Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – cześć IV: Wyśmiewanie bohaterskich obrońców

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE.

CZĘŚĆ IV – WYŚMIEWANIE BOHATERSKICH OBROŃCÓW.

Wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra na wiele różnych sposobów starał się realizować swoje, już cytowane, założenie, że „[…] nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron, ostatnie zdanie na ostatniej stronie).
Była już o tym mowa w trzech wcześniejszych częściach tego opracowania poświęconego manipulacjom majora Waligóry.
W jego publikacjach widać niechęć do młodych żołnierzy z I Batalionu im. Weteranów 1863r., 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, i ich kapelana ks. Ignacego Skorupki. Oprócz już opisanych sposobów, w oczy rzucają się wyraźnie próby pomniejszenia ich zasług, przez pominięcia w opisie walki ich bohaterskiego oporu. Natomiast nieproporcjonalnie dużo miejsca poświęca Waligóra wychwalaniu walki innych oddziałów; na przykład stosunkowo niewielkiego udziału w bitwie kompani marszowych 221 P. P., czy odsieczy III Batalionu 13 P.P., której poświęcił najwięcej miejsca w opisie bitwy, i przypisuje III batalionowi największą role w stoczonej bitwie. W całym kontekście opisu bitwy nabiera to cech nieszczerej gloryfikacji.
Gdy pisze o I/236 P.P., to wymienia go na końcu oddziałów idących do szturmu, gdy cytuje relację dowódcy bitwy ppor. Słowikowskiego, to wybiera głównie fragmenty o ich trudnościach w walce, nie wyszkoleniu, zmęczeniu i niezdolności do walki.

Ale na miano wyjątkowej niegodziwości zasługują próby ośmieszenia młodych ochotników z I/236 P. P., którzy mimo pospiesznego i niewystarczającego przeszkolenia i braków w uzbrojeniu, pod Ossowem przechodzili swój chrzest bojowy, a wypadło im zmierzyć się z przeciwnikiem o wiele silniejszym i zaprawionym w bojach. I stawili mu czoła. Nie przepuścili wroga przez zaporę utworzona z własnych piersi – płacąc za to krwawą ofiarą.

I cóż byłoby po tym pięknym, wzorowo przeprowadzonym uderzeniu wspomagającym żołnierzy kpt. Szewczyka, gdyby ci młodzi obrońcy stolicy nie trwali przez wiele godzin na swoich miejscach? W takiej sytuacji ich kontrakcja nie byłaby już potrzebna, bo wrota prowadzące przez Ossów na Warszawę zostałyby otwarte.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAFranciszek Sługocki„Bitwa”, płaskorzeźba (odlew w metalu) na pomniku ks. Ignacego Skorupki, przy Archikatedrze Łódzkiej. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Jeszcze raz zacytujmy wojskowego dokumentalistę mjr Bolesława Waligórę: „Dla ścisłości musimy zaznaczyć, że kiedy działania III batalionu 13 Pułku były zorganizowane i prowadzone umiejętnie, to natarcie pozostałych przemieszanych pododdziałów wyglądało inaczej. Tu skorzystajmy z opisów i meldunków artylerzystów 11 Pułku Artylerii Polowej, którzy mogli dobrze obserwować przebieg akcji. Porucznik Kubecki, dowódca 2 baterii 11 Pułku Artylerii Polowej, pisze o jednym z momentów boju pod Ossowem w ten sposób: Oddziały po wyjściu z ogrodów na otwarty teren zbijały się w jedną masę i z krzykiem, przypominającym obrazy dawno minionej wojny, energicznie parły naprzód.
Podobne szczegóły można znaleźć w relacjach oficerów piechoty. Oddziały polskie, przeciwnacierające z Ossowa , rzeczywiście waliły jedną zwartą kupą.
(Waligóra nie podaje źródła tej informacji – CWU). (B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934 r., Oświęcim 2015, s.381).

Mjr Waligóra posłużył się zręcznie złośliwością artylerzysty porucznika Kubeckiego, i jakiegoś oficera piechoty, którego nazwiska nie podaje. Co o tym sądzić?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć o pewnych obyczajach i rywalizacji panującej wtedy w wojsku, które należały do subkultury życia wojskowego. I tak, gdy pojawiała się artyleria, to piechota mówiła – „jedzie artyleria, zaraz będą strzelać w swoich”.
Przykładów nie trzeba szukać daleko. Tego samego dnia; 14 sierpnia wieczorem, w walkach pod niedalekim Nieporętem ważną rolę odegrała artyleria: „Baterie odpowiedziały ogniem dział i karabinów maszynowych. Ogień ten zerwał się nagle i wyładowało się w nim napięcie nerwów dotychczasowego oczekiwania. Nie zauważono, że w ogniu własnym zabito żołnierza z placówki na szosie, a także, że jeden z kartaczy ugodził we własną linię i uszkodził karabin maszynowy i wreszcie, że garść oszołomionych hukiem piechurów poszła do tyłu.” (tamże, s. 361). Natomiast Stanisław Rembek – wybitny pisarz, który w czasie tej wojny służył w artylerii , pod datą 14 sierpnia 1920, napisał o podobnym przypadku ze wstrząsającą oszczędnością słów: „Zabiliśmy niechcący jakiegoś plutonowego, obserwatora z karabinów maszynowych, który wlazł na drzewo. Przyniesiono go nam na pozycję.” (S. Rembek, „Dzienniki rok 1920 i okolice”, Warszawa 1997, s. 121). Podobnych przykładów można by mnożyć wiele, i była to część dramatu toczącej się wojny.

