Każdy dzień jest dobry, aby przybliżać się do prawdy

Przybliżając się do tajemnicy Cudu nad Wisłą, tuż u jego bram, napotykamy spiżową postać Józefa Piłsudskiego, usytuowaną tak, jak gdyby bronił On dostępu do tego przybytku narodowej i religijnej myśli, wiedzy i doświadczenia Polaków.
Józef Piłsudski ma swoje godne miejsce w naszej historii jako maż stanu, wybitny polityk, współtwórcę wskrzeszenia Polski po latach zaborów. Ale, właśnie tutaj, w tym miejscu, i w tej sprawie, nie można pominąć ważnych faktów, i wynikających z nich pytań. Jest to konieczne wobec tego, że Jego apologia, do której i On sam gorliwie przykładał ręki, nieskrępowanie głosi, że żadnego cudu nie było. Była tylko genialności Naczelnego Wodza i waleczność Wojska Polskiego. Nie przesądzając sprawy (a priori) , o ile w tym drugim wypadku nie ma wątpliwości, to w sprawie geniuszu Naczelnego Wodza, zwłaszcza w krytycznych dniach sierpnia 1920 roku, pojawia się bardzo wiele, i to poważnych, wątpliwości.

Niby przypadkiem (a przecież nie ma przypadków) znalazłem ciekawy tekst Stanisława Michalkiewicza „Legendy i sprośne błędy”, z dnia 2009-08-21.  Oto fragment tego felietonu:
Od połowy sierpnia zaczyna się u nas sezon na legendy. Legendy to nic innego, jak fałszywe wersje wydarzeń historycznych, spreparowane dla osiągnięcia jakichś, przeważnie łajdackich, ale niekiedy sprawiających ważenie szlachetnych, celów politycznych. Na przykład legenda głosi, że autorem zwycięstwa w bitwie warszawskiej w roku 1920 jest Józef Piłsudski i nawet na stojącym obok Belwederu pomniku umieszczono napis: „Warszawa swemu obrońcy”. Tymczasem inna wersja głosi, że 12 sierpnia 1920 r. Józef Piłsudski złożył dymisję z funkcji Naczelnika Państwa, której premier W. Witos ze zrozumiałych wtedy powodów nie ogłosił, a następnie wyjechał był do majątku Bobowa. W takiej sytuacji „obrońcą Warszawy” być nie mógł, ponieważ operacją faktycznie dowodził generał Tadeusz Rozwadowski, po zamachu majowym w 1926 roku uwięziony, a później zmarły w zagadkowych okolicznościach. Skłania to do podejrzeń, że w okresie przedwojennym determinacja twórców legend mogła być znacznie większa, niż dzisiaj. Dzisiaj na przykład całe tabuny autorytetów moralnych próbują utrwalić do wierzenia „legendę Lecha Wałęsy” – że niby skoczył przez płot i w ten sposób obalił komunizm – ale nikogo jeszcze z tego powodu nie zamordowano, przynajmniej na razie. –  http://wirtualnapolonia.com/2009/08/21/stanislaw-michalkiewicz-legendy-i-sprosne-bledy/

Ma Pan Stanisław cięty język i doskonałą klawiaturę. W zasadzie niewiele tu do skorygowania. Ale, pozostawiając główny temat, do którego odnosi się ten tekst, na inną okazję – może tylko kilka sprostowań; po pierwsze, to nie jakaś „inna wersja”, ale znane (chociaż niechętnie podawane) fakty potwierdzają informacje zawarte w tekście Pana Michalkiewicza; po drugie – 12 sierpnia 1920 r. (w przededniu rozpoczynającej się Bitwy Warszawskiej) Józef Piłsudski złożył na ręce Premiera Witosa (na przeciąg sześciu dni) nie tylko rezygnację z funkcji Naczelnika Państwa, ale także i Naczelnego Wodza – tym samym usuwając się na drugi plan, poza kulisy tego wojennego dramatu, jakim była Bitwa Warszawska – oddalając od siebie odpowiedzialność w razie ewentualnej przegranej; po trzecie – wielu świadków, wskazywało na wyraźny kryzys psychiczny, jaki w tym czasie przechodził Józef Piłsudski – tak, że zachodziła obawa, czy był On wtedy zdolny do dźwigania ciężaru odpowiedzialności za podjęte decyzje, jak i co, do Jego zdolności skutecznego działania – na co wskazywałyby Jego wcześniejsze błędy, powiększające nasze niepowodzenia na obu Wschodnich Frontach; i po czwarte – to co nastąpiło po Bitwie w sferze ówczesnego piaru na temat Osoby Józefa Piłsudskiego, to już nawet nie legenda, która posiada w sobie jakieś ziarna prawdy, ale niemal mitologia, która jest bliższa zmyśleniom i fantazji niż legenda – a co, niestety, funkcjonuje po dziś dzień.
Czesław Wójcik – Uglis

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.