„Największe imię to margrabia” – Piłsudski o Wielopolskim

TEN WPIS JEST WAŻNY DLA BLIŻSZEGO POZNANIA OSOBOWOŚCI JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO I WYJAŚNIENIA JEGO STOSUNKU DO SPRAWY CUDU NAD WISŁĄ

WIELOPOLSKI – KTO ZACZ?
Jest w naszej historii nieco dziwnych postaci; ni to bohaterów, ni to zdrajców. Do takiego grona należy wyjątkowo ponura postać margrabiego Aleksandra Wielopolskiego (1803 – 1877), który powiedział: „Dla Polaków czasem można coś zrobić, z Polakami nigdy”. Ponieważ od września 1939 roku (a także i wcześniej, bo było to dobrze widoczne w czasie wojny polsko – bolszewickiej) zdrada części obywateli polskich na rzecz Rosji jest stale obecna, toteż  nic dziwnego, że wokół postaci Wielopolskiego trwa i dzisiaj nieustanna dyskusja; był bohaterem, czy zdrajcą?
Pisał on w roku 1846 w liście do cara Mikołaja I: „Przychodzimy oddać się tobie, jako najwspaniałomyślniejszemu z przeciwników. Byliśmy twoimi jako przeciwnicy – prawem zaboru, przez postrach i ważyliśmy za nic wymuszone przysięgi. Dziś nabywasz nowy tytuł władania. Oddajemy się tobie jako ludzie w o l n i z dobrej ochoty, […] Nie stawiamy warunków.” (A. Wielopolski, „List szlachcica polskiego do księcia Metternicha”, cyt. za N. Davies, „Boże igrzysko”, Kraków 1996,T – II, s. 63).
Mikołaj I, z pogardą godną ruskiego władcy, listu tego nawet nie przeczytał, ale po latach Wielopolski zyskał zaufanie Mikołaja I, skutkiem czego odegrał haniebną rolę w czasie Powstania Styczniowego. Napisał o nim Norman Davies: „[…] był przeświadczony, że jest jedynym człowiekiem na świecie, który za pomocą wprowadzonych we właściwym czasie reform i przemocy potrafi zrekompensować wady swoich rodaków.” (tamże, s. 383). W tym stwierdzeniu znajduje się klucz do zrozumienia tej masywnej, niby wykutej w nieruchawej skale, postaci.

Aleksander Aleksander Wielopolski (1803 – 1877) – ponura postać naszej historii

Aleksander Wielopolski (1803 – 1877) – ponura postać naszej historii

To pycha i zadufanie w sobie, że jest „jedynym człowiekiem na świecie …”, wskazuje na patologiczną osobowość margrabiego Wielopolskiego, który „dla Polaków chcąc coś uczynić” poszedł na uległość i współdziałanie z Moskwą, przeciwko swym rodakom.  W jego „filozofii” i postępowaniu jest sprzeczność wskazująca na poważny defekt psychologiczny, charakterystyczny dla psychopatów, którzy nie zważając na metody i środki, za wszelką cenę, dążą do uzyskania swojego celu.
Na skutek zarządzonej przez niego „branki” na dzień 14 stycznia 1863 roku, która w wyobrażeniu Wielopolskiego miała zneutralizować najbardziej radykalne postawy polskiej młodzieży, dążącej do oswobodzenia z pod władzy Moskwy na drodze walki zbrojnej, nastąpiło przyspieszenie wybuchu Powstania. Wielopolski nie ujarzmił radykalizmu Polaków, ale za to przyczynił się do powiększenia krwawej ofiary setek i tysięcy Polaków; cierpienia; więzienia; śmierci i zesłań w mroźne otchłanie Rosji.
Musi więc dziwić dosyć osobliwa fascynacja Józefa Piłsudskiego postacią margrabiego Wielopolskiego.

