja, cyt.: „Trudno ściśle określić, jakie zadanie otrzymał ten batalion, gdyż meldunek 8. d. p. z g. 12:15 podaje tylko, że III/13.p.p. został skierowany na linię niemieckich okopów na zachód od Ossowa. Z tego meldunku można wnioskować, że III/13. p. p. nie był przeznaczony do przeciwuderzenia na Ossów, lecz raczej do obsady II pozycji przedmościa” (tamże).

Obie te informacje nie udzielają odpowiedzi na pytania o czas akcji batalionu por. Szewczyka w Ossowie, i godziny jej zakończenia. A ta sprawa ma zasadnicze znaczenie dla określenia postawy i wielkości czynu młodocianych obrońców Ossowa, pod dowództwem ppor. Słowikowskiego.

W tej sytuacji należy postawić pytanie, czy taki opis akcji batalionu por. Szewczyka jest skutkiem niestaranności i zaniedbania dokumentalisty Waligóry, czy jego świadomego działania?
Sprawę tą wyjaśnia dalsza analiza tekstów mjr Waligóry, zwłaszcza porównanie opisu tej samej bitwy w jego pracy z 1934 roku.

W obu swych pracach, z 1932 i 1934 r. Waligóra cytuje fragment pisemnej relacji dowódcy bitwy ppor. Słowikowskiego, mówiący o wysiłku i zmęczeniu jego żołnierzy.
W pracy Waligóry z 1932 r. ten fragment brzmi: „Zmęczenie ich dochodzi do ostatecznych granic tak, że około godziny 12:00 nawet z rewolwerem w ręku nie mogę zmusić do poderwania się i ruszenia naprzód. Linia tyralierska leży prawie bez życia, z rzadka tylko strzelając” (Relacja pisemna kpt. dypl. M. Słowikowskiego, cyt. za B. Waligóra, tamże, rozdział „Walka w Ossowie”).
Natomiast w pracy Waligóry z 1934r. ten fragment został pocięty i wygląda tak (kursywą tekst M. Słowikowskiego): „[…] zmęczenie doszło do ostatecznych granic i w końcu podporucznik Słowikowski, jak podaje, Nawet z rewolwerem w ręku – nie mógł zmusić – do poderwania się i ruszenia naprzód. Linia tyralierska leży prawie bez życia, z rzadka tylko strzelając.”.(B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015. s. 374).
W tym drugim zacytowaniu nie ma już informacji Słowikowskiego, że około godz., 12 jego wojsko, chociaż skrajnie umęczone, zalegało nadal na polu walki, nie przepuszczając również umęczonego jak oni nieprzyjaciela.
Dlaczego Waligóra dokonał tego pominięcia? – może chciał tylko skrócić ten cytat. Może. Ale wygląda na to, że bardzo starał się przyspieszyć atak batalionu III/13, aby w swoim opisie skrócić przez to czas bohaterskiego oporu żołnierzy ppor. Słowikowskiego, gdyż w tej pracy z 1934 r. podaje na str. 381: „Z chwilą rozwinięcia się natarcia porucznika Szewczyka ruszyły naprzód oddziały, znajdujące się na lewym skrzydle, poderwane na rozkaz dowódcy dywizji. Działo się to około godziny 11:00.”, przy czym nie podaje źródła tej informacji.
Widać jak Waligóra uwikłał się w swoich manipulacjach, gdyż jeśli w pracy z 1932 r. podał za Słowikowskim, że obrońcy Ossowa około godziny 12, chociaż skrajnie umęczeni, nadal byli na polu walki, nie przepuszczając również umęczonego jak oni nieprzyjaciela, to musiał pominąć tą informację w pracy z 1934 r., gdyż chciał przyspieszyć na papierze przybycie odsieczy do Ossowa na godz. 11.
Dla ścisłości, trzeba ten wywód uzupełnić jeszcze jedną informacją Waligóry. W pracy z 1934 roku (na tej samej stronie) pisze: „W tymże czasie kapitan Zaremba, dowódca II dywizjonu 11 Pułku Artylerii Polowej, meldował (o godzinie 11:45): Nasza piechota idzie do kontrataku wspierana własna artylerią. Dowództwo XVI Brygady już o godzinie 11:30 meldowało o powodzeniu.”.
Stopień wiarygodności tych dwu meldunków jest trudny do ustalenia, gdyż było kilka (około 6) ataków naszej piechoty podejmowanych z Ossowa. O którym to ataku meldował  kapitan Zaremba? – chyba nie o ostatnim zwycięskim, gdyż dowódca bitwy ppor. Słowikowski podaje zupełnie inny rozkład tych wydarzeń w czasie, co zobaczymy poniżej.
Trzeba też bardzo ostrożnie podchodzić do oceny własnej działalności naszej artylerii pod Ossowem, gdyż w sumie jej rola ograniczyła się głównie do ostrzału zaplecza atakujących bolszewików i blokowanie dróg prowadzących od wschodu do Ossowa.

Słowikowski 1896 - 1989

gen. Mieczysław Zygfryd Słowikowski (1896 – 1989). Znany przede wszystkim jako as wywiadu na Zachodzie podczas II Wojny Światowej. Mniej znana jest jego wielka zasługa w Bitwie pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 r., gdzie objął dowództwo nad I (II) Batalionem im. Weteranów 1863r., 236 P.P. Armii Ochotniczej, i przez wiele godzin skutecznie dowodził całością bitwy, dysponując głównie niedoświadczonym i niewyszkolonym wojskiem, złożonym z warszawskiej młodzieży.
Pod Ossowem miał jeszcze nie zaleczoną ranę odniesioną na Wschodzie, a pod mundurem ryngraf z Matką Boska Częstochowską, który zawiesiła mu na piersiach jego Matka, gdy wyruszał na wojnę.

Może ktoś powiedzieć: co to za spór o jedna godzinę z całodniowej bitwy, gdy czas podczas walki chwilami galopująco przyspiesza, to znów ciągnie się niemiłosiernie w oczekiwaniu pomocy.
Nie jest to jednak spór o jedna godzinę. Chodzi o coś więcej. Przeczytajmy teraz kilka cytatów dotyczących czasu tych wydarzeń z publikacji Mieczysława Słowikowskiego z 1964r. Jest w niej zupełnie inny obraz Bitwy pod Ossowem, niż to co podaje w swoich pracach Bolesław Waligóra. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że zasadnicza część informacji, zawarta w cytowanej przez Waligórę pisemnej relacji Słowikowskiego z 1932 roku, pokrywa się z tym, co jest w jego publikacji z 1964 r.
Zgodnie z otrzymanym rozkazem, ppor. Słowikowski poprowadził oddział, którym dowodził do pierwszego ataku. Napisał o tym tak; „Chcąc jak najszybciej przejść na lewą stronę wsi poleciłem wyłamać przydrożne opłotki. Spojrzałem na zegarek, była 5 godzina rano.” (M. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 40).
Ten pierwszy atak, podobnie jak i kilka następnych, nie powiódł się. Ppor. Słowikowski zwołał pospieszna odprawę dowódców kompani, na której „Wszyscy zgodzili się, że należy bronić wsi do upadłego. Była prawie 6 – ta godzina rano.” (tamże, s. 44).
”Jak liczyłem, mniej więcej około godziny 6.30 rano piechota nieprzyjaciela wdarła się do wsi.”. (tamże, s 46).
”Nie było czasu na posiłek. Żołnierze nic nie mieli w ustach przez cały dzień. Walka we wsi trwała ze zmiennym szczęściem przez cały dzień.” (tamże, s. 47).
”Największe nasilenie boju trwało mniej więcej do godziny drugiej po południu 14 sierpnia. (podkr. – CWU) W późniejszych godzinach popołudniowych nacisk wroga zelżał, wyczuwałem osłabienie z jego strony, które przejawiało się nawet w nasileniu ognia karabinów maszynowych.
Należy jednak powiedzieć prawdę. Batalion miał duże straty, a żołnierz był bardzo zmęczony.
Od dowództwa nie przychodził żaden rozkaz, żadna pomoc. Nie wiedziałem co o tym sądzić. Nie miałem żadnej łączności. Nie miałem też po prostu możliwości ani czasu na posłanie łącznika nie znającego drogi.
Toteż gdy miedzy godziną 4 – tą a 5 – tą po południu przymaszerował do wsi batalion 13. p. p. pod dowództwem kpt. Szewczyka  
(podkr. – CWU) odetchnąłem z ulgą. Sądziłem, że ma wzmocnić naszą obronę i wykonać natarcie dla odrzucenia nieprzyjaciela.
Kpt. Szewczyk powiedział, iż otrzymał rozkaz udania sie do wsi Ossów i pozostania tam jako odwód dywizji. Nie może więc wiązać się w żadną walkę.
Ze względu na stan i wyczerpanie ochotników, nie było to zbyt pocieszające. Przyjście jednak świeżego wojska pobudziło i dodało pewności ochotnikom.
Postanowiłem wykonać ostatni atak już całym baonem. Czułem, iż mogłem zdecydować się na ten zryw.
Około godziny 5 – tej po południu
(podkr. – CWU) batalion przeszedł do natarcia. Tym razem nasze „hurra” we wsi było potężniejsze od poprzednich. Opór wroga był bardzo słaby, umilkły jego karabiny maszynowe. Wyczułem, iż wycofują się teraz pośpiesznie. Nie zatrzymałem więc linii na lizjerze wsi, lecz parłem naprzód by zająć jak najprędzej z powrotem okopy pod Leśniakowizną. Wróg uchodził nie stawiając już żadnego oporu.
W tym parciu naprzód miałem koło siebie kaprala Michalaka z dawnej 8 – mej kompanii 36. p. p. Podniecony i chcąc jak najszybciej zająć starą linię obronną nie oglądałem się na nic. Był to prawie że bieg. Wróg musiał jednak uchodzić jeszcze szybciej bo nie napotkaliśmy go nigdzie.
Gdy dotarłem do linii okopów wtedy dopiero spostrzegłem, że mam koło siebie prócz kaprala tylko ośmiu żołnierzy. Za nami na drodze nie było nikogo.
Bój był skończony. Uwieńczyło go nasze zwycięstwo, a mnie dopiero teraz ogarnął strach.”
(tamże, s. 47 – 48).
„Dałem rozkaz kapralowi pozostania w okopach na drodze, a sam biegłem ile tchu w piersiach do Ossowa, by zebrać rozproszonych ochotników dla obsadzenia pozycji pod Leśniakowizną. Napotykanym, a odpoczywającym po drodze, polecałem natychmiast iść dalej aż do spotkania żołnierzy w okopach.”. (tamże, s. 49).