Artylerzyści natomiast mieli często wobec piechoty poczucie wyższości. Przykłady tego można znaleźć chociażby znów u wspomnianego Rembeka. Nie brakowało przy tym docinków, pogwizdywania na siebie i rubasznych żartów. Podczas ciężkich walk w obronie Zamościa, w dniu 30 sierpnia, Stanisław Rembek zapisał: „Za fortem na prawo od nas szła ulicą kolumna piechoty. Szrapnel bolszewicki pękł tuż nad nią, a potem zaraz granat wyrznął pomiędzy dwie kompanie. Piechurzy błyskawicznie umknęli do fortu. Śmialiśmy się do nich, gwiżdżąc. Odpowiadali nam również śmiechem.” (tamże, s. 125).
Najwyżej nosiła się wtedy kawaleria, czego przykłady mamy u Józefa Mackiewicza w jego „Lewej wolnej”, z której nie wypada tutaj cytować, o czym na wojnie nieustannie myśli piechota i artyleria, a o czym kawalerzyści. Inne formacje, jak lotnictwo, saperzy i wojska łączności zastawmy w spokoju, gdyż nie odegrały w tej wojnie takiej roli, jak te trzy pierwsze.

Głośny krzyk „hurra”, podczas ataku piechoty na bagnety, był częścią stosowanej strategii. Pełnił on wieloraką rolę. Miał przerazić przeciwnika; atakującym dawał poczucie jedności i siły; był też sposobem na wyładowanie emocji pojedynczych żołnierzy. Piękne opisy ataków naszej piechoty, znajdują się właśnie u Stanisława Rembeka, i pisze on o tym bez cienia złośliwości.
Artylerzyści podczas swojego strzelania nie stosowali takiego zbiorowego wspomagania się, bo byłoby to pozbawione sensu w ich sytuacji. Myśleli o dobrym wykonaniu swojego zadania, a w razie bezpośredniego zagrożenia, o szybkiej ucieczce z pola walki. Toteż, może i czymś śmiesznym mogły wydawać się niektórym z nich, głośne zbiorowe krzyki idącej do ataku piechoty.

Ale dlaczego Bolesław Waligóra – oficer piechoty, który znał dobrze jej taktykę i obyczaje, skorzystał w swoim opisie Bitwy pod Ossowem z takiej głupawej złośliwości artylerzysty?
Wiele pytań w tej sprawie pozostaje bez odpowiedzi, ale tu odpowiedź jest raczej prosta: Waligóra starał się na wiele sposobów realizować swoje założenie, aby „nie wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki”. A ponieważ znaczenie czynu ks. Skorupki i młodych ochotników z Ossowa, już wtedy, po wojnie 1919 – 1920 roku, było dostrzegane w społeczeństwie, to starał się o jego pomniejszenie.

Słowa wyjaśnienia wymaga też wzmianka o „zbijaniu się żołnierzy piechoty w kupy”. Był to rzeczywiście problem nieprzeszkolonego batalionu, który nie zdążył przećwiczyć sprawnego rozwijania się pododdziałów w linie tyraliery. Toteż instynktownie żołnierze starali się być bliżej siebie – ze złudnym poczuciem, że razem i blisko siebie będzie bezpieczniej – nie uświadamiając sobie, że w takiej sytuacji będą łatwiejszym celem dla nieprzyjaciela, zwłaszcza jego karabinów maszynowych i artylerii.

Ale mimo tych braków, ochotnicy posiadali coś, czego często brakowało innym żołnierzom: ogromna wolę walki, i nieugięte trwanie przy swoim. Wymownie pisze o ich postawie i możliwościach Mieczysław Słowikowski:
”Dałem rozkaz kompanii rozwinięcia się w linie tyralierską. Nie poszło to dosyć łatwo. Dużą pomoc okazali starzy żołnierze, którzy połączyli się z ochotnikami.
[…] Zląkłem się aby ochotnicy pod wpływem świstających kul sami bez rozkazu nie padli na ziemię w miejscu skąd nie było dobrego obstrzału. Naturalnie trudno by było wtedy pchnąć ich naprzód.”
( M. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 41).
”Nie sposób opisać, ile pracy kosztowało ułożenie ochotników w linii stosownie do terenu. Naturalnie musieliśmy pouczać, a nawet pokazywać im jak mają strzelać.” (tamże, s. 42).
„Na nieszczęście nie mieliśmy w batalionie kompani karabinów maszynowych. Batalion nie miał również przydzielonego lekarza i wobec tego nie można było zorganizować punktu opatrunkowego. Powiększało to naturalnie straty w ludziach w tym boju. (tamże, s. 43).