DLACZEGO PIŁSUDSKI FASCYNOWAŁ SIĘ ZDRAJCĄ I PSYCHOPATĄ WIELOPOLSKIM?
Odpowiedź na to pytanie może mieć kluczowe znaczenie dla bliższego poznania osobowości Józefa Piłsudskiego. Najprościej byłoby odpowiedzieć, że Piłsudski nie uważał margrabiego za zdrajcę, ani tym bardziej za psychopatę. Ale po kolei.
W wygłoszonym 20 stycznia 1924 r. w Warszawie odczycie – „Rok 1863”, znajduje się kilka zdumiewających stwierdzeń Józefa Piłsudskiego o Aleksandrze Wielopolskim, które, jeśli przystąpimy do sprawy uczciwie, nijak nie dają się pogodzić ze spiżem wielkiej postaci Marszałka, i lśniącym blaskiem legendy o Jego geniuszu.
Odczyt ten, opublikowanym później z dodanym przez Piłsudskiego wstępem, uznany został przez Stanisława Cat -Mackiewicza za najpiękniejsze dzieło literackie Marszałka, za „[…] jego pieśń nad pieśniami, jego hymn miłosny do ojczyzny.” (S. Mackiewicz – Cat, „Klucz do Piłsudskiego”, Warszawa 1996, s.162).
I oto, jak grom z jasnego nieba, podają podczas tego odczytu słowa Marszałka: „Wielkości, gdzie twoje imię? Największe imię to margrabia! Chciałem go kochać za wielkość, bo miał on dumę swojego narodu.” („Rok 1863” – broszurowa edycja odczytu z 20 stycznia 1924 r., cyt. za: „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, red. B. Urbankowski, Warszawa 1989, s. 105 – 106).
Poważni i bezstronni historycy (nie można wykluczyć ich istnienia, choć rzadko dają znać o sobie) raczej pomijają milczeniem tą niezwykłą kontrowersję Piłsudskiego. Pomijane są zresztą i inne podobne zdarzenia, niepasujące do politycznie poprawnego obrazu Marszałka. Pozostają więc one, domeną publicystów, a ci radzą sobie z nimi według własnego upodobania, jak choćby cytowany Stanisław Cat -Mackiewicza, który już na następnej stronie stara się pogodzić ogień z wodą: „Piłsudski stale i konsekwentnie uważa Wielopolskiego za „największe imię tego roku”. A przecież nie wielki książę namiestnik, ale Wielopolski właśnie zarządził brankę do wojska rosyjskiego, aby usunąć z kraju rewolucyjne elementy . Przecież Wielopolski właśnie „margraf”, jak go nazywała rusyfikując jego tytuł pieśń powstańcza, był najbardziej przez powstanie znienawidzony. Piłsudski […] nie podzielał poglądów powstańców 63 roku na Wielopolskiego jako na zdrajcę. Przeciwnie, pisze o nim „największe imię” i szanuje w nim patriotę o wielkiej linii politycznej.” (S. Mackiewicz – Cat, op. cit., s 163).

JEDEN KROK BLIŻEJ PRAWDY.
Ale i sam Piłsudski, w tym odczycie, oprócz zachwytów nad pozornymi i wątpliwymi osiągnięciami Wielopolskiego, zauważa potworność jego osoby. Powiedział o nim: „Do społeczeństwa Wielopolski odnosił się z pogardą, żądając jedynie posłuszeństwa. Posłuch zaś wymuszał gwałtownymi środkami, i w niczym nie różnił się od najeźdźców, którzy użyczyli mu w tym celu rąk i aparatu. Główne siedlisko Białych, Towarzystwo Rolnicze, zamknął gwałtem, poszczególnych ludzi ścigał i szykanował nie gorzej od Paskiewicza. Czerwonych nienawidził jak wrogów osobistych, więził, katował, szpiegował na spółkę z policją carską.” ( „Rok 1863”, s.101).
Warto już teraz zauważyć, podobieństwo tego opisu, do tego, co wkrótce sam Piłsudski – i jego ludzie – zaczną robić na własne konto, ze swymi przeciwnikami politycznymi po zamachu majowym 1926 r. Dla umocnienia i utrzymania się przy władzy nie powstrzymywali się od prześladowania swych politycznych przeciwników, choć nie na taką skalę jak robił to Wielopolski. Ale było i skrytobójstwo, i pałowanie do nieprzytomności, i więzienie, i powolne trucie, fałszywe oskarżenia i ostracyzm, które stosowano tak długo, jak długo utrzymywała się ta władza – czego dowodem może być prześladowanie wybitnego polityka Wojciecha Korfantego – najprawdopodobniej otrutego latem 1939 r. w mokotowskim więzieniu, czy więzienie i dramatyzm losów Wincentego Witosa i gen. Tadeusza Jordana Rozwadowskiego, Zbigniewa Zagórskiego i innych.