Tak wyglądało to zwycięstwo w relacji wiarygodnego świadka dowódcy stoczonej bitwy ppor. Mieczysława Słowikowskiego.

ksiażkaA tak ocenił je wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra: „Należy nadmienić, że przełamanie kryzysu i powodzenie pod Ossowem należy przede wszystkim przypisać uderzeniu III batalionu. Dowódca dywizji wspomina, że natarcie III batalionu 13 Pułku, to jedno z najlepiej prowadzonych, jakie widziałem na wojnie (zasługa mjr. Szewczyka i por. Marchewy)”.(B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy…, s. 381).

Chwała walecznym żołnierzom mjr Szewczyka i por. Marchewy. Dowódca bitwy ppor. Słowikowski nie uczynił ujmy, i nie pomniejszył zasług tych dowódców i ich żołnierzy w swoich, cytowanych tutaj wspomnieniach. Ale też pokazał jaki naprawdę był udział III batalionu w całości bitwy, to jest skuteczne i zbawienne dla obrońców Ossowa przełamanie impasu bitwy – ale nic więcej – bo później batalion por. Szewczyka przeszedł do swoich wyznaczonych zadań, i pozostawił obrońców Ossowa swojemu losowi. Na szczęście ten los okazał się dla nich, dla Warszawy i całej Polski łaskawy.

Szanowny Czytelniku. Zatrzymaj się jeszcze przez chwile nad tą ważna dla naszej historii sprawą, i spróbuj odpowiedzieć, który z obu tych cytowanych autorów jest bardziej wiarygodny? Któremu należy się imię prawdomównego, a kto jest krętaczem i manipulantem na usługach racji mniejszych niż prawda i honor?

W odpowiedzi na te pytania może jeszcze pomoże przygotowywana następna cześć poświęcona manipulacjom mjr Bolesława Waligóry, pt. „Wyśmiewanie bohaterskich obrońców”.

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I PRZEBIEGU BITWY POD OSSOWEM W DNIU 14 SIERPNIA 1920 ROKU.

Te wpisy będą jeszcze poprawiane i uzupełniane.

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – Wprowadzenie i informacja o wybranej bibliografii.

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

INFORMACJA O WYBORZE BIBLIOGRAFII I KRÓTKIE WPROWADZENIE

Bibliograficzną podstawę publikowanych tutaj krytycznych ocen manipulacji dokonanych przez mjr Bolesława Waligórę w sprawie śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej walki warszawskiej młodzieży w Bitwie pod Ossowem, stanowią publikację dwu autorów:
Bolesław Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, bez numeracji stron, reprint Warszawa 2015.
Bolesław  Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015.
Mieczysław  Zygfryd Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964.

Poza tym korzystałem pośrednio z niedostępnej mi pisemnej relacji M. Z. Słowikowskiego z 1932 r., na którą powołuje się i cytuje B. Waligóra w wyżej wymienionych publikacjach.

Istnieje oczywiście wiele publikacji na temat okoliczności śmierci ks. Skorupki i przebiegu Bitwy pod Ossowem, ale tylko prace tych dwu autorów: Słowikowskiego i Waligóry są pracami najważniejszymi dla tej sprawy. Istnieje jednak ogromna różnica co do ich wartości.
Informacje pochodzące od Mieczysława Słowikowskiego mają wartość pierwszego i najważniejszego źródła w tej sprawie, pochodzą bowiem od bezpośredniego świadka i uczestnika opisywanych wydarzeń; dowódcy stoczonej bitwy. Natomiast Bolesław Waligóra dokonał zza biurka kompilacji tych wydarzeń, wprawdzie na podstawie wielu różnych źródeł, ale zrobił to w sposób wybiórczy, nie stroniąc od niegodziwych manipulacji, zmierzających do pomniejszenia czynu i zasług ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży.

Bolesław Waligóra nie znał, bo nie mógł znać, publikacji Mieczysława Słowikowskiego z 1964 roku. Ale znał i cytował wspomnianą pisemną relację Słowikowskiego z 1932 roku, która, jak wynika z treści przytoczonych cytatów, zawierała te same podstawowe informacje o sprawie, które jeszcze raz opisał Słowikowski w 1964r. Znał również informacje Słowikowskiego zawarte w stenogramie wystąpienia, już wtedy, kapitana Mieczysława Słowikowskiego w czasie sesji terenowej w Ossowie w 1930 roku (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy…, s. 645).

Słowikowski 1896 - 1989
gen. Mieczysław Zygfryd Słowikowski (1896 – 1989). Znany przede wszystkim jako as wywiadu na Zachodzie podczas II Wojny Światowej. Mniej znana jest jego wielka zasługa w Bitwie pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 r., gdzie objął dowództwo nad I (II) Batalionem im. Weteranów 1863r., 236 P.P. Armii Ochotniczej, i przez wiele godzin, skutecznie dowodził całością bitwy, dysponując głównie niedoświadczonym i niewyszkolonym wojskiem, złożonym z warszawskiej młodzieży.

Zapraszam czytelników tej strony do włączenia się do tego historycznego śledztwa, nawet jeśli wyda się ono w pośpiesznym przeglądaniu tej strony uciążliwe, i wymagające skupienia. Ale przecież warto ponosić wysiłek dla poznania „prawdy, która wyzwala”. Wyzwala z czego? A, no właśnie…, dla odpowiedzi na to pytanie może warto jednak ponosić trudy oddzielania ziarna od plew, bo nawet wróble nie pożywią się plewami.

W tej sprawie są rzeczy dziwne, na przykład: „Dziwnym się wydaje, iż nasze władze wojskowe nie zażądały ode mnie meldunku przedstawiającego całość boju pod Ossowem – Leśniakowizną. Nikt nigdy nie zwracał się do mnie o to.” – napisał, już wtedy, gen. Mieczysław Słowikowski w swojej publikacji z 1964r. (s. 58).
Po dowództwach pułków biorących udział w Bitwie pod Ossowem, które w czasie największego nasilenia boju uszły na zaplecze (na poligon rembertowski) pozostawiając młodociany batalion swojemu losowi, to następną „władzą wojskową” w tej sprawie był chyba oficjalny wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra, o którym Mieczysław Słowikowski napisał: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis Boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy.” (tamże, s. 60 – 61).

A trzeba wyraźnie powiedzieć, że wersja wydarzeń podana przez dowódcę Bitwy pod Ossowem ppor. Mieczysława Słowikowskiego została zepchnięta na margines oficjalnych informacji o Bitwie pod Ossowem, którą stanowi wersja Bolesława Waligóry. W tej sprawie trudno znaleźć wnikliwe przeprowadzone ustalenia. Ciągle obowiązującą wersją przebiegu Bitwy pod Ossowem jest jej zafałszowany obraz, powstały na podstawie „faktów publicystycznych” dokonanych przez B. Waligórę. Żyją one swoim własnym życiem, i są ciągle powielane i pomnażane bezmyślnie, lub świadomie, przez różnorakich publicystów.

Wyjaśniam, że używam  numeracji młodzieżowego batalionu z pod Ossowa jako I, gdyż tak oznaczał go M. Słowikowski, bo przyjęła się ona jako numeracja zwyczajowa i nazwa własna batalionu wśród uczestników tej bitwy, natomiast B. Waligóra ten sam batalion oznacza jako II.

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I PRZEBIEGU BITWY POD OSSOWEM W DNIU 14 SIERPNIA 1920 ROKU.

Te wpisy będą jeszcze poprawiane i uzupełniane.

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część II: Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ II – DZIWNE ZABIEGI WOKÓŁ ŚMIERCI KS. SKORUPKI.
Okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki miały, i mają nadal, wielkie znaczenie dla poznania istoty wydarzeń z przełomowych dni sierpnia 1920 roku. Bo jeśli ten szlachetny ksiądz zginął tak, jak przedstawia to Władysław Pobóg – Malinowski; gdy na placu boju, pochylony nad rannym żołnierzem, udzielał mu ostatnich sakramentów, to byłaby to oczywiście śmierć chwalebna, ale niewychodzącą poza ramy zwykłej posługi kapłańskiej.

Jeśli jednak ks. Skorupka zginął na pierwszej linii walki, z uniesionym krzyżem w ręce, zagrzewając żołnierzy do walki w obronie wiary i ojczyzny, prowadząc ich wspólnie z dowódcą batalionu, który również był człowiekiem wielkiej wiary, a pod mundurem miał na piersiach ryngraf z Matka Boską Częstochowską, to byłaby to heroiczna śmierć kapłana i przywódcy na miarę ks. Kordeckiego, czy św. Joanny D’arc, i taka śmierć kapłana – przywódcy byłaby odbierana (i była odbierana) jako dowód Bożej Opatrzności, i owoc złożonej ofiary życia tego młodziutkiego księdza.

Ale ta wersja nie była możliwa do przyjęcia przez Naczelnego Wodza oraz ludzi z Jego otoczenia, gdyż nie byłaby wtedy możliwa kreacja Jego Osoby na geniusza, któremu miał przypaść niemalże cały splendor zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, jak i w całej wojnie.

