Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część II: Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ II – DZIWNE ZABIEGI WOKÓŁ ŚMIERCI KS. SKORUPKI.
Okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki miały, i mają nadal, wielkie znaczenie dla poznania istoty wydarzeń z przełomowych dni sierpnia 1920 roku. Bo jeśli ten szlachetny ksiądz zginął tak, jak przedstawia to Władysław Pobóg – Malinowski; gdy na poboczu pola walki, pochylony nad rannym żołnierzem, udzielał mu ostatnich sakramentów, to byłaby to oczywiście śmierć chwalebna, ale niewychodzącą poza ramy zwykłej posługi kapłańskiej.

Jeśli jednak ks. Skorupka zginął na pierwszej linii walki, z uniesionym krzyżem w ręce, zagrzewając żołnierzy do walki w obronie wiary i ojczyzny, prowadząc ich wspólnie z dowódcą batalionu, który również był człowiekiem wielkiej wiary, a pod mundurem miał na piersiach medalik z Matka Boską Częstochowską, to byłaby to heroiczna śmierć kapłana i przywódcy na miarę ks. Kordeckiego, czy św. Joanny D’arc, i taka śmierć kapłana – przywódcy byłaby odbierana (i była odbierana) jako dowód Bożej Opatrzności, i owoc złożonej ofiary życia tego młodziutkiego księdza.

Ale ta wersja nie była możliwa do przyjęcia przez Naczelnego Wodza oraz ludzi z Jego otoczenia, gdyż nie byłaby wtedy możliwa kreacja Jego Osoby na geniusza, któremu miał przypaść niemalże cały splendor zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, jak i w całej wojnie.

Józef Piłsudski bywa często porównywany przez jego apologetów do króla Sobieskiego i króla Jagiełły. Król Jan III Sobieski zwyciężywszy Turków pod Wiedniem powiedział: „Venimus, vidimus – Deus vicit” („przybyliśmy, zobaczyliśmy – Bóg zwyciężył”). Nie było tego u Piłsudskiego. Przeciwnie; Józef Piłsudski po zakończonej wojnie wielokrotnie podkreślał: „To ja zwyciężyłem”.
Obydwaj ci wielcy wodzowie przed bitwami oddawali się Boskiej Opatrzności. Sobieski, zanim udał się pod Wiedeń, udał się na Jasną Górę, gdzie powierzał los swojej wojennej wyprawy Bogu i Matce Najświętszej, a przed bitwą wysłuchał dwu mszy św., do których służył jako ministrant. Podobnie i król Jagiełło przed Bitwa pod Grunwaldem prosił Boga o zwycięstwo i pomoc.
Józef Piłsudski, tuż przed rozpoczynającą się Bitwą Warszawską, podał się do dymisji, zrzekając się pełnienia obu swych funkcji; Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, i udał się w swoich sprawach osobistych aż pod Tarnów. Później dołączył do wojsk Grupy Uderzeniowej nad Dolnym Wieprzem, gdzie zajmował się wieloma drugorzędnymi sprawami, ale nie dowodzeniem całością bitwy, które podjęli jego generałowie (zwłaszcza gen. Tadeusz Rozwadowski) – później przez Niego wyśmiewani i lekceważeni, a niektórzy nawet prześladowani.
U Piłsudskiego nie było Jasnej Góry, ani błagalnych mszy przed bitwą, a żegnając żołnierzy ruszających z nad Wieprza miał powiedzieć po rosyjsku: „na dwoje babka wróżyła” (uzupełnić i podać źródło). U Piłsudskiego nie było więc, tego ducha wysokich lotów, i powierzenia się Boskiej Opatrzności, które poniosły Sobieskiego i Jagiełłę do zwycięstwa. Był natomiast głęboki kryzys psychiczny i brak wiary w zwycięstwo, o czym pisaliśmy już na tej stronie.

Ale zaraz po bitwie pojawiło się silne pragnienie chwały triumfatora, bo chwała zwycięstwa oznaczała wtedy prawo do posiadania władzy. I tak, oto znajdujemy przyczynę dokonywanych niegodnych zabiegów pomniejszenia zasługi ks. Ignacego Skorupki, i młodocianych żołnierzy z pod Ossowa. Bo mogłoby się okazać, że to jednak „Deus vicit”.