JEST PRZECIW, A NAWET ZA.
Jeszcze jeden przykład fascynacji Piłsudskiego postacią zdrajcy margrabiego. Oto jak widział On stronnictwo Wielopolczyków, które według Niego było „[…] nieliczne, lecz silne pracą i wielkością a potęgą swego przodownika – margrabiego Wielopolskiego. Siła charakteru duża, stalowy człowiek z wielką wolą, rozporządzał niewielką liczbą pomocników i przyjaciół.” (tamże.).
I mimo, że Piłsudski dochodzi w końcu do stwierdzenia, że Wielkości roku 1863 trzeba szukać poza Wielopolskim, to w całości wypowiedzi Piłsudskiego o nim wyglądają na fascynację potworem.
Potwór może mieć „wielką siłę charakteru”, może mieć „wielką wolę”, może być potężny i stalowy – wszystko zależy do czego dąży, do czego użyje tych niezwykłych swych możliwości? Psychologia i psychiatra zna mnóstwo takich przypadków – ale co sądzić o fascynacji taką potwornością?
Jaka jest więc prawda, już nie o Wielopolskim, lecz o samym Piłsudskim?
Aby próbować obiektywnie odpowiedzieć na to pytanie , potrzebna jest jeszcze jedna analiza.

PRÓBA PSYCHOLOGICZNEJ ANALIZY OPISANEGO PRZYPADKU.
Zanim jej dokonamy, jeszcze jeden cytat z odczytu „Rok 1863”: „Na samym początku wojny szedłem drogą, gdzie stoi książęca rezydencja wielkiego margrabiego. Wielkie zamczysko opustoszałe, prawie zrujnowane, ogromny dziedziniec zarasta chwastem. Gdzie sala zamczyska – obozowisko. Byłem tam i patrzyłem – cienie przeszłości wracają. Gdym oczy na chwilę zamknął, wielka postać margrabiego stanęła przede mną. Opasłe cielsko, oparte na kiju, ze wzgardliwym twarzy wyrazem. I znów głos jego ozwał się: „Znów to samo – lecz i ty, i ci twoi, jacyście mali, mała wasza nikczemność, małe bohaterstwo.” (tamże, s.112).
Stanisław – Cat Mackiewicz to, domniemane – czy prawdziwe, widzenie traktuje jako alegorię wyrzutów sumienia Józefa Piłsudskiego, Jego wątpliwości, co do słuszności porywania się na tak wielkie czyny, dysponując tak małymi środkami (S. Mackiewicz – Cat, op. cit., s 163). Można i tak, bo wygłaszający te słowa Piłsudski, raczej świadomie, podejmuje pewną grę ze swymi słuchaczami, pozostawiając im, ale także i sobie, możliwość wielorakich interpretacji tego obrazu. Jest to zresztą ulubiona metoda Piłsudskiego, gdy wypowiadane słowa nie zawsze znaczą, to co znaczą – ba, często nawet służą do zamazania prawdy. Tak, i tutaj trudno ustalić, czy to widzenie potwornego margrabiego, było tylko wyobrażeniem, czy rzeczywistą zjawą – bo może być i taką możliwość, jeśli uwzględni się okultystyczne skłonności Marszałka i Jego mediumiczne predyspozycje. Nie jest to zresztą w tym przypadku takie ważne.