Józef Piłsudski bywa często porównywany przez jego apologetów do króla Sobieskiego i Jagiełły. Król Jan III Sobieski zwyciężywszy Turków pod Wiedniem powiedział: „veni, vidi – Deus vikcit” („przybyłem, zobaczyłem – Bóg zwyciężył”). Nie było tego u Piłsudskiego. Przeciwnie; Józef Piłsudski po zakończonej wojnie wielokrotnie podkreślał: „To ja zwyciężyłem”.
Obydwaj ci wielcy wodzowie przed bitwami oddawali się Boskiej Opatrzności. Sobieski, zanim udał się pod Wiedeń, udał się na Jasną Górę, gdzie powierzał los swojej wojennej wyprawy Bogu i Matce Najświętszej, a przed bitwą wysłuchał dwu mszy św., do których służył jako ministrant. Podobnie i król Jagiełło przed Bitwa pod Grunwaldem prosił Boga o zwycięstwo i pomoc.
Józef Piłsudski, tuż przed rozpoczynającą się Bitwą Warszawską, podał się do dymisji, zrzekając się pełnienia dwu swoich funkcji; Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, i udał się w swoich sprawach osobistych aż pod Tarnów Później dołączył do wojsk Grupy Uderzeniowej nad Dolnym Wieprzem, gdzie zajmował się wieloma drugorzędnymi sprawami, ale nie dowodzeniem całością bitwy, które podjęli jego generałowie, zwłaszcza gen. Tadeusz Rozwadowski – później przez Niego wyśmiewani i lekceważeni, a niektórzy nawet prześladowani.
U Piłsudskiego nie było Jasnej Góry, ani błagalnych mszy przed bitwą, a żegnając żołnierzy ruszających z nad Wieprza miał powiedzieć po rosyjsku: „na dwoje babka wróżyła” (uzupełnić i podać źródło). U Piłsudskiego nie było więc, tego ducha wysokich lotów, i powierzenia się Boskiej Opatrzności, które poniosły Sobieskiego i Jagiełłę do zwycięstwa. Był natomiast głęboki kryzys psychiczny i brak wiary w zwycięstwo, o czym pisaliśmy już na tej stronie.

Ale zaraz po bitwie pojawiło się silne pragnienie chwały triumfatora, bo chwała zwycięstwa oznaczała wtedy prawo do posiadania władzy. I tak, oto znajdujemy przyczynę dokonywanych niegodnych zabiegów pomniejszenia zasługi ks. Ignacego Skorupki, i młodocianych żołnierzy z pod Ossowa. Bo mogłoby się okazać, że to jednak „Deus vikcit”.

Dla kogoś, kto nie wczytywał się dokładniej w opublikowane teksty na tej stronie, informuję, że relacje świadków śmierci ks. Skorupki znajdują się tutaj:
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignacego-skorupki-na-polach-ossowa

Smierc_ks_Skorupki                                         Jerzy Kossak – „Śmierć ks. Skorupki”

Ale „powróćmy do naszych baranów” (nie jest to wyrażenie obraźliwe, lecz przydatna tutaj znana figura retoryczna).
Zanim piłsudczykowski historyk Władysław Pobóg – Malinowski opublikował swoje wyssane z palca zmyślenia na temat okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki, zobaczmy jak przygotował mu do tego grunt dokumentalista z obozu Józefa Piłsudskiego: mjr Bolesław Waligóra.
W jego cytowanej publikacji z 1932 r. czytamy na ten temat: „Momentu śmierci ks. Skorupki nie zauważono. W chaosie walki tylu ludzi padało, że trudno było spostrzec fakt śmierci ks. Skorupki. Dopiero po bitwie, w miejscu gdzie dziś stoi krzyż drewniany (na północ od wschodniej części wsi), znaleziono zwłoki ks. Skorupki” (tamże).
Ale 13 stron wcześniej, w rozdziale „Walka w Ossowie”, po zacytowaniu fragmentu relacji dowódcy młodzieżowego batalionu, ppor. Mieczysława Słowikowskiego, Waligóra pisze już od siebie: „W trakcie tego ruchu ks. Skorupka, który szedł obok dowódcy kompani, a więc przed tyralierą, upadł w pewnej chwili, lecz ppor. Słowikowski nie zwrócił na to uwagi, gdyż sądził, ze kapelan potknął się o bruzdę. Zresztą inne sprawy zaprzątały umysł dowódcy”.

W roku 1932, gdy mjr Bolesław Waligóra publikował cytowaną pracę, dysponował dwoma pisemnymi relacjami Mieczysława Słowikowskiego – już wtedy w randze kapitana. Jedna pisemna ze stycznia 1932 r., druga, wcześniejsza jako stenogram relacji podanych w terenie pod Radzyminem w 1930 r. (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015, s. 645). Właśnie te dwie relacje kpt. Słowikowskiego są podstawą dywagacji Waligóry na temat śmierci ks. Skorupki. Nie mogła być mu znana najważniejsza publikacja Słowikowskiego na temat Bitwy pod Ossowem, wydana w Londynie w 1964r., mająca rangę pierwszoplanowego źródła na temat Bitwy pod Ossowem i okoliczności śmierci ks. Skorupki, (z której jeszcze będziemy korzystać), ale te dwie, wyżej wymienione, relacje Słowikowskiego dostępne Waligórze z całą pewnością musiały zawierać informację, że po zakończonej bitwie znalazł on (Słowikowski) ciało ks. Skorupki w miejscu które zapamiętał, i gdzie „potknął” się ks. Skorupka. Śmierci kapelana swojego oddziału ppor. Słowikowski bardzo przeżywał. Miał do niego emocjonalny, przyjacielski stosunek. W takim razie, skoro napisał w swojej, cytowanej przez Waligórę, relacji o upadku ks. Skorupki, to czymś niezrozumiałym byłoby pominięcie informacji Słowikowskiego o znalezieniu przez niego ciała ks. Skorupki, właśnie w miejscu, gdzie nastąpił jego upadek.

Waligóra miał również szansę osobiście usłyszeć tą informację z ust kpt. Słowikowskiego na sesji terenowej w 1930 roku. Dwie dostępne mu pisemne relacje Słowikowskiego cytuje wybiórczo, według swoich potrzeb i założonego planu, według którego , „nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron – ostatnia strona tekstu)

Prawdopodobnie dzisiaj już nie uda się ustalić w jak dużym stopniu mjr Bolesław Waligóra zbagatelizował i zmanipulował relacje kpt. Słowikowskiego, gdyż jak czytamy na okładce jego obszernej pracy z 1934r, (wznowionego w 2015r.), obejmującej także opis Bitwy pod Ossowem.: „W publikacji tej od początku zwraca uwagę znakomity warsztat archiwisty, oraz obiektywizm autora. Pionierska ta praca posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne. Tymczasem spora część akt, z których autor korzystał, uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej, stąd też pozycja niniejsza może wręcz pod pewnymi względami aspirować do miana źródłowej” (podkr. – CWU) – napisali historyce.org z Polskiego Forum Historycznego (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu…, 4 str. okładki).
No, i mamy namaszczenie wątpliwej wartości opracowania (co najmniej w zakresie opisu śmierci ks. Ignacego Skorupki, i jak okaże się dalej; całej Bitwy pod Ossowem) na pozycję rangi historycznego źródła, a jej autora na genialnego dokumentalistę.

A przecież nie koniec wątpliwości i zastrzeżeń wobec tych dziwnych zabiegów, pominięć i sprzeczności dokonanych przez dokumentalistę Waligórę wokół śmierci ks. Ignacego Skorupki.

Dwa lata po wojnie polsko – bolszewickiej, w 1922 roku, ukazała się niezwykła publikacja zatytułowana „O uczniu żołnierzu”, będąca zbiorem relacji i świadectw młodocianych żołnierzy – uczniów walczących jako ochotnicy w 1920 roku. Jej inicjatorem był Maciej Rataj – późniejszy Marszałek Sejmu, a redaktorem dr Kazimierz Konarski. Jest to prawdziwe, i niewiele skażone osobistym subiektywizmem autorów cenne źródło historycznych informacji.

Wśród licznych wypowiedzi, wspomnień, opisu różnych wojennych przeżyć, czasem tylko krótkich epizodów, przekazanych przez uczniów – żołnierzy znajduje się tam również krótka, ale bardzo cenna relacja bezpośredniego świadka śmierci ks. Ignacego Skorupki:
” Było 6 ataków naszych, z których 5 było niefortunnych, a dopiero szóstym atakiem odrzuciliśmy bolszewików o parę kilometrów za wieś Leśniakowiznę.
Parę razy dochodziło do starcia na bagnety. W pierwszym ataku ks. Skorupka jakimś zbiegiem okoliczności znalazł się o parę kroków odemnie. Widziałem jak, gdy dochodziliśmy, jeden z bolszewików strzelił do księdza i ugodził go kulą w czoło, ten sam również strzelił do mnie, lecz nie trafił, repetował karabin, aby znów strzelić, lecz ja go uprzedziłem i paru pchnięciami bagnetu powaliłem go. – (Warszawa, gimn. K. Kulwiecia kl. VII J. S.)” (K. Konarski, „O uczniu żołnierzu”, Warszawa – Lwów b.r. w., s. 97).
Nazwisko tego ucznia – Szmidke – podaje S. Helsztyński, [w:] „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 46 – pierwsze wydanie 1923).

Niestety, na próżno szukać choćby wzmianki o tej publikacji u Waligóry. A przecież nie mógł o niej nie słyszeć. Bo jeśli nawet, z powodu jakiegoś zaniedbania, nie słyszał o niej, to w takim razie nie jest Waligóra dokumentalistą o „znakomitym warsztacie archiwisty”. Jeśli jednak znał tą publikację, ale jej świadomie nie uwzględnił, to w takim razie jest manipulatorem, może zasługującym na pochwały tych, którym służył, ale wtedy kojarzenie jego dokonań z prawdą historyczna nie jest możliwe.
A przecież napisali o nim cytowani historycy.org, że jego publikacja o Bitwie warszawskiej „[…]posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne.” (cytowane wyżej).

Problem jest w tym, że autorzy prac kompilacyjnych, polegających na zgeneralizowaniu wydarzeń, czy opisywanej kwestii, na podstawie wielu informacji, muszą się cechować nie tylko dobrym warsztatem naukowo – badawczym, ale i wielką rzetelnością, uczciwością i rzeczywistą, a nie pozorną miłością do prawdy. Pojawia się bowiem tutaj pokusa, zwłaszcza przy wielkich opracowaniach, ułatwienia sobie pracy przez pominięcia, a często także i manipulacje, gdyż autor jest świadomy, że przy dużym materiale źródłowym niełatwo będzie znaleźć zastosowane nieprawidłowości. Szczególnie ułatwia to naginanie prawdy do ustalonej tezy. I taką właśnie sytuację mamy w wypadku tego, co napisał wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra na temat śmierci ks. Ignacego Skorupki i Bitwy pod Ossowem.

