Czesław Wójcik – Uglis: Moja (niepełna) opinia o Piłsudskim

Przybliżając się do tajemnicy Cudu nad Wisłą, tuż u jego bram, napotykamy spiżową postać Józefa Piłsudskiego, usytuowaną tak, jakby bronił dostępu do tego przybytku religijnego doświadczenia Polaków; religijnej myśli, wiary, wiedzy i doświadczenia związanego z wydarzeniami sierpnia 1920 roku.
Józef Piłsudski ma swoje godne miejsce w naszej historii jako maż stanu, wybitny polityk, współtwórcę wskrzeszenia Polski po latach zaborów. Ale, właśnie tutaj, w tym miejscu, i w tej sprawie, nie można pominąć ważnych faktów, i wynikających z nich pytań. Jest to konieczne wobec faktu, że Jego apologia, do której i On sam gorliwie przykładał ręki, nieskrępowanie głosi, że w 1920 roku żadnego cudu nie było; była tylko genialności Naczelnego Wodza i waleczność Wojska Polskiego. Nie przesądzając sprawy (a priori) , o ile w tym drugim wypadku nie ma wątpliwości, to w sprawie geniuszu Naczelnego Wodza, zwłaszcza w krytycznych dniach sierpnia 1920 roku, pojawia się wiele, i to poważnych, wątpliwości.

Tam gdzie pojawia się Palec Boży, widać też merdający ogon diabła.
12 sierpnia 1920 roku, tuż przed rozpoczynającą się bitwą, nazwaną później Bitwą Warszawska i Cudem nad Wisłą, Józef Piłsudski złożył na ręce Premiera Witosa pisemną rezygnację z obu pełnionych funkcji; Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, i na sześć dni zszedł z głównej sceny toczącego się dramatu. Nie było Go w tym czasie w Naczelnym Dowództwie w Warszawie, gdyż najpierw udał się w sprawach osobistych aż pod Tarnów, później dołączył w rejonie Dolnego Wieprza do wojsk tak zwanej Grupy Uderzeniowej, przygotowującej kontratak. Zajmował się tam sprawami drugorzędnymi, co łatwo sprawdzić w jego książce „Rok 1920”, i nie w takiej skali, która by pozwalała Mu objąć całość toczącej się bitwy. Z informacji wielu świadków wynika, że Józef Piłsudski przechodził w tym czasie poważny kryzys psychiczny.
Osobnym zagadnieniem jest, czy był to rodzaj depresji, wynikły z przemęczenia i napięcia nerwów, czy również utrata wiary w zwycięstwo?
Pytanie to, choć może trudne dla komfortu psychicznego Polaków, a zwłaszcza dla jego apologetów, trzeba stawiać nie dla jakichś wąskich racji, lecz z pragnienia poznania całej prawdy o tej sprawie. Jego apologeci starają się pomijać milczeniem dymisję i tą okresową pasywność Wodza, a jeśli ją podejmują, to stosują nieprzekonujące tłumaczenia.
Ale co ciekawe: Bóg i taką słabość przekształcił na użyteczne dobro dla polskiego zwycięstwa. Bo w tym czasie, będącym dla ludzi wiary czasem niewątpliwej łaski Nieba dla Polski – także i wiele błędów, słabości, pomyłek i wydarzeń nie planowanych po polskiej stronie, przyczyniło się do naszego zwycięstwa
18 sierpnia, gdy już siłami obrońców Stolicy odpędzono bolszewików w rejon Mińska Mazowieckiego i Wyszkowa, Józef Piłsudski powrócił do Stolicy w glorii zwycięzcy, którą później skwapliwie podtrzymywał, a z jeszcze większą gorliwością czynili to później ludzie z Jego obozu.
Pomijając skrajne opinie na temat Jego Osoby, i nie umniejszając faktu, że był wielkim politykiem i mężem stany, to – jak każdy człowiek, zwłaszcza w Jego sytuacji, doznawał brzemienia chwili; zmęczenia, strachu, ciężaru odpowiedzialności, aż do niezdolności działania. I nie powinno być to powodem pomniejszania jego Osoby, ale również nie powinno być powodem gloryfikacji, tam gdzie gloryfikacja nie przysługuje. Szczególnie należałoby się wystrzegać świętokradczego przywłaszczania blasku i chwały, która tutaj najbardziej przysługuje bohatersko poległemu Księdzu Ignacemu Skorupce, a jeszcze bardziej Królowej Polski – Najświętszej Maryi Pannie – która to zwycięstwo zapowiedziała 48 lat wcześniej, za pośrednictwem Sługi Bożej Wandy Malczewskiej.
Przykładem takiej świętokradczej myśli, a i kompromitującego zaślepienia, mogą być poglądy, nieżyjącego już, znanego profesora historii, skądinąd człowieka zasłużonego i godnego szacunku, który głosił równości Józefa Piłsudskiego i Świętego Jana Pawła II, i chciał zbudować Im wspólny pomnik, a jednym z argumentów miałby być wspólny skrót „JP”.
Kto wie, czy tak popełniany grzech, nie zaciążył wcześniej nad osobistym losem Marszałka i późniejszym dramatem Polski?
Niegodna inteligentnego umysłu bezmyślność, i powstające przy niej dziwne swawole myśli, krętactwa, i machinacje, nie są tylko doświadczeniem naszego czasu. Potwierdzeniem tego może być wyssane z palca kłamstwo historyka związanego z obozem piłsudczykowskim Władysława Poboga – Malinowskiego, według którego ksiądz Skorupka nie poległ w pierwszej linii ataku, lecz gdzieś w opłotkach wsi Ossów, udzielając ostatniej posługi rannemu żołnierzowi. A przecież wystarczyło sprawdzić to u najbardziej wiarygodnego świadka Jego śmierci por. Mieczysława Słowikowskiego – dowódcy 1 (2) batalionu 236 pułk piechoty Armii Ochotniczej, z którym szedł do ataku Ksiądz Ignacy, albo zatrzymać się przy pisemnym świadectwie bezpośredniego świadka śmierci ks. Skorupki, ucznia gimnazjum Kulwiecia – żołnierza z pod Ossowa, opublikowane w 1922r., albo, chociażby, posłuchać ówczesnych głosów warszawskiej ulicy, dających się wtedy łatwo zweryfikować. To kłamstwo jest ciągle powielane przez niektórych, zdawałoby się, że poważnych autorów. Bezkrytycznie powtarzają je za Pobogiem – Malinowskim. Warto się zastanowić dlaczego – co było, i jest nadal, tego powodem? Liczę tu na dociekliwość i samodzielność myślenia Polaków.
Więcej o śmierci ks. Ignacego Skorupki czytaj tutaj
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignacego-skorupki-na-polach-ossowa