CO CHCIAŁ POWIEDZIEĆ PRZYSZŁYM POKOLENIOM JÓZEF PIŁSUDSKI?
Ważniejszy jest ukryty tutaj przekaz do słuchaczy i przyszłych pokoleń; zobaczcie – my tacy mali i słabi, dorównaliśmy czynem i siłą Wielkości 1863 roku, okazaliśmy się więksi od wielkiego margrabiego, i wszystkich innych wielkich postaci tego czasu.
Koniec tego domniemania trzeba skwitować stwierdzeniem, że jest to prawdą, ale nie całą – ta prawda byłaby pełniejsza i piękniejsza, gdyby te dokonania nie były przypisane tylko do osoby Marszałka i Jego ludzi. Ale czy użycie postaci ponurego zdrajcy do udowadniania swojej wielkości nie wskazuje ostatecznie na jakieś gnębiące Marszałka kompleksy? Czy nie wskazuje na megalomanię – pokrywająca gdzieś głęboko ukryte poczucie własnej słabości, i na ukryte kompleksy niższości, które jak zmory przydeptywane i nieustannie zaganiane do ciemnych zaułków naszej psychiki stają się udręką i cierpieniem? Metoda betonowania ich i pudrowania pozornymi wielkościami, jest wśród przyzwoitszych psychologów uznawana za metodę prymitywną, bo oddala ona od poznania prawdy o sobie, kreują megalomanię i egocentryzm, prowadzi do sztucznie rozdęcia Ego. ta metoda jest prymitywna, chociaż łatwa w zastosowaniu, i szybko przynosi pozorny efekt. Pokusa jej użycia jest jak zniewalające uzależnienie od narkotyku, który na chwilę poprawia dobre samopoczucie, daje samozadowolenie, pozwala na chwile zapomnieć o prześladującej udręce stale obecnych kompleksów. Toteż czasami nie przebiera w środkach…
Z pewnym rozczarowaniem trzeba stwierdzić, że odnosi się to również do, zasłużonej skądinąd, Osoby Józefa Piłsudskiego.