Na koniec rozważań o manipulacjach mjr Bolesława Waligóry na temat śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej walki warszawskiej młodzieży w bitwie pod Ossowem, opinia Mieczysława Słowikowskiego o Waligórze: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis Boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy. (M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964. s. 60 – 61).

I znów powróciło do nas niepiękne słowo „uwłaczać”. Czytelnik, który zadał sobie trud uważniejszego przeczytania tego tekstu, nie powinien mieć trudności w ustaleniu, kto i dlaczego użył je w niewłaściwy sposób, i czy nie uwłaczył nie tylko godności bohaterów tego wpisy, ale i wrażliwości i inteligencji następnych pokoleń. Cdn.
Czesław Wójcik – Uglis     

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część I: Fałszywa troska

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

Przełom w Bitwie Warszawskiej, powszechnie nazywanej Cudem nad Wisłą, i całej wojnie polsko – bolszewickiej 1919 – 1920, nastąpił w niedzielę 15 sierpnia 1920 roku. Poprzedziły go wielodniowe ciężkie zmagania na całym Froncie Północno – Wschodnim. Szczególne znaczenie miała całodzienna Bitwa pod Ossowem w sobotę 14 sierpnia, gdy w nocy z 13 na 14 sierpnia bolszewicy przerwali pod pobliską Leśniakowizną ostatnią polską linię obrony – bezpośrednio zagrażając Stolicy odległej od Ossowa około 15 km.
” Uświadamiając sobie tę bliskość, rozumiemy jak ważna była obronna faza walk Bitwy Warszawskiej, stoczonych głównie w rejonie Ossowa i Radzymina, pod ogólnym dowództwem gen. Józefa Hallera i przy znacznym udziale gen. Lucjana Żeligowskiego. Pod Ossowem zatrzymały atak wroga 221 i 236 Pułki Piechoty Wojska Polskiego, formacje ochotnicze, złożone z przedstawicieli wszystkich warstw społecznych i zawodowych. Szczególną chwałą okrył się w bojach pod Ossowem 236 P.P., zorganizowany w dzielnicy Praga z młodzieży warszawskiej przez por. Mieczysława Słowikowskiego. Kapelan pułku, ksiądz Ignacy Skorupka poległ w pierwszych minutach polskiego kontrataku, a Jego śmierć stała się ogólnopolskim symbolem obrony stolicy.” (podkr. CWU)napisał dr Jan Tarczyński, dyrektor Centralnej Biblioteki Wojskowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, we wstępie do wznowionego opracowania mjr Bolesława Waligóry na temat Bitwy pod Ossowem ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron)
waligora

mjr Bolesław Waligóra (1898 – 1940) uznawany w II Rzeczpospolitej, jak i obecnie, za wybitnego dokumentalistę i archiwistę wojskowego, był związany z obozem piłsudczykowskim. Wydał sporo opracowań kompilacyjnych, poświęconych wybranym fragmentom wielkiej Bitwy Warszawskiej. Sam też brał udział w walkach o Radzymin jako dowódca kompani. Przez swoich dowódców ceniony i nagradzany awansami i odznaczeniami za pracowitość, poświęcenie i skromność – tak na polu walki, jak i w pracy dokumentacyjnej, w której uznawany był jako wybitna osobowość polskiej archiwistyki wojskowej. W II Rzeczpospolitej był dyrektorem Archiwum Wojskowego, obecnie jest patronem Centralnego Archiwum Wojskowego.

Toteż niemałe zdumienie budzą jego manipulacje dokonane wokół Osoby ks. Ignacego Skorupki – gorliwego kapłana i bohatera narodowego z pod Ossowa – postaci na miarę błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki – pomniejszanego i pomijanego przez sanacyjny establishment przez cały okres II Rzeczpospolitej. Gorzkie owoce tamtego czasu pojawiają się i dzisiaj, gdy pragniemy gloryfikować Osobę ks. Skorupki według jego zasług.

1. FAŁSZYWA TROSKA.
We wspomnianym wyżej opracowaniu Waligóry na temat Bitwy pod Ossowem znajdują się takie jego stwierdzenia, cyt.: „Przejdźmy teraz do udziału ks. Skorupki w walce. […] ks. Skorupka, który mógł odejść do tyłu, prosił, by mu pozwolono iść w tyralierze do natarcia. Szkoda jednak dla legendy, że natarcie, w którym poległ ks. Skorupka, załamało się i nie doprowadziło do odrzucenia wroga.” (Tamże, ostatnia strona tekstu)
Niby nic, niby pozytywnie – a jednak, porcja jadu została przesączona. Bo pospieszając tokiem rozumowania i intencji autora, należałoby stwierdzić, że jeszcze większą szkodą dla legendy o bohaterskim kapłanie, było to, że to natarcie nie doprowadziło na przykład do całkowitego zakończenia bitwy na Przedmościu Warszawskim; albo i zakończenia całej wojny. Nieco dalej zajmiemy się przebiegiem tego pierwszego starcia, na razie warto zwrócić uwagę w tym akapicie, na rzekomą troskę i dbałość Waligóry o legendę bohaterskiego księdza.
Ale troska to tylko pozorna, bo nieco dalej czytamy: „Sadzę jednak, że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (Tamże, ostatnie zdanie na ostatniej stronie).
Może w tym miejscu należałoby się uszczypnąć, jak podczas złego snu, aby dokładniej określić gdzie jesteśmy. Popatrzmy na synonimy słowa „uwłaczać”, które oznacza: szarpać, szargać, przynosić ujmę, pogrążać, zniesławiać, oczerniać, szkalować.

Skąd taka sprzeczność ? I właściwie w jaka rolę wchodzi tutaj autor? Fałsz tej wypowiedzi jest odczuwalny na odległość, i wydaje się, że odsłania ona prawdziwe intencje i zamiary autora wobec prawdy, do zbadania której został powołany jako „wybitny” wojskowy dokumentalista.

Pytania te będą bardziej zasadne, gdy uważniej przyjrzymy się opracowaniu Bolesława Waligóry, poświęconego Bitwie pod Ossowem i Leśniakowizną.
Okaże się bowiem, że Autor w szczególny sposób, przez zastosowanie manipulacji, będzie skwapliwie realizował swoje stwierdzenie, „że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” Czytaj dalej następny wpis część II – „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki”.
Czesław Wójcik – Uglis

Biografia ks. Ignacego Skorupki wg. Polskiego Słownika Biograficznego.

grafika ks. Skorupka, archiwum w Łodzi              Grafika ze strony http://uml.lodz.pl/images/baza1_1286132122.jpg

Biogram ze strony
http://www.ipsb.nina.gov.pl/index.php/a/ignacy-jan-skorupka
opublikowany w latach 1997-1998 w XXXVIII tomie Polskiego Słownika Biograficznego.

Skorupka Ignacy Jan (1893–1920), ksiądz, kapelan WP, prefekt szkolny. Ur. 31 VII w Warszawie. Dziadek S-i pochodził z rodziny szlachty zagrodowej z Podlasia; przeniósł się do Warszawy ok. 1877 r. S. był najstarszym synem Adama Jana, urzędnika tow. ubezpieczeniowego w Warszawie, a następnie kasjera warszawskiego magistratu, i Eleonory z Pomińskich (zm. 1916), córki powstańca z r. 1863, starszym bratem Kazimierza (zob.).

  1. uczył się od r. 1902 w gimnazjum Pawła Chrzanowskiego (późniejsze Gimnazjum im. Jana Zamoyskiego), a następnie w Gimnazjum Rocha Kowalskiego w Warszawie. W r. 1909 wstąpił do warszawskiego seminarium duchownego. W czasie wakacji wyjeżdżał trzykrotnie na praktykę do parafii w Klembowie w pow. wołomińskim. W listopadzie 1912 otrzymał cztery niższe święcenia, a w r. 1914 święcenia subdiakonackie. Po ukończeniu seminarium został w jesieni 1914 skierowany do Akademii Duchownej w Piotrogrodzie. Rozmiłowany w literaturze polskiej, zaraz po przyjeździe do Akademii zainicjował powstanie kółka literackiego «Polonia» i wygłaszał w nim odczyty, m. in. o Warszawie w poezji Artura Oppmana (Or-Ota). Pisał wiersze o wydźwięku patriotyczno-religijnym. W lipcu 1915 do Piotrogrodu przyjechała ewakuowana z Warszawy matka S-i wraz z jego rodzeństwem. S. pomagał rodzinie, wyszukiwał pracę dla braci i opiekował się matką w czasie jej długiej choroby. W t. r. otrzymał święcenia diakonackie, a na kapłana został wyświęcony 26 I 1916. Wskutek kłopotów rodzinnych nie zaliczył jednego z egzaminów i stracił prawo do dalszej nauki w Akademii.

Przez kilka miesięcy w r. 1917 S. był proboszczem parafii w Bogorodsku koło Moskwy, a następnie od września t.r. do sierpnia 1918 proboszczem w Klińcach (obecnie Klincy) w gub. czernihowskiej; równocześnie wykładał religię, język polski, łaciński i grecki w miejscowym gimnazjum, był kierownikiem tajnej polskiej grupy harcerzy, zorganizował szkołę początkową dla dzieci polskich, a także teatr amatorski, w którym wyreżyserował „Betlejem polskie” Lucjana Rydla. Był organizatorem polskich towarzystw opiekuńczych i nieformalnym przywódcą dwutysięcznej grupy Polaków, wyrzuconych przez wojnę z Polski i osiadłych w Klińcach. Jeździł do Kijowa, czyniąc starania o przyspieszenie ewakuacji swych podopiecznych do Polski, a następnie tę ewakuację organizował. Wyjechał w końcu sierpnia 1918 z jedną z wracających do Polski grup.