Może doczekamy się, że ktoś w sposób wiarygodny zdoła ogarnąć i uporządkować wszystko, co wiemy, i czego nie wiemy o wielkiej Postaci Józefa Piłsudskiego – wielkiej wielkością, i wielkiej małością człowieka. Jak na razie, prawdę o Józefie Piłsudskim przysłaniają ciągle względy polityczne i emocjonalne.
Aby pomóc Ojczyźnie, trzeba czasem zgodzić się na bolesne opatrunki Jaj ran, które trzeba opatrywać miłością i prawdą. Miłość (do Ojczyzny i Jej Bohaterów) ma zdolności kojące, a prawda odkażające. Jedno i drugie jest potrzebne. Ta wielka Postać będzie piękniejsza, i bardziej ludzka, gdy z Jej spiżu zostanie usunięta patyna niezasłużonego blasku, który bardziej plami niż zdobi. Kluczem do tej sprawy powinna być faktografia. Oby tylko posługiwano się nią uczciwie, bez pokusy kłamstwa na rzecz jakiejś ideologii, czy chwilowej koniunktury politycznej.
Czesław Wójcik – Uglis

Literatura przywołana w tym tekście;
1. Józef Piłsudski, „Rok 1920”
2. Władysław Pobóg – Malinowski, „Najnowsza historia polityczna Polski”
3. Mieczysław Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”
4. Kazimierz Konarski, „O uczniu żołnierzu”

 



← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.