Dla kogoś, kto nie wczytywał się dokładniej w opublikowane teksty na tej stronie, informuję, że relacje świadków śmierci ks. Skorupki znajdują się tutaj:
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignacego-skorupki-na-polach-ossowa

Smierc_ks_Skorupki                                         Jerzy Kossak – „Śmierć ks. Skorupki”

Ale „powróćmy do naszych baranów” (nie jest to wyrażenie obraźliwe, lecz przydatna tutaj znana figura retoryczna).
Zanim piłsudczykowski historyk Władysław Pobóg – Malinowski opublikował swoje wyssane z palca zmyślenia na temat okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki, zobaczmy jak przygotował mu do tego grunt dokumentalista z obozu Józefa Piłsudskiego: mjr Bolesław Waligóra.
W jego cytowanej publikacji z 1932 r. czytamy na ten temat: „Momentu śmierci ks. Skorupki nie zauważono. W chaosie walki tylu ludzi padało, że trudno było spostrzec fakt śmierci ks. Skorupki. Dopiero po bitwie, w miejscu gdzie dziś stoi krzyż drewniany (na północ od wschodniej części wsi), znaleziono zwłoki ks. Skorupki” (tamże).
Ale 13 stron wcześniej, w rozdziale „Walka w Ossowie”, po zacytowaniu fragmentu relacji dowódcy młodzieżowego batalionu, ppor. Mieczysława Słowikowskiego, Waligóra pisze już od siebie: „W trakcie tego ruchu ks. Skorupka, który szedł obok dowódcy kompani, a więc przed tyralierą, upadł w pewnej chwili, lecz ppor. Słowikowski nie zwrócił na to uwagi, gdyż sądził, ze kapelan potknął się o bruzdę. Zresztą inne sprawy zaprzątały umysł dowódcy”.

W roku 1932, gdy mjr Bolesław Waligóra publikował cytowaną pracę, dysponował dwoma pisemnymi relacjami Mieczysława Słowikowskiego – już wtedy w randze kapitana. Jedna pisemna ze stycznia 1932 r., druga, wcześniejsza jako stenogram relacji podanych w terenie pod Radzyminem w 1930 r. (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015, s. 645). Właśnie te dwie relacje kpt. Słowikowskiego są podstawą dywagacji Waligóry na temat śmierci ks. Skorupki. Nie mogła być mu znana najważniejsza publikacja Słowikowskiego na temat Bitwy pod Ossowem, wydana w Londynie w 1964r., mająca rangę pierwszoplanowego źródła na temat Bitwy pod Ossowem i okoliczności śmierci ks. Skorupki, (z której jeszcze będziemy korzystać), ale te dwie, wyżej wymienione, relacje Słowikowskiego dostępne Waligórze z całą pewnością musiały zawierać informację, że po zakończonej bitwie znalazł on (Słowikowski) ciało ks. Skorupki w miejscu które zapamiętał, i gdzie „potknął” się ks. Skorupka. Śmierci kapelana swojego oddziału ppor. Słowikowski bardzo przeżywał. Miał do niego emocjonalny, przyjacielski stosunek. W takim razie, skoro Słowikowski napisał w swojej, cytowanej przez Waligórę relacji o upadku ks. Skorupki, to czymś niezrozumiałym byłoby pominięcie przez Słowikowskiego informacji o znalezieniu przez niego ciała ks. Skorupki, właśnie w miejscu, gdzie nastąpił jego upadek.

Waligóra miał również szansę osobiście usłyszeć tą informację z ust kpt. Słowikowskiego na sesji terenowej w 1930 roku. Dwie dostępne mu pisemne relacje Słowikowskiego cytuje wybiórczo, według swoich potrzeb i założonego planu, według którego , „nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron – ostatnia strona tekstu)

Prawdopodobnie dzisiaj już nie uda się ustalić w jak dużym stopniu mjr Bolesław Waligóra zbagatelizował i zmanipulował relacje kpt. Słowikowskiego, gdyż jak czytamy na okładce obszernej pracy Waligóry z 1934r, (wznowionej w 2015r.), obejmującej także opis Bitwy pod Ossowem.: „W publikacji tej od początku zwraca uwagę znakomity warsztat archiwisty, oraz obiektywizm autora. Pionierska ta praca posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne. Tymczasem spora część akt, z których autor korzystał, uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej, stąd też pozycja niniejsza może wręcz pod pewnymi względami aspirować do miana źródłowej” (podkr. – CWU) – napisali historyce.org z Polskiego Forum Historycznego (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu…, 4 str. okładki).
W ten sposób mamy namaszczenie wątpliwej wartości opracowania (co najmniej w zakresie opisu śmierci ks. Ignacego Skorupki, i jak okaże się dalej; całej Bitwy pod Ossowem) na pozycję rangi historycznego źródła, a jej autora na genialnego dokumentalistę.