Warszawskie władze kościelne skierowały S-ę do Łodzi, gdzie został wikariuszem parafii Przemienienia Pańskiego. Był założycielem i prezesem Tow. «Oświata», które przejęło szkołę przy ul. Placowej. S. był prefektem w tej szkole (później noszącej jego imię), a także w ośmioklasowym gimnazjum żeńskim Romany Konopczyńskiej-Sobolewskiej oraz na kursach wieczorowych Mieczysława Barczewskiego. W lipcu i sierpniu 1919 był S. zastępcą proboszcza parafii Ojrzanów-Żelechów koło Grodziska Maz. We wrześniu t.r. został przeniesiony do Warszawy na stanowisko notariusza i archiwisty warszawskiej Kurii Metropolitalnej; zajmował się administracją „Wiadomości Archidiecezjalnych Warszawskich”. Był również kapelanem Ogniska Rodziny Marii przy ul. Zamoyskiego 30, prowadzonym przez franciszkanki dla ok. 200 sierot, prefektem w szkole kolejowej przy ul. Chmielnej, w szkole i na wieczorowych kursach handlowych Tomasza Łebkowskiego. Wygłaszał kazania w kilku warszawskich kościołach, m. in. w okresie Wielkiego Postu 1920 r. – cykl kazań pasyjnych w Katedrze św. Jana.

W początku lipca 1920 S. wystąpił do władz kościelnych o zgodę na objęcie funkcji kapelana wojskowego. Otrzymawszy odmowę, zwrócił się do bpa polowego Stanisława Galla i dzięki niemu w końcu lipca został kapelanem garnizonu praskiego; spędzał całe dnie w koszarach i na dworcach, spowiadając żołnierzy wyruszających na front. Dn. 8 VIII (wg Enc. Wojsk.: 7 VIII) t.r. na własną prośbę został mianowany kapelanem lotnym formującego się w budynku szkoły im. Władysława IV na Pradze 1. batalionu 236. pp Armii Ochotniczej, złożonego głównie z młodzieży gimnazjalnej i akademickiej. W jednej z klas urządził kaplicę.

Dn. 13 VIII S. wymaszerował wraz z batalionem na front. W Rembertowie koło Warszawy, gdzie oddział odpoczywał, dowództwo WP przydzieliło batalion do 36. pp Legii Akademickiej. Wieczorem batalion dotarł do wsi Ossów (pow. wołomiński), leżącej na linii frontu. W dn. 14 VIII 1920 S. zginął w walkach z bolszewikami koło Ossowa. Komunikat Sztabu Generalnego WP z 16 VIII podkreśla «bohaterską śmierć ks. kapelana Ignacego Skorupki […], który w stule i z krzyżem w ręku przodował atakującym oddziałom». Dowódca batalionu ppor. Mieczysław Słowikowski w swych wspomnieniach pisał, że wyraził zgodę na wzięcie udziału S-i w ataku i że widział moment upadku księdza. Natomiast W. Pobóg-Malinowski – nie podając źródła – pisze, że S. «ugodzony został zabłąkaną kulą w chwili, gdy w jakichś opłotkach, pochylony nad ciężko rannym żołnierzem udzielał mu ostatnich pociech religijnych». (podkr. CWU – zobacz niżej komentarz). Ciało S-i przewieziono do Warszawy, gdzie 17 VIII odbyły się uroczystości pogrzebowe w kościele Garnizonowym przy ul. Długiej, a następnie na Powązkach z udziałem najwyższego duchowieństwa oraz przedstawicieli rządu i generalicji. Gen. Józef Haller udekorował trumnę S-i nadanym pośmiertnie Krzyżem Virtuti Militari V kl.

Śmierć ks. S-i stała się składnikiem legendy o «Cudzie nad Wisłą». Prawica jego śmierć uznała za przełomowy moment bitwy warszawskiej. W l. trzydziestych czynione były podobno starania o beatyfikację S-i. W rocznicę śmierci w r. 1921 w Ossowie, w miejscu, w którym miał zginąć, postawiono krzyż z tabliczką informacyjną. W t.r. Polonia Amerykańska odsłoniła tablicę pamiątkową ku czci S-i w Nowym Jorku. Również w końcu lipca t.r. poświęcono mu uroczyście nagrobek na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Na płaskorzeźbie pomnika bohaterów wojny polsko-sowieckiej na warszawskim wojskowym cmentarzu znajdowała się postać S-i (płaskorzeźba została zniszczona po 1945 r.). W r. 1930 został odsłonięty pierwszy w Polsce pomnik S-i w Łodzi (płaskorzeźby tego pomnika wykonał Franciszek Sługocki), zniszczony w czasie okupacji niemieckiej, ponownie wzniesiony w r. 1989. W czerwcu 1939 postawiono w Ossowie obelisk poświęcony S-ce i innym obrońcom Warszawy; zniszczony po r. 1945, pomnik ten został odbudowany po r. 1989. W końcu l. dwudziestych powstał komitet budowy pomnika S-i w Warszawie; wojna uniemożliwiła realizację tego zamierzenia. W r. 1992 odsłonięto na gmachu Gimnazjum im. Władysława IV na Pradze tablicę upamiętniającą pobyt żołnierzy 1. batalionu 236. pp Armii Ochotniczej i S-i. W Warszawie w r. 1921 ulicę Sadową, boczną od Marszałkowskiej, nazwano imieniem S-i; ulice im. S-i znajdowały się również w in. miastach Polski, m. in. w Łodzi, Poznaniu (od r. 1931). W obu tych miastach nazwę tę zlikwidowano po r. 1945. W kilku miasteczkach podwarszawskich, m. in. w Radzyminie i Legionowie, istnieją ulice im. S-i. W r. 1923 powstało w Warszawie stowarzyszenie «Czytelni Żołnierskich im. ks. Skorupki».

Postać S-i znalazła swe odbicie w malarstwie. Na życzenie papieża Piusa XI Jan Henryk Rosen wykonał w poł. l. trzydziestych w Castel Gandolfo wielkie malowidło ścienne, wyobrażające bitwę pod Ossowem, którego postacią centralną jest S. Tenże papież polecił namalować w kaplicy polskiej w Loreto wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, a obok niej postać S-i. Prawe skrzydło tryptyku w warszawskim kościele Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku pędzla Bronisława (?) Wiśniewskiego przedstawiało fragment bitwy pod Ossowem i postać S-i. Najbardziej znanym w malarstwie stalugowym jest obraz Jerzego Kossaka, przedstawiający bitwę pod Ossowem z centralną postacią S-i (namalowany w r. 1934, olej, w posiadaniu prywatnym, reprod. w: Olszański K., Jerzy Kossak, W. 1992). Podobny temat mają obrazy Romana Bratkowskiego i Bolesława Nawrockiego. Wydawano także pocztówki z ks. S-ą (w górnym rogu z Matką Boską).

Postać S-i utrwalona została w wierszu Mieczysława Zielenkiewicza „Ksiądz–bohater” („Ilustr. Kur. Codz.” z 20 VIII 1920), w dramatach: Stefana Gozdawy Wiecheckiego „Bitwa pod Radzyminem czyli śmierć księdza Skorupki” i Tadeusza Konczyńskiego „Ksiądz Skorupka” (nie druk.), w powieści Józefa Relidzyńskiego „Bój pod Radzyminem” i jego noweli „Janek”, w tomie „Z dni krwi i chwały” (P. [1925]). Publicystyka dotycząca S-i jest niezwykle obfita. Co roku, aż do r. 1939, w rocznicę śmierci ukazywało się co najmniej kilka not, artykułów czy wspomnień. Adam Grzymała-Siedlecki w „Cudzie Wisły” (W. 1920) pisał o nim jako o «ucieleśnionym pomniku heroicznego obowiązku».

W Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie przechowywane są pamiątki po S-ce: krzyż, który miał trzymać w ręku w czasie ataku, stuła oraz krzyż Virtuti Militari.

KOMENTARZ CZESŁAW WÓJCIKA – UGLISA DO PODKREŚLENIA
Władysław Pobóg – Malinowski – historyk związany z obozem piłsudczykowskim, nazywany niekiedy w Internecie genialnym manipulatorem historii, dopuścił sie tutaj prymitywnego, bo wyssanego z palca kłamstwa, podając nieprawdziwe okoliczności śmierci ks. Skorupki. Wielu autorów zajmujących się wydarzeniami tamtego czasu, nie zadaje sobie trudu sprawdzenia tej informacji, która funkcjonuje  swoim „życiem” już ponad pół wieku jako zmyślenie publicystyczne, na podobieństwo dzisiejszych faktów prasowych.
Ta manipulacja, i motywy dla których została dokonana, będzie przedmiotem następnych wpisów na tej stronie.
O prawdziwych okolicznościach śmierci ks. Ignacego Skorupki w relacjach bezpośrednich świadków czytaj tutaj
:
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignacego-skorupki-na-polach-ossowa

Stacja Wołyńskiej Golgoty

Ludobójstwo Wołyńskie i Podolskie, którego apogeum przypadło na niedzielę 11 lipca 1943 roku przez lata przemilczane, ma nie w pełni poznany wymiar szowinistyczny, psychologiczny, polityczny, czy nawet (o, zgrozo!) kulturowy. Aby to lepiej poznać, trzeba przykładać do niego wiele różnych miar.  Najbardziej jednak chyba rozświetla je spojrzenie z perspektywy moralnej i religijnej – sięgającej aż do istoty zła.
Wnikając w te wydarzenia, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że zaglądamy na samo dno piekła, gdzie ukrywają się najciemniejsze tajemnice zła, nienawiści i kłamstwa, zdolne do zawładnięcia sercem i umysłem człowieka – gdy ten, w swym odrzuceniu Boga, na to pozwoli. Jest to, więc również jedna z tajemnic wolności człowieka, i dokonywanych przez niego wyborów.
Trzeba również zauważyć, że diabeł wschodu lubi nie tylko zabijać, ale także napawać się zbrodnią – na co wskazuje orgiastyczny charakter Ludobójstwa Wołyńskiego. Zjawisko to pojawiało się już wcześniej na Kresach Wschodnich, choćby w latach 1918 – 1920, gdy zwyrodnienie sporej części ukraińskich chłopów w mordowaniu Polaków i polskich żołnierzy, nie ustępowało ówczesnym i późniejszym zbrodniom bolszewików (zobacz przykładowo: Z. Kossak, „Pożoga”, M. Dunin – Kozicka, „Burza od Wschodu”, E. Małaczewski, „Koń na wzgórzu”).