Wszystko to było skutkiem pośpiechu, z jakim były tworzone bataliony wspomagające pułki Armii Ochotniczej. Dla niektórych ochotników w batalionie ppor. Słowikowskiego szkolenie było krótsze niż dwa tygodnie, gdyż nowi ochotnicy cały czas dołączali do tworzonego naprędce batalionu.
Ppor. Słowikowski miał tego świadomość: „Zdawałem sobie dokładnie sprawę z braku bojowego wyszkolenia żołnierzy i słabego opanowania broni. Zaledwie raz odbyło się strzelanie ostre na strzelnicy. Żołnierz nie znał dostatecznie walki na bagnety, nie miał pojęcia co to jest granat. W dodatku słabo poruszał się w terenie, nie umiejąc go dobrze wykorzystać.
Wytrzymałość na trudy bojowe musiała być różna. Zależała od siły fizycznej i wyrobienia ochotnika.
Obawiałem się chrztu bojowego, pierwszej bitwy, wiedząc, iż jej wynik ma zawsze decydujące znaczenia dla żołnierza i jego morale. Dla jego wiary w siebie, w swój oddział i dowódców.”
(tamże, s. 23).
”Pokochałem tych żołnierzy – ochotników pełnych zapału i poświęcenia, rwących się do walki, a nie wiedzących co to jest codzienny trud i praca żołnierza.” (tamże, s. 21).

A jednak, mimo braków wyszkolenia i uzbrojenia, ci ochotnicy okazali się w walce niezłomni. „Kompanie nieraz musiały cofać się pod naciskiem bolszewickiego ataku. Zryw ponownego kontrataku wyrzucał znowu wroga ze wsi. Był to kontredans bitwy, który powtarzał się kilkakrotnie.
Widząc jak upadający ze zmęczenia, lub leżący na ziemi bez ruchu ochotnik, na sygnał naszego szturmu, rzucał się jak nieprzytomny na przód z bagnetem w ręku odzyskując siły po prostu cudem.” (tamże, s. 47).

”Po bitwie śmierć zebrała obfite żniwo” – zatytułował jeden z rozdziałów swojej, cytowanej tutaj książki, dowódca bitwy ppor. Mieczysław Słowikowski – już w stopniu generała na wychodźstwie, gdy spisał swoje wspomnienia.
”W Ossowie i na jego polach zobaczyłem widok żałosny i nie do opisania.
Ochotnicy pomagali rannym kolegom, zbierali się przy zabitych. Nastąpiło u nich pewnego rodzaju odprężenie nerwowe, które graniczyło z utratą dyscypliny wojskowej. Nic w tym dziwnego. Była to przecież pierwsza ich bitwa, a dla niejednego pierwszy widok rannych i zabitych. Byli to ich koledzy i przyjaciele.
Przyznaję, że i ja takiego pola bitwy nie oglądałem.”
(tamże, s. 49).
”Dopiero na odpoczynku w Rembertowie można było dokładniej policzyć straty poniesione w dniu 14 sierpnia. Dochodziły do 40% naszego stanu w rannych, zabitych i zaginionych.”
(tamże, s. 53). A ponieważ I Batalion im Weteranów 1863r., 236 Pułku Piechoty A.O. liczył przed bitwą około 800 żołnierzy, to jego straty trzeba szacować na około 300 ochotników i oficerów. W pierwszym ataku poległ także kapelan ks. Ignacy Skorupka.
Niektóre szacunki wszystkich naszych strat, poniesionych przez nasze oddziały biorące udział w Bitwie pod Ossowem, mówią o liczbie około 600 osób, a trochę większe straty mieli ponieść w tej bitwie bolszewicy.

Na cmentarzu w Ossowie, gdzie znajdują się groby poległych żołnierzy, na obelisku poświęconym ich pamięci znajduje się napis:
„14 SIERPNIA 1920R.
SIEDMIOKROĆ ODPIERALIŚMY
HORDY BOLSZEWICKIE
PADLIŚMY U WRÓT STOLICY
A WRÓG ODSTĄPIŁ…

Może na koniec trzeba jeszcze zapytać: Kto okrył się chwałą, a kto hańbą w odwiecznym zmaganiu prawdy i fałszu?
Jest to pytanie aktualne w każdym czasie – tak wtedy, jak i dzisiaj – bo jest jeszcze pewien rodzaj przyzwoitości, która nakazuje szukać odpowiedzi na takie pytania.

Czesław Wójcik – Uglis.

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I BOHATERSKICH OCHOTNIKÓW SPOD OSSOWA

Te teksty będą jeszcze poprawiane i uzupełniane

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.