Śmierć ks. Ignacego Skorupki na polach Ossowa

Garwatowski                           Stefan Garwatowski – „Śmierć ks. Skorupki pod Ossowem”

TEN WPIS WARTO PRZECZYTAĆ DOKŁADNIE, ABY PRZYBLIŻYĆ SIĘ DO TAJEMNICY CUDU NAD WISŁĄ

Święta ofiara życia, złożona przez ks. Ignacego Skorupkę za Boga i Ojczyznę – bo o To toczyła się ta wojna – jest dobrze udokumentowana przez jej świadków – towarzyszy broni Księdza Ignacego – który w ręce, na pierwszej linii walk, trzymał nie karabin ale krzyż. Nieduży, inkrustowany kością słoniową krzyż, z drzazgą Krzyża Świętego – dar siostry Matyldy Getter – przełożonej sierocińca prowadzonego przez siostry Rodziny Maryi na Pradze, który siostra przywiozła z Rzymu.

Tym krzyżem, który miał moc większą niż stalowa oręż, ks. Ignacy Skorupka dokonał potężnego egzorcyzmu nad linią bolszewickiego frontu. Zapłacił za to życiem, a Jego ofiara przyniosła zbawienne następstwa w trwających już sześć tygodni polskich niepowodzeniach na Froncie Północno – Wschodnim.
Właśnie od Ossowem, po raz pierwszy od 4 lipca, Polacy stawili bolszewikom skuteczny opór.
Na drugi dzień – w niedzielę 15 sierpnia 1920r., w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – nastąpił na froncie przełom, od którego szala zwycięstwa przechyliła się na polską stronę. Rozpoczęła się polska kontrofensywa, która dała zwycięstwo w tej bitwie, a wkrótce i całej wojnie.
I stała się rzecz niezwykła; może najsłabszy w Wojsku Polskim batalion, liczący około 800 młodocianych żołnierzy, pierwotnie przeznaczony do pilnowania porządku na ulicach Warszawy, został użyty jako ostatni odwód na odcinku frontu, gdzie bolszewicy w nocy z 13 na 14 sierpnia dokonali pod Leśniakowizną wyłomu w polskiej linii obrony. Wypadło tym słabeuszom stanąć naprzeciw zahartowanym w bojach czerwonoarmistami z 27 Dywizji Strzelców Witołda Putny, nazywanej Żelazną Dywizją, którzy otrzymali obietnicę pohulania przez trzy dni w zdobytej Warszawie. Było to prawdziwe spotkanie Dawida z Goliatem; najsłabsi – niewyszkoleni, bo nie było na to czasu; bez karabinów maszynowych; bez wsparcia artyleryjskiego, bez dowództwa, które usunęło się gdzieś pod Rembertów, bez dowódcy, który zmarł na początku bitwy na atak serca – stanęli naprzeciw najsilniejszym; naprzeciw przeważającej sile i determinacji rozjuszonego i pewnego zwycięstwa nieprzyjaciela.

I stała się rzecz dziwna, i dla niektórych dziejopisów, nie do przyjęcia; że młodzi bohaterowie spod Ossowa, i ich kapelan ks. Ignacy Skorupka, stali się powodem zażenowania dla tych, którzy pragnęli przyswoić sobie cały blask zwycięstwa w tej wojnie, skoro już wkrótce bohaterowie z pod Ossowa spotkali się z pomniejszaniem ich zasługi.
Niedługo po wojnie dokumentaliści i historycy, związani z obozem piłsudczykowskim, w sposób niegodny i pokrętny zaczęli o tym pisać, a nawet posunęli się do zmyśleń i kłamstw.
(Zobacz nowsze wpisy na tej stronie, w zakładce „Ks. Ignacy Skorupka”, „Manipulacje Waligóry i Poboga – Malinowskiego”, „Negacja Cudu nad Wisłą”).

W tym wpisie przedstawiam kilka cytatów z dwu wiarygodnych źródeł, pochodzących od świadków śmierci Ks, Ignacego Skorupki:

I. ŚWIADECTWO ppor. MIECZYSŁAWA SŁOWIKOWSKIEGO
Mieczysław Słowikowski – pod Ossowem dowódca I (II) batalionu 236 p.p. Armii Ochotniczej im. Weteranów 1863r., późniejszy generał na wychodźstwie, pisze:
„Przy przechodzeniu kompanii przez ogrody i sady wsi, dopadł mnie zdyszany ks. Skorupka, nasz kapelan. Co prawda, zapomniałem o nim zupełnie pochłonięty już rozpoczynającą się walką.
”Poruczniku, pozwólcie mi iść ze sobą. To będzie nasze zwycięstwo.” – powiedział.
Spojrzałem na niego. Twarz jego i oczy wyrażały nieziemską ekstazę. Ubrany był w płaszcz koloru ochronnego włożony na sutannę.
Odpowiedziałem krótko: „Zgadzam się, niech ksiądz idzie”.
Była to ostatnia nasza rozmowa.” ((M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 40).
Dalej czytamy: „Na dany znak kompania zaczęła posuwać się naprzód linią tyralierską. Ja z ks. Skorupką znajdowaliśmy się na jej przodzie.
Z odległych zarośli poczęły w naszą stronę padać pojedyncze strzały. Kule świstały nad głowami. Chłopcy mimo woli chylili się do ziemi. Świst kul słyszeli po raz pierwszy.
Spojrzałem na idącego obok mnie ks. Skorupkę. Szedł wyprostowany, a usta jego poruszały się lekko. Prawdopodobnie odmawiał modlitwę, błagając Królową Polski o zwycięstwo.” (tamże, s. 41).
W pewnej chwili „Zdawało mi się, że ks. Skorupka, potknął się o brózdę i upadł na ziemię. Biegnąc naprzód nie oglądnąłem się. Zresztą nie miałem czasu, gdyż kompania dobiegła już do wzniesienia, a z zarośli przed nami wychodziła linia piechoty nieprzyjacielskiej.” (tamże, s. 42).