Wyjaśnienie i ostrzeżenie: Poniższy tekst zawiera opis drastycznych zbrodni.
Długo zastanawiałem się, czy należy tak pisać i publikować, mając na uwadze wrażliwość czytelników. Z tego powodu mogą nawet pojawić się ze strony „postępowych ośrodków myśli” (czytaj: wstecznych propagatorów starych kłamstw) zarzuty, że o tej sprawie należy pisać jak najmniej i jak najdelikatniej – podobnie jak atakuje się wystawy, czy filmy – przedstawiające prawdę o aborcji.
Niezależnie od tego, pozostaje jeszcze pewna różnica ról.
Dla nas – to Krwawe Misterium Wołyńskie jest kwestią większych, lub mniejszych wzruszeń, często bolesnego skurczu serca i niedających się osuszyć łez, ale również (jak słychać) niezadowolenia z powodu prawdy burzącej uperfumowane i starannie poukładane kłamstwa.
Dla Nich było to osobistym i realnym przejściem przez okrucieństwo wyjątkowej zbrodni ;zatopienie we krwi i orgii mordu . Oni nadal cierpliwie czekają na prawdę, na modlitwę, na zachowanie w pamięci, na Miłość, która wyzwala i przywraca  życie…

STACJA WOŁYŃSKIEJ GOLGOTY
Jeszcze słychać
Turkot furmanek
I gwar ludzi idących drogą
W niedzielny poranek na mszę do kościoła
I ich pozdrowienie „Niech będzie pochwalony
Pan Jezus Chrystus na wieki”
Wołane rzewnym kresowym zaśpiewem

Ale tamtego dnia

Nie było już odpowiedzi – „Sława Bohu” „Sława Christu”
Słowa uwięzły w gardłach
W oczach zapłonęła nienawiść
Kiedy zerwały się z więzi
Demony mordu i zbrodni

Szli na Wołyńską Golgotę
By umrzeć jak Ty Panie
W poniżającej pogardzie
I nienawiści oprawców

Rozstrzelani
Spaleni żywcem w kościołach
Ukrzyżowani na drzwiach stodoły
Pod ciosami siekiery
Zakłóci widłami
Przepiłowani jak drewno
Na dnie studni
Z pasami zdartej skóry
Porozrywani na części

Dzieci umierały jak rozdeptane kwiaty
Pod ciężkim butem oprawcy
Albo wrzucone przez okno
Do płonącego wnętrza budynków
Rodzicom z rozciętych brzuchów
Wywleczono przewody jelit
„Dzwońcie teraz do waszej Polski”

A Oni
Szli po moście z rozpiętego krzyża
Na spotkanie z ukrzyżowanym Bogiem
Który pokonał śmierć i nienawiść

Bramy piekieł rozwarte
W ogniu ołtarze pokoju
Kielich krwią napełniony
(2009)

Czesław Wójcik – Uglis

Ten tekst, napisany w 2009 roku, a pierwszy raz opublikowany na tej stronie w 2013, nie stracił nic na swojej aktualności – przeciwnie; w obliczu nowych głosów dochodzących dzisiaj (w 2016 roku) z Ukrainy, niechętnych do przyjęcia prawdy o tych wydarzeniach, został jeszcze wzmocniony.
Cóż czeka cię Ukraino, szukająca własnej drogi do wolności, gdy chcesz ją budować na krwi niewinnych ofiar, i odrzucasz wyzwolenie przez prawdę?
A i ty Polsko, nie jesteś pawiem narodów, i nie ulegnij pokusie upiększania swojej historii, bo i bez tego jest ona piękna, gdyż wzrasta na cierpieniu i krwi twoich dzieci. (10.07.2016)

Zobacz także na tej stronie http://cud1920.pl/987/rapsodia-wolynska-na-dwa-krzyze-i-las
oraz inne teksty z tej strony w kategorii „Wołyń i Wschodnie kresy”.

„Płonący obraz” – świadectwo z wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920

W sierpniu 1920 roku Polska doznała szczególnej opieki Matki Bożej – Królowej Polski. W chwili największego zagrożenia uratowana została Armia, Naród, i dopiero co wskrzeszone Państwo Polskie. Ale Maryja ratowała także pojedynczych żołnierzy. Oto jedno z takich zdarzeń, przekazane nam przez naszego Ojca – Piotra Wójcika – uczestnika tej wojny.
Po ciężkich walkach, i długich, wyczerpujących marszach, umęczony żołnierz zapadł w głęboki sen. Położył się przy leśnej drodze, na której pojawili się Kozacy na koniach. Jechali w jego stronę. Byli jeszcze daleko i nie widzieli śpiącego polskiego żołnierza. Wtedy właśnie zobaczył we śnie płonący obraz Matki Najświętszej. Płonęła jego rama, a iskry i ogniste żagwie spadały z góry na jego mundur, ręce i twarz…

ZE WSI MAZOWIECKIEJ. Świadectwo to dotyczy naszego ojca Piotra Wójcika, chłopskiego syna Adama i Stanisławy z Trzcińskich, urodzonego 29 czerwca 1901 roku na Mazowszu, we wsi Skwary, Parafia Naruszewo, w Dekanacie Płońskim, w Diecezji Płockiej. Został on powołany do wojska z obowiązującego poboru na początku 1919 roku i wcielony do formującej się 1 Dywizji Piechoty Legionowej Wojska Polskiego. Dywizja ta była doborową formacją w Armii gen. Rydza- Śmigłego, i odegrała znaczącą rolę na Froncie Litewsko – Białoruskim, i w walkach na Ukrainie. A od połowy sierpnia 1920 roku w polskiej kontrofensywie znad Wieprza, i później znów na Froncie Północno – Wschodnim.
Piotr Wójcik - zdjęcie z dowodu osobistego do druku
Piotr Wójcik – zdjęcie z Dowodu Osobistego, wydanego w 1934 r. Wcześniejsze fotografie i dokumenty dotyczące Jego służby wojskowej zostały utracone w czasie ucieczki z Wołynia w 1940 r. 

 

BLIZNA NA GŁOWIE. Jeszcze z dzieciństwa pamiętam bliznę. Była długą na kilka centymetrów, położoną symetrycznie na szczycie głowy, na środku okrągłej łysiny, otoczonej nad uszami wianuszkiem włosów. Blizna była dobrze widoczna, i może, dlatego nie wydawała się czymś szczególnym. Zdawało się, że jest tak naturalna, jak obecność nosa na środku twarzy, i przekonanie, że mają to wszyscy tatusiowie – myślałem wtedy. Dopiero później, przyszła świadomość, że jest to ślad „pocałunku” Ojczyzny, której wtedy wielu z jego pokolenia nie szczędziło ani krwi, ani życia.

ŻOŁNIERSKA CODZIENNOŚĆ. Ojciec często opowiadał o swoich wojennych przeżyciach. W jego wspomnieniach pojawiały się relacje o uciążliwych, długotrwałych marszach, o odparzonych i poranionych nogach, o soli wykrystalizowanej z potu na plecach mundurów, o śnie umęczonych żołnierzy, którzy czasami zasypiali na stojąco, albo w kolumnie marszowej. Wspominał, że żołnierz musiał zmagać się nie tylko z nieprzyjacielem, ale także z piekącym słońcem, deszczem i błotem, a zimą z trzaskającymi mrozami i śniegami po kolana. Dziurawe buty, bród, wszy, głód, pragnienie, oraz niepewność jutra, i częsta zmienność sytuacji frontowych – to był „chleb powszedni” żołnierzy tej wojny.

WIELKIE ZMĘCZENIE. Był rok 1919 lub 1920 (dokładna data i miejsce, uległy niepamięci piszącego te słowa). W czasie ciężkich, wielodniowych, walk młody polski żołnierz stracił kontakt ze swoim oddziałem. Ten osiemnasto – może dziewiętnastoletni – chłopaczyna w mundurze – Piotrek ze Skwar – podobny był chyba do tych młodzików na froncie, których wspominał ranny oficer, uczestnik tej wojny: Widzę dziecinne ręce poborowych osiemnastolatków, wysuwające się z przykrótkich rękawów mundurów, ręce naiwne, zdziwione, niezdarnie trzymające karabin – narzędzie obce.[…] Oto ku tym chłopczynom, zmęczonym i wynędzniałym, niemal bez oficerów, tkwiącym w indywidualnych okopkach, jak stadko kuropatw wkopanych w śniegu, rwie się ta zgraja, której oni nawet nie widzą, o której nie wiedzą zupełnie.” (Melchior Wańkowicz „Ogniem i Mieczem” , [w:] „Tygodnik Ilustrowany” nr 7 –13/1921, cyt. za „Wojna bolszewicka rok 1920”, Warszawa 1990r., s.44.).
O zmęczeniu żołnierzy, ten sam oficer, tak mówił: „Żołnierz wycieńczony ustaje zupełnie. Kładzie się przy drodze, przysiada na głazie polnym i już się nie rusza, głuchy na wszystko, obojętny nawet na czekającą niewolę.” (tamże, s.45).

NIEZWYKŁY SEN. Z wielu przeżyć naszego Ojca szczególnie zapamiętałem, wiele razy wspominane, wydarzenie o nadzwyczajnej pomocy Matki Najświętszej, która – jak był przekonany – uratowała mu życie w chwili śmiertelnego zagrożenia.
Wyczerpany do granic wytrzymałości Piotrek, gdy zorientował się, że jest sam, zapragnął, choćby na chwilę, położyć się i odpocząć… I tam, gdzie stał, legł na poboczu leśnej drogi i twardo usnął. Nie wiedział jak długo spał. Ale we śnie zobaczył nad sobą obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Nigdy nie był w Częstochowie, ale obraz ten znał ze swego kościoła parafialnego w Naruszenie, którego kopia i dzisiaj znajduje się tam w bocznym ołtarzu. A może ktoś dał mu taki obrazek, gdy opuszczał swój dom rodzinny idąc na wojnę? Nie mogła tego zrobić jego Matka – Stanisława – gdyż już od dziesięciu lat nie żyła. Ze wspomnień innych żołnierzy dowiadujemy się, że byli oni, przed wyjazdem na front, serdecznie żegnani przez nieznanych ludzi, i często obdarowani jedzeniem, albo jakąś skromną pamiątką… Często był to medalik, różaniec, albo poświęcony obrazek. Może był to dar któregoś z księży kapelanów, którzy szli z żołnierzami na front?