POSZUKIWANIE SILNEGO WZORU.
Silna osobowość Józefa Piłsudskiego nie otrzymała należytej formacji w jego domu rodzinnym. Nieobecność ojca próbowała zastąpić w wychowaniu Józefa i jego braci egzaltowana matka. Trudne to zadanie dla kobiety wychowującej samotnie synów w sytuacji gdy ojciec jest – ale go nie ma. Szczególnie chłopcom potrzebny jest do pełnej formacji męski wzorzec ojca. Matka wpoiła dzieciom piękne idee romantyzmu, przekazywane na poezji Słowackiego, w których wiele miejsca było na miłość do Ojczyzny i martyrologię walczących o wolność pokoleń, lecz zaniedbane zostało wychowanie religijne. Religijność Józefa była bardzo powierzchowna, i może należałoby w Jego przypadku mówić nie tyle o przyswojeniu wiary w Boga, co raczej o przyswojeniu kultury chrześcijańskiej, jako nieodłącznego elementu Polskości. O jego religijności i jego Bogu, a raczej o Jego bogach, napisano wiele, i w tym miejscu nie będziemy się tą sprawą teraz zajmować.
Toteż nic dziwnego, że Józef Piłsudski szukał dla siebie silnych wzorców, takich, które dawałyby Mu poczucie siły i mocy, a jednocześnie nie ograniczały Jego wolności. Pierwszym takim wzorcem – ideą był socjalizm, którym Józef zafascynował się już w młodości, a który w znacznym stopniu uformował na stałe Jego osobowość. I nie chodzi tu o zmienną deklaratywność Piłsudskiego w tej sprawie, ale o przyswojenie pewnych cech, wartości, i możliwych do zastosowania rozwiązań stosowanych w socjalizmie tamtego czasu, jak i dzisiaj.
Ze wzorców osobowych jego najważniejszym autorytetem był Napoleon, któremu pozostał wierny do końca życia. Co takiego znalazł Piłsudski w osobie Napoleona, który kroczył twardym krokiem od zwycięstwa do zwycięstwa, do czasu aż skończyła się jego dobra karta?
I to także jest ważne pytanie, które może przybliżyć poznanie Osoby Marszałka. Odpowiedź nie jest trudna; z pozostawionych dokumentów, wypowiedzi i działań Piłsudskiego wynika, że fascynowała Go siła Napoleona, jego moc, silna wola, i konsekwencja działania, a może i ponad to, gloria zwycięzcy. Taka fascynacja powoduje, że może być przyjmowane świadomie (i nieświadomie), sprowadzanie ludzi, państw, idei i religii, do poziomu użytecznych przedmiotów, przydatnych w realizacji swoich celów, z których dla Napoleona najważniejszym celem był on sam dla siebie. Znalazł bowiem Napoleon przewrotny sposób na pokonanie swoich kompleksów, wynikających chociażby z niewielkiego wzrostu.
Inną postacią, często cytowany przez Piłsudskiego, jest Clausewitz – pruski generał, teoretyk wojny, który łączył w sobie obłąkaną siłę pruskiego Drang nach Osten z pogardą do Polski i Polaków.
Bez owijania w bawełnę napisał o znaczeniu tych dwóch postaci dla Piłsudskiego Bohdan Urbankowski: „Podszyty nihilizmem i kultem siły Napoleon, potem Clausewitz – trochę heglista i cały romantyk – ci popchną Piłsudskiego ku przyjęciu dramatycznej wizji świata, ku uznaniu, że historia jest ciągłą walką sił i że kto siły nie ma, ten się w historii nie liczy. Taką koncepcję świata znał Piłsudski już wcześniej, z utworów Słowackiego i Mickiewicza. Ale nad wizją naszych Romantyków unosiła się jeszcze nadzieja płynąca z wiary w Boga – socjalista Piłsudski takiej nadziei już nie ma.” ( „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, red. B. Urbankowski, Warszawa 1989, s. 16).
Opinia ta bardzo trafnie dotyka światopoglądu Józefa Piłsudskiego, i jest cenniejsza niż tchnące złośliwościami opinie Jego przeciwników, i jeszcze bardziej niż lukrowane zachwyty długich zastępów Jego panegirystów – pochodzi ona bowiem od apologety Bohdana Urbankowskiego, który, akurat w tym miejscu, przybliża nas do prawdy o Józefie Piłsudskim.