A przecież nie koniec wątpliwości i zastrzeżeń wobec tych dziwnych zabiegów, pominięć i sprzeczności dokonanych przez dokumentalistę Waligórę wokół śmierci ks. Ignacego Skorupki.

Dwa lata po wojnie polsko – bolszewickiej, w 1922 roku, ukazała się niezwykła publikacja zatytułowana „O uczniu żołnierzu”, będąca zbiorem relacji i świadectw młodocianych żołnierzy – uczniów walczących jako ochotnicy w 1920 roku. Jej inicjatorem był Maciej Rataj – późniejszy Marszałek Sejmu, a redaktorem dr Kazimierz Konarski. Jest to prawdziwe, i niewiele skażone osobistym subiektywizmem autorów cenne źródło historycznych informacji.

Wśród licznych wypowiedzi, wspomnień, opisu różnych wojennych przeżyć, czasem tylko krótkich epizodów, przekazanych przez uczniów – żołnierzy znajduje się tam również krótka, ale bardzo cenna relacja bezpośredniego świadka śmierci ks. Ignacego Skorupki:
” Było 6 ataków naszych, z których 5 było niefortunnych, a dopiero szóstym atakiem odrzuciliśmy bolszewików o parę kilometrów za wieś Leśniakowiznę.
Parę razy dochodziło do starcia na bagnety. W pierwszym ataku ks. Skorupka jakimś zbiegiem okoliczności znalazł się o parę kroków odemnie. Widziałem jak, gdy dochodziliśmy, jeden z bolszewików strzelił do księdza i ugodził go kulą w czoło, ten sam również strzelił do mnie, lecz nie trafił, repetował karabin, aby znów strzelić, lecz ja go uprzedziłem i paru pchnięciami bagnetu powaliłem go. – (Warszawa, gimn. K. Kulwiecia kl. VII J. S.)” (K. Konarski, „O uczniu żołnierzu”, Warszawa – Lwów b.r. w., s. 97).
Nazwisko tego ucznia – Szmidke – podaje S. Helsztyński, [w:] „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 46 – pierwsze wydanie 1923).

Niestety, na próżno szukać choćby wzmianki o tej publikacji u Waligóry. A przecież nie mógł o niej nie słyszeć. Bo jeśli nawet, z powodu jakiegoś zaniedbania, nie słyszał o niej, to w takim razie nie jest Waligóra dokumentalistą o „znakomitym warsztacie archiwisty”. Jeśli jednak znał tą publikację, ale jej świadomie nie uwzględnił, to w takim razie jest manipulatorem, może zasługującym na pochwały tych, którym służył, ale wtedy kojarzenie jego dokonań z prawdą historyczna nie jest możliwe.
A przecież napisali o nim cytowani historycy.org, że jego publikacja o Bitwie warszawskiej „[…]posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne.” (cytowane wyżej).

Problem jest w tym, że autorzy prac kompilacyjnych, polegających na zgeneralizowaniu wydarzeń na podstawie wielu informacji, muszą się cechować nie tylko dobrym warsztatem naukowo – badawczym, ale i wielką rzetelnością, uczciwością i rzeczywistą, a nie pozorną miłością do prawdy. Pojawia się bowiem tutaj pokusa, zwłaszcza przy wielkich opracowaniach, ułatwienia sobie pracy przez pominięcia, a często także i manipulacje, gdyż autor jest świadomy, że przy dużym materiale źródłowym niełatwo będzie znaleźć popełnione nieprawidłowości. Szczególnie ułatwia to naginanie prawdy do ustalonej tezy. I taką właśnie sytuację mamy w wypadku tego, co zrobił wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra w sprawie okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki i opisu Bitwy pod Ossowem.

Na koniec rozważań o manipulacjach mjr Bolesława Waligóry na temat śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej walki warszawskiej młodzieży w bitwie pod Ossowem, opinia Mieczysława Słowikowskiego o Waligórze: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis Boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy. (M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964. s. 60 – 61). Słowikowski wypowiada tą opinię o Waligórze na podstawie jego wcześniejszej pracy „Bój pod Radzyminem”.

I znów powróciło do nas niepiękne słowo „uwłaczać”. Czytelnik, który zadał sobie trud uważniejszego przeczytania tego tekstu, nie powinien mieć trudności w ustaleniu, kto i dlaczego użył je w niewłaściwy sposób, i czy nie uwłaczył nie tylko godności bohaterów, ale również wrażliwości i inteligencji następnych pokoleń, które szukając prawdy o tamtych wydarzeniach, będą dociekliwie dobijać się do prawdy. Cdn.
Czesław Wójcik – Uglis     

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.