PŁONĄCY OBRAZ. Obraz Matki Bożej Częstochowskiej we śnie Piotrka był nad nim. On spał, a Maryja czuwała nad jego snem. Ale gdy Ją ujrzał, to był to widok przerażający. Płonęła drewniana rama obrazu, a w dół sypały się na niego iskry i ogniste żagwie. Bał się, że za chwilę zostanie poparzony. Gwałtownie obudził się, i wtedy, zobaczył przez zarośla czterech Kozaków na koniach, jadących w jego stronę. Szybko się zerwał, i na czworakach umknął w gęstwinę. Był uratowany! Nie ma wątpliwości, jaki byłby jego los, gdyby wpadłby w ich ręce. Jeśli Kozacy bardzo by się spieszyli, to zginąłby na miejscu; dla oszczędności naboi, i nie czynienia hałasu – zostałby zasieczony szablami. Gdyby potrzebowali języka, to musiałby biec na powrozie przy koniu, może przez wiele kilometrów. Później przesłuchanie, może bicie i tortury – na koniec śmierć, a w najlepszym razie głód, poniewierka i upodlenie w długotrwałej niewoli. Zawsze był przekonany, że uratowała go Najświętsza Panna, która obudziła go z głębokiego snu w chwili zagrożenia życia. Wspominał to wydarzenie ze szczególną wdzięcznością i nabożeństwem do Matki Najświętszej.

POD ARTYLERYJSKIM OSTRZAŁEM. Dalsze losy wojenne żołnierza Piotra Wójcika podobne były do losu całej Armii Polskiej w1920 roku. Brał udział w wielu ciężkich bojach prowadzonych przez jego Dywizję, do połowy sierpnia przeważnie w odwrocie. W jednej z potyczek, gdy powoził konnym zaprzęgiem, został ciężko ranny w głowę szrapnelem w czasie bolszewickiego ostrzału artyleryjskiego. Zabrano go nieprzytomnego z pola bitwy. Trafił do szpitala na Woli w Warszawie, gdzie przeszedł trepanację czaszki. Wyjęto mu z głowy odłamek, ale leczenie trwało długo, gdyż szpital opuścił dopiero po zakończeniu wojny. Był z tego pokolenia, które „życia swego los” złożyło na ołtarzu Ojczyzny. Bronił jej wolności. Bronił też Kościoła i wiary, gdyż o to toczyła się ta wojna.

Rodzice zmniejszony do drukuPiotr Wójcik z żoną Heleną z Uglisów. Zdjęcie wykonane w Maniewiczach (?), lub w Kowlu około 1935 roku.

 

JESZCZE JEDEN OŁTARZ OFIARNY. Jest jeszcze coś, co charakteryzuje jego postać. Jak wielu z jego pokolenia – całe życie ciężko pracował na utrzymanie rodziny i wychowanie ośmiorga dzieci. Ręce miał spracowane, pełne odcisków, i po skończonej pracy czasami prosił, aby wyjąć mu z dłoni drzazgę albo kolec ostu. Matkę mieliśmy taką, która uczyła nas, aby te ręce całować…
Miewał też niewielkie słabostki. Niekiedy prosił któreś z dzieci, najczęściej najmłodsze, aby w czasie drzemki podrapać mu stopy. Zapewne poprawiało to krążenie w jego umęczonych nogach. Ale, może także był to jakiś rodzaj terapii, jakiejś osobistej medytacji i zamyślenia nad swoimi przeżyciami. Mawiał wtedy;                    O, gdybyś wiedział gdzie te nogi chodziły i bywało to początkiem nowych wspomnień.
Nie dożył czasu, w którym mógłby głośno mówić o swoim udziale w tej wojnie.    Zmarł w lipcu 1969 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu w Dobrzyniu nad Drwęcą.
To świadectwo, które pochodzi od Niego, i dołączone o Nim wspomnienie, niech pozostanie w zgodzie z myślą katolickiego pisarza i filozofa Jeana Guittona, który napisał, że „każdy okruch [prawdy – CWU] wyrwany zapomnieniu staje się święty”.
Piotr 1968 do drukuOdpoczynek w czasie pracy. Jedno z ostatnich zdjęć Piotra Wójcika – Przemków, wrzesień 1968 r. Do końca poświęcający się rodzinie, i w młodości nie skąpiący swej krwi Ojczyźnie w potrzebie – jak wielu podobnych do Niego (foto
: Copyright © Czesław Wójcik – Uglis)

Czesław Wójcik – Uglis
Świadectwo to zostało przekazane do Archiwum Jasnogórskiego w Częstochowie.

Krótka wzmianka o zachowaniu Żydów w czasie bolszewickiej inwazji na Polskę latem 1920

Ten tekst pierwotnie był planowany jako przypis do wcześniejszego wpisu „Historia, jak fortuna kołem się toczy”, który jest tutaj http://cud1920.pl/1712/historia-jak-fortuna-kolem-sie-toczy
Wobec tego, jeszcze raz początek tego wpisu:

Warszawa, przełom maja i czerwca 1920 roku.
”Sala Teatru Ludowego w Warszawie przy ul. Freta wieczorem w Boże Ciało wypełniona była po brzegi. Wiec Ligi Antybolszewickiej zwołał jej założyciel ks. Antoni Około – Kułak, z powodu trwającego od czterech dni – od 31 maja – strajku warszawskich piekarzy i widma strajku pracowników użyteczności publicznej. Na sali pojawiły się również grupki socjalistów i komunistów próbujących zakłócać przemówienia. Gdy na zakończenie zebrani zaintonowali Boże coś Polskę, bolszewiccy agitatorzy podjęli śpiew Czerwonego sztandaru, ale ich słowa zostały zagłuszone. Przyjęto również rezolucję wzywającą do przeciwstawiania się strajkom wywołanym przez „zbrodniczą agitację mającą na celu zniszczenie polskich źródeł wytwórczości i podtrzymanie nastroju rewolucyjnego, burzącego jedność narodową i przygotowanie gruntu pod opanowanie kraju pod względem gospodarczym i politycznym przez bolszewizm i Żydów.” (J. Szarek, „1920 Prawdziwy Cud nad Wisłą”, Kraków 2015, s.171).

Zakończenie cytatu z książki Jarosława Szarka na socjalistach, internacjonałach i Żydach, bez komentarza i uzasadnienia, może budzić niesmak, a dla samych Żydów może być jak policzek zza węgła. Gospodarzowi strony – autorowi wpisu – obcy jest jakikolwiek szowinizm i nieposzanowanie innych nacji. Zwłaszcza, że w naszej rodzinie mamy dobre wzory tolerancji (tej, w najlepszym tego słowa znaczeniu) – chociażby troje kuzynów odznaczonych Dyplomem Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata Żydowskiego Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie za pomoc niesioną Żydom w czasie II wojny światowej, z których dwoje straciło za to życie z rąk niemieckiego okupanta.

Zachowanie Żydów w czasie wojny polsko – bolszewickiej 1918 – 1920 jest ciekawym i ważnym tematem dla pełniejszego poznania wydarzeń tamtego czasu, jak i bliższego poznania samych Żydów oraz różnych postaw i różnych etosów moralnych Polaków, Żydów i bolszewików. Z książki J. Szarka, jak i wielu innych publikacji dotyczących tej wojny, wynika, że później, a zwłaszcza w gorących dniach sierpnia, było jeszcze gorzej, łącznie z czynnym udziałem zbrojnym sporej części ludności żydowskiej po stronie Armii Czerwonej przeciw Polakom.
„Kurier Warszawski” z 1 września 1920r. pisał:„W całym szeregu miejscowości wystąpiły żydowskie oddziały wojskowe, udzielając swej pomocy hordzie bolszewickiej; w bardzo wielu miastach znalazła się zawsze pokaźna część ludności żydowskiej, witająca okrutnych najeźdźców życzliwie, a nawet z zapałem.”
Bywało jednak i gorzej: „Przypuszczamy, że żaden Żyd nie ośmieli się zaprzeczyć temu faktycznemu stanowi rzeczy. Przecież mamy świadectwo przede wszystkim wodza naczelnego, który w rozmowie z dziennikarzem stwierdził, iż w Łukowie, Siedlcach, Kałuszynie, Białymstoku, Włodawie miały miejsce liczne, czasem nawet masowe ze strony Żydów przypadki zdrady stanu” („Dziennik Poranny”, 13 lipca 1920).
Ta „zdrada stanu” polegała już nie tylko na uprawianiu propagandy probolszewickiej, ale na tworzeniu zbrojnych oddziałów żydowskich, które walczyły u boku Armii Czerwonej, i razem z nią parły na Warszawę oraz na tworzeniu administracji komunistycznej na zajętych obszarach, tak zwanych „Rewkomów” (Rewolucyjne Komitety), które ściśle współpracowały z osławioną czerezwyczajka (CZEKA), zajmującą się, miedzy innymi, wyłapywaniem i mordowaniem Polaków uznanych jako potencjalni wrogowie bolszewickiej władzy; księży, nauczycieli, ziemian itp.
Na początku sierpnia sprawa była na tyle poważna, że z rozkazu gen. Kazimierza Sosnkowskiego, ówczesnego Ministra spraw wojskowych, przed Bitwą Warszawska wycofano z frontu żołnierzy liniowych pochodzenia żydowskiego. Zostali oni użyci do prac na zapleczu frontu, część została internowana do września 1920 r. w obozie w Jabłonnej.
Rzadziej, ale zdarzały się również, bardzo chwalebne postawy Żydów walczących po polskiej stronie, i ginących w walce, lub mordowanych razem z Polakami przez bolszewików. Na przykład w Wysokim Mazowieckim, gdzie „Żydzi solidaryzowali się z ludnością Polską. Gdy bolszewicy zdobyli miasto, utworzyła się bojówka licząca 300 osób, która walczyła jako partyzantka przeciwbolszewicka. Do oddziału tego wstąpiło wielu Żydów. Bojówka zadała ciężkie straty bolszewikom. Partyzanci wypędzili bolszewików z miasta. Wkrótce potem bolszewicy wrócili w większej sile. Kozacy otoczyli miasto. W bitwie trwającej 6 godzin poległo 18 Żydów.” (Z. M. Musialik, „Wojna polsko – bolszewicka 1919 – 1920, a Żydzi”, Częstochowa, 1995roku s. 72).