Po bitwie „Nie spotkawszy nigdzie we wsi kapelana, zaniepokojony rozpytywałem o niego. Niestety nikt nie mógł udzielić wyjaśnień. Przypomniałem sobie moment jego upadku zaraz na samym początku boju. Poszedłem na pole i znalazłem go leżącego na tym miejscu gdzie upadł. Przed nim leżał jakby ścięty nożem wierzch jego czaszki z mózgiem! Obrazu tego nigdy nie zapomnę. Nie mogłem opanować łez. Odwróciłem ks. Skorupkę na wznak i zobaczyłem twarz ze spokojnym, jakby z nieziemskim uśmiechem. Zdawało mi się, że z tym uśmiechem zaraz na samym początku boju ukląkł u stóp Królowej Polski przynosząc Jej ofiarę swego życia i prosząc o zwycięstwo. Może właśnie w momencie śmierci widział Matkę Najświętszą i stąd pozostał mu uśmiech szczęścia. Czyż to nie dziwne zrządzenie Boskie, iż pierwsza kula wroga zabrała go z tego świata. Może ofiara jego życia potrzebna była dla naszego zwycięstwa?
Odpiąłem płaszcz i sutannę, zdjąłem z piersi krzyż, który mi kiedyś pokazywał. Zawołałem na ochotników i poleciłem sprowadzić furmankę. Po chwili przyszli mieszkańcy wsi i nadjechała wymoszczona furmanka.
Wiadomość o śmierci naszego kapelana rozeszła się błyskawicznie. Przybiegli liczni ochotnicy i uklękli. Odmówiwszy modlitwę za zmarłych, pieczołowicie ułożyliśmy zwłoki wraz z ściętym wierzchołkiem czaszki.
Kapelan odbył wtedy ostatnia drogę przez pole zwycięskiego boju, w co zawsze wierzył.” (tamże, s. 50 – 51).

Trzeba jeszcze dodać, że na tym „polu zwycięskiego boju” wraz ks. Skorupką oddało życie około trzystu młodocianych żołnierzy tego batalionu.

II. ŚWIADECTWO UCZNIA ŻOŁNIERZA – J. SZMIDKE – BEZPOŚREDNIEGO ŚWIADKA ŚMIERCI ks. SKORUPKI
Wkrótce po zakończenie wojny, z inicjatywy Macieja Rataja – późniejszego Marszałka Sejmu – powstała niezwykła publikacja świadectw uczniów – żołnierzy tej wojny. Redaktorem wydania tej książki był dr Kazimierz Konarski – znany przedwojenny publicysta, autor licznych książkę patriotycznych i wychowawczych. Wśród licznych wypowiedzi, wspomnień, opisu różnych wojennych przeżyć, czasem tylko krótkich epizodów, przekazanych przez uczniów – żołnierzy znajduje się tam również krótka, ale bardzo cenna relacja bezpośredniego świadka śmierci ks. Ignacego Skorupki:

” Było 6 ataków naszych, z których 5 było niefortunnych, a dopiero szóstym atakiem odrzuciliśmy bolszewików o parę kilometrów za wieś Leśniakowiznę.
Parę razy dochodziło do starcia na bagnety. W pierwszym ataku ks. Skorupka jakimś zbiegiem okoliczności znalazł się o parę kroków odemnie. Widziałem jak, gdy dochodziliśmy, jeden z bolszewików strzelił do księdza i ugodził go kulą w czoło, ten sam również strzelił do mnie, lecz nie trafił, repetował karabin, aby znów strzelić, lecz ja go uprzedziłem i paru pchnięciami bagnetu powaliłem go. – (Warszawa, gimn. K. Kulwiecia kl. VII J. S.)” (K. Konarski, „O uczniu żołnierzu”, Warszawa – Lwów b.r. w., s. 97).
Nazwisko tego ucznia – Szmidke – podaje S. Helsztyński, [w:] „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 46 – pierwsze wydanie 1923).

Pisownia cytowanych tekstów według oryginałów.
Czesław Wójcik – Uglis

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.