PYCHA I KULT SIŁY.
To ważne stwierdzenie Urbankowskiego o socjaliście Piłsudskim, pozbawionym nadziei płynącej z wiary w Boga, uściśla kwestię wartości wyznawanych przez Piłsudskiego i zmusza do postawienia pytania; co, w takim razie, jeśli nie wiara w Boga, stanowiło Jego nadzieję? Żaden człowiek nie może normalnie funkcjonować bez nadziei – beznadziejność to droga do samounicestwienia, to droga samobójców.
Zdawałoby się, że jest na to pytanie prosta odpowiedź; to Polska i jej Wolność są nadzieją i siłą Piłsudskiego. Oczywiście! A jednak nie jest to odpowiedź obejmująca całą prawdę, bo w tej sprawie wszystko było dobrze, gdy Piłsudski utożsamiał się z Polską – gorzej, gdy Polskę utożsamiał z sobą !!
Ta niewielka gra słów mówi o zasadniczej różnicy wartości wobec naszych świętych imponderabiliów, i kładzie się cieniem na (zdawałoby się) nieskażonej postaci „genialnego Wodza” i „Męża Opatrznościowego” – jak mówią o Nim jego niektórzy apologeci i wielka rzesza Jego pochwalców. Ten sposób myślenia Piłsudskiego prowadził Go do wyolbrzymienia swojej Osoby ponad miarę – aż do granic śmieszności.
”Słusznie dumny” Piłsudski – jak mówią o Nim jego apologeci, uważał, że ma inną budowę mózgu niż inni ludzie, bo myśli w sposób doskonalszy od innych. Napisała o tym Jego żona Aleksandra Piłsudska w swoich wspomnieniach: „Przypuszczając, że to ja go przeżyję prosił, abym jego mózg dała specjalistom do zbadania. Twierdził, że inaczej rozumuje niż inni, mózg jego musi więc mieć odmienną budowę.” (A. Piłsudska, „Wspomnienia”, cyt. za: B. Urbankowski, „Filozofia czynu”, Warszawa 1988, s. 49.).
Oto Napoleon, Clausewitz i pasujący do nich jak ulał margrabia Wielopolski, i jego powiedzenie „Dla Polaków czasem można coś zrobić, z Polakami nigdy.” – i dziwnie zdający się dopasowywać do tej kwadrygi Józef Piłsudski  – i jego obrażające Polaków słowa: „Wytworzyłem całe mnóstwo pięknych słówek i określeń, które po mojej śmierci zostaną, a które naród polski stawiają w rzędzie idiotów.” ( Korespondencja z „Przedświtu” 1894, nr 5, s. 30 – 31, cyt. za: „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, op. cit. s. 32), a że nie był to jakiś przypadek, błąd w sztuce słowa (lapsus linguae), a raczej świadomy upust pychy i złości, to jeszcze ze dwa podobne cytaty z wypowiedzi Józefa Piłsudskiego o Polsce i Polakach:
” Zdołałem otoczyć sztandary nasze tak wielkimi zwycięstwami, jakich nawet pradziadowie nie znali, i dokonałem tego wówczas, gdy to samo tchórzostwo czyniło orła białego żółtym ze strachu.” ( Wywiad w „Kurierze porannym” z 10 lutego 1926r., cyt. za: „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, op. cit. s. 64). „Myślałem już nieraz, że umierając przeklnę Polskę. Dziś wiem, że tego nie zrobię. Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę go prosił, aby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi.” ( W rozmowie z Arturem Śliwińskim z 23 listopada 1931r., „Niepodległość” 1938, T – XVIII, z. 1/45, cyt. za: „Józef Piłsudski – myśli, mowy i rozkazy”, op. cit., s. 34.).

JESZCZE TYLKO JEDNO PYTANIE.
Wielki Prymas Tysiąclecia Stefan Kardynał Wyszyński, stawiający Ojczyznę wysoko, bo zaraz na drugim miejscy po Bogu, zalecał ludziom słowa – twórcom, artystom – ale i przecież wszystkim znaczącym Osobom, także i wodzom, prezydentom i wszelkiej władzy, aby z miłością i poświęceniem oddawali się ofiarnej służbie Narodowi i Polsce. Zalecał im, aby przez podobieństwo do psów liżących rany wzgardzonego przez bogacza Łazarza, „lizać rany człowieka pobitego, leczyć naród, leczyć ludzi…” (Przemówienie kard. Stefana Wyszyńskiego do pisarzy i literatów w kościele św. Anny, 15 III 1980 r.).
Józef Piłsudski miał może i większe prawo niż inni, przykładać do swoich osobistych ran opatrunek miłości Ojczyzny. Ale czy miał również prawo do takiego upustu swojej złości, by kąsać i zadawać ból żywemu ciału Narodu dla własnej satysfakcji, dla powiększenia poczucia swojej wartości? I czy wolno to robić komukolwiek?
Czesław Wójcik – Uglis
Prawa autorskie zastrzeżone. Wszystkie teksty sygnowane na tej stronie pełnym imieniem i nazwiskiem, lub skrótem CWU, podlegają ochronie praw autorskich, zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem. Zobacz więcej na tej stronie „Prawa autorskie”.

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.