185px-Bernard_MondJedną z piękniejszych postaci tej wojny jest major Bernard Mond – pochodzenia żydowskiego. Był synem Maurycego i Salomei Spanier.  W 1920 roku był dowódcą 6 Pułku Piechoty Legionowej, a po zaleczeniu ran odniesionych na początku czerwca pod Kijowem, dowódcą 205 Pułku Piechoty Ochotniczej. Wcześniej brał udział w obronie Lwowa w 1918 i 1919 roku. Był ulubieńcem młodych żołnierzy – ochotników. Miał niezwykły zwyczaj zdejmowania butów w czasie przeglądy pododdziałów i odbierania raportów, gdy widział przed sobą wyprężonych na baczność, lecz bosych żołnierzy. Jako jeden z nielicznych wyższych polskich oficerów II Rzeczpospolitej, nie stosował się do regulaminowych zasad i przyklękał w czasie podniesienia podczas mszy św.
Po kampanii wrześniowej 1939 roku, jako dowódca 6 Dywizji Piechoty w stopniu generała, przebywał w niemieckiej niewoli. Wrócił do Polski po wojnie, i przez jakiś czas był Dyrektorem „Orbisu”. Z tej funkcji został jednak szybko zdjęty, gdy odmówił jakiemuś czerwonemu kacykowi salonki, w jego planowanej podróży z Warszawy do Krakowa, czy Zakopanego. Do końca życia nieugięty, pracował później jako magazynier w jakimś niedużym składzie materiałów budowlanych. Pozostało po nim piękne wspomnienie i wzór dla Polaków i Żydów.

O zachowaniu Żydów w czasie wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920 można wiele przeczytać w rożnych publikacjach dotyczących tego okresu. Oczywiście, punkt widzenia zależy tutaj wyraźnie od punktu siedzenia. Z opracowań monograficznych warta uwagi jest cytowana wyżej publikacja Zdzisława M. Musialika „Wojna polsko – bolszewicka 1919 – 1920, a Żydzi”, wydana w Częstochowie w 1995roku. Autor przedstawia faktografie tego problemu, powołując się na liczne dokumenty oraz prasę polską i zachodnia z tego okresu. Rozprawia się z wieloma mitami i nieprawdami na ten temat, umożliwiając przybliżenie się do prawdy o tych wydarzeniach.
Czesław Wójcik – Uglis

Beresteczko 1920 – Warszawa 2016

WIEŚ POLSKA ZAJĘTA PRZEZ BOLSZEWIKÓW dopasowany - 1920 dopasowany„Do broni! Tak wygląda wieś polska zajęta przez bolszewików” – polski plakat propagandowy z 1920r.

Wśród wielu teorii usiłujących wyjaśnić czym był komunizm, najbardziej jednoznacznym wydaje się przekonanie, że komunizm był (i jest) satanizmem w działaniu. Taki pogląd głosiło i nadal głosi wielu jego badaczy, także jego wcześniejsi entuzjaści. Niech w tym krótkim wprowadzeniu, wystarczy głos Aleksandra Wata – polskiego Żyda, pisarza i komunistycznego więźnia, „[…] który przyznaje się do namacalnego odczucia działania diabła, jakiego doznać miał w sowieckim więzieniu w Saratowie: „Wtedy rzeczywiście zrozumiałem diabła w historii. I właściwie komunizm mi się przedstawił w postaci diabelskiej.” (J. Bartyzel, hasło „Komunizm”, [w:] „Encyklopedia „Białych Plam””, T – IX, Radom 2002, s. 293).

Jak było w 1920 roku w Beresteczku na Wołyniu, krótko, ale wstrząsająco opisał Izaak Babel w swoim „Dzienniku”:

Beresteczko, 8 sierpnia 1920.

”Koszmarna historia – ograbienie kościoła, rwą ornaty, drogocenne, lśniące szaty potargane, na ziemi, siostra miłosierdzia wyniosła trzy tłumoki, wydzierają podszewki, gromnice pokradzione, szuflady powyrywane, bulle wyrzucone na ziemię, pieniądze zaharapczone. Wspaniała świątynia – 200 lat, ileż ona przez ten czas widziała (rękopisy Tuzinkiewicza), ilu hrabiów i chłopów, przepyszne włoskie malarstwo, różowi księża lulający dzieciątko Jezus, wspaniały ciemny Chrystus, Rembrandt, Madonna w stylu Murillo, a może samego Murillo, i przede wszystkim – ci święci, zażywni jezuici, za kurtynką okropna figurka chińska w malinowym kontuszu, brodaty Żydek, kramik. Rozbita chrzcielnica, figura świętego Walentego. Kościelny dygoczący jak ptak, skręca się cały, plącze rosyjskie słowa z polskimi, nie wolno mi tego dotykać, szlocha. Bestie, przyszli żeby nagrabić, to takie proste; idą w gruzy stare bóstwa.” (Izaak Babel, „Dziennik 1920”, Warszawa 1990, s. 100 – 103)

foto BabelIzaak Babel (1894 – 1940) rosyjski Żyd z Odessy, w 1920 roku ochotnik w szeregach 1 Armii Konnej Siemiona Budionnego. Był korespondentem wojenny frontowej gazety „Krasnyj Kawalerist”. Jako zwolennik komunistycznej rewolucji, szybko rozczarował się stosowanymi metodami jej przeprowadzania. Autor, miedzy innymi, słynnej „Armii Konnej”, w której przedstawił realistyczny obraz dzikości i okrucieństwa Konarmii Siemiona Budionnego, za co został uwięziony i rozstrzelany w późnej fazie stalinowskich czystek.
”Dziennik 1920” to notatki frontowe dokonywane na gorąco krótkimi, urywanymi, wpisami, co nadaje im szczególnej autentyczności i charakterystyczny rys literacki.
Były one zapewne czynione przez Babla z zamiarem późniejszego, bardziej szczegółowego opracowania. Mogły też stanowić rodzaj specjalnego glejtu dla Babla na wypadek trafienia do polskiej niewoli. Tego się nie doczekał. Zginął z rąk tych, którym służył, jak wielu podobnych do niego, gdyż jak wiadomo rewolucja (chyba każda rewolucja) pożera swoje dzieci.

Co łączy dzisiejszą Warszawę z tamtym Beresteczkiem, z tą przedwieczną nienawiścią do religii, której znak widział Babel w 1920roku? Chociaż upłynęło od tego czasu bez mała sto lat, to łączy je to samo: „Odradzanie się komunizmu pod różnymi nazwami i w różnych mutacjach dowodzi, że ideologia komunistyczna jest istotnie „nieśmiertelna” w tym sensie, że odwołuje się ona do najniższych i grzesznych skłonności człowieka…” (J. Bartyzel, op. cit., s. 294).
Często pojawia się interpretacja komunizmu jako fałszywej religii. Mikołaj Bierdiajew – jeden z największych rosyjskich myślicieli prawosławnych XX wieku – widział komunizm jako satanistyczne przedrzeźnianie prawdziwej religii, zgodnie ze znanym powiedzeniem, ze szatan jest małpa Boga (tamże, s. 290). Pasuje to bardzo do tego, co wszyscy mogli niedawno zobaczyć w Warszawie za pośrednictwem telewizyjnego przekazu.

Warszawa 2 kwietnia 2016 (wzorowane na Bablu).
Kiepska sprawa. Gdzieś na dolnych pokładach piekła wybiło szambo. Apokaliptyczne obrazy na ulicach Warszawy. Idą, krzyczą, wyśmiewają. Poprzebierani za księży, biskupów, i niby siostry zakonne. Święty krzyż na piersiach bluźnierców. Prześmiewcze chorągwie, niczym święte sztandary. Demokracja, a nawet demon – kreacja. Dwie lesbijki całują się w usta do kamery. Zblazowane twarze z wymalowaną przeszłością. Kim byli ich rodzice i dziadowie? Bóg zazdrosny „aż do trzeciego i czwartego pokolenia”. Napis na kawałku tektury „nie ma Boga”. Mówi głupi w sercu swoim: „Nie ma Boga”. Walczą z Tym, którego nie ma. „JA JESTEM” – Miłość wypełniona cierpliwośćią…, aż do czasu. Ulica, na której w 1920 roku przechodziły procesje z Najświętszym Sakramentem, i słyszany wtedy huk armat z pod Radzymina. Rozmodlony tłum leżący krzyżem twarzą do ziemi. Maxim Weigand nie widział takiej modlitwy.
Dzisiaj sobotnie południe, obojętność przechodniów i ich syte twarze. Moment w którym kamera pokazuje przypadkiem przemykającą prawdziwą siostrę zakonną i jej reakcję. Och, gdyby im tylko pozwolić…

Znów dokonał się jeszcze jeden skręt spirali historii.
CWU.

Nasze prywatne Emaus

Chrystus_w_Emaus Jacek Malczewski 90

Jacek Malczewski – „Chrystus w Emaus”, olej na płótnie, 95 × 76 cm, obecnie w Lwowskiej Galerii Sztuki

Każdy z nas ma jakieś swoje Emaus, i swoja Golgotę. Także i swoje gody w Kanie Galilejskiej, i własny Jordan, i osobistą pustynie samotności. A gdy dopisze trochę szczęście, to i obfity połów ryb, i uroczyste winobranie, i może nawet złudny błysk brudnego pieniądza na osobistym koncie, czy ułuda chwilowego powodzenia…

Lecz czym byłoby twoje osobiste  Emaus, i Golgota, i Kana, drogi Przyjacielu, gdybyś tam nie spotkał Chrystus?
W najlepszym razie byłoby to spotkanie z sobą samym. W najlepszym razie! Bo może to być również tylko spotkanie ze zniszczalną materią i przemijającym czasem.

Każdemu, kto zabłądził na tę stronę, życzę osobistego spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem.
Wielkanoc 2016. CWU – gospodarz strony.