Obrona Jasnej Góry w 1655 roku – część II : Walka

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

Gdy w 1655 roku Szwedzi stanęli pod Jasną Góra, ta była już twierdzą warowną, wyniesioną na wapiennym wzgórzu, z bastionami, murami i fosą. Zdobycie takiej warowni wymagało użycia artylerii. Toteż artyleria odegrała najważniejszą rolę podczas próby zdobycia Jasnej Góry.

przyc-edward-mesjasz-oblezenie-jasnej-gory-olej-plotno-87x128cm                   Edward Mesjasz – „Oblężenie Jasnej Góry”, olej na płótnie, 87 x 128 cm

TAKTYKA SZWEDZKA polegała na przypuszczeniu zmasowanego ataku artyleryjskiego na klasztor, z użyciem pocisków zapalających i granatów rozpryskowych, skierowanych na obrońców murów i mieszkańców klasztoru – na przemian z atakiem ciężkich dział burzących, skierowanym na mury.
Po pewnym czasie ogień przerywano i wysyłano posłańca z listem, zawsze ozdobionym wyszukanymi zwrotami grzecznościowymi i licznymi barokowymi przystawkami – którego skrócona treść, dałaby się zamknąć w kilku słowach: „Czcigodni Ojcowie, czy już się poddajecie?”.

Oprócz ataków artyleryjskich, próbowano podczas nocy, lub w czasie mgły, przytoczyć pod mury machiny oblężnicze, umożliwiające bezpośredni atak na mury klasztoru, ale z zadziwiającą skutecznością obrońcy radzili sobie w takich sytuacjach: „Gdy się dzień zrobił, spostrzeżono naprzeciw baszty machinę oblężniczą, którą Szwedzi w nocy na kołach przytoczyli. Lecz załoga klasztoru rozproszyła strzałami z rusznic jej sprawców, machinę zaś działem strzaskano i rozbito.” (A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982, s.56).

Próbowano także wysadzić w powietrze obronne bastiony klasztoru prochowymi ładunkami założonymi w podkopach. W tym celu Szwedzi sprowadzili z Olkusza górników, których zmuszali do wykopania odpowiednich tuneli. Podziemne roboty postępowały jednak bardzo opornie, ze względu na twarde wapienie jurajskie, na których osadzony jest klasztor.

przyciety-a-setkowicz-obrona-czestochowy-z-prywatnej-kolekcji-michala-sitka                  A. Setkowicz – „Obrona Jasnej Góry”, z prywatnej kolekcji Michała Sitka

OBRONA JASNEJ GÓRY opierała się również głównie na artylerii. Można mówić o porównywalnej sile artyleryjskiego ognia po obu stronach. Załoga klasztoru posiadała wprawdzie kilka dział więcej niż Szwedzi, ale tą przewagę równoważyły po stronie szwedzkiej dwie ciężkie 24 – funtowe półkartauny.
W obronie była również przydatna lżejsza broń palna; muszkiety, rusznice i lekkie działka z długą lufą, nazywane po polsku śmigownicami (lub sokolikami) – skuteczne do zwalczania mniejszych celów na dużą odległość.
Przy zwarciu, na wałach przydatna była broń biała, z użyciem nawet pradawnych maczug.
Wielkimi sukcesami kończyły się polskie wypady (tak zwane wycieczki) do szwedzkiego obozu. Dwa takie niespodziewane ataki: nocny z 24 na 25 listopada, i dzienny 20 grudnia, były bardzo skuteczne. W ataku nocnym, w którym brało udział około 40 ochotników, zagwożdżono dwa szwedzkie działa i wycięto w pień załogę szwedzkiej reduty. W drugim wypadzie wzięło udział około 30 ochotników. Pozabijano kamieniarzy drążących tunel pod klasztorem. Prawdopodobnie zginął też szwedzki inżynier dozorującego roboty górnicze. I znów zagwożdżono dwa szwedzkie działa.
W obu przypadkach wypady te odbyły się przy niewielkich stratach własnych.

Bardzo przydatne okazało się również w obronie Jasnej Góry przedłużanie pertraktacji w sprawie poddania klasztoru, czy zapłacenia kontrybucji, na które nalegali Szwedzi. Wymagało to, jak i cała obrona Świętego Miejsca, wyjątkowej roztropności, cierpliwości i przebiegłości – czemu sprostał wielki mąż naszej historii i Kościoła o. Augustyn Kordecki, pomimo przeżywanego przez załogę okresowego zwątpienia i gotowości części obrońców do poddania klasztoru.

STAN LICZEBNY OBU WOJSK przedstawiał się jako druzgocząca przewaga szwedzkiego agresora nad jasnogórską obroną. Korpus gen. Millera liczył około 3200 wojska, na które składała się piechota, jazda i mająca najważniejsze zadanie do spełnienia artyleria.

Załogę jasnogórską stanowiło „[…] ledwo siedemdziesięciu zakonników (wcale nie żołnierzy) taką siłę w sobie uczuli, iżby z pięciu Szlachty Polskiej i ich nieliczną służbą oraz 160 załogi pieszej, po większej części z wieśniaków złożonej, ośmielili się stawić opór tak licznemu wojsku […].” (tamże, s. 84).
Z tego zapisu Ojca Kordeckiego, wynika, że Jasnej Góry broniło 250 – 300 osób, gdyż do obrony włączały się także kobiety z rodzin świeckich obrońców, chroniące się w klasztorze przed Szwedami.  Ojciec Kordecki pisze o tym tak: „Po odbytych dopiero modlitwach, ufni w pomoc Bożą, (co było tylko ludzi płci obojej w klasztorze), podzielili między siebie obowiązki i każdy podług swoich sił przykładał się jak najdzielniej do obrony.” (s. 52).

85-franciszek-kondratowicz-oblezenie-jasnej-gory-1655                     Franciszek Kondratowicz (?) – „Oblężenie Jasnej Góry 1655 roku”

SZWEDZKI ATAK ARTYLERYJSKI NA KLASZTOR W NIEDZIELĘ, 24 LISTOPADA.
„Miller rozstawił tymczasem na trzech miejscach działa. Po przeczytaniu listu [był to list Ojca Przeora do gen Millera, w którym była odmowa poddania klasztoru – CWU] tylko krzyknął nagle, wołając: aby dawano ognia i brano się do oręża na niszczenie klasztoru. Wnet też od strony południowej i północnej lecą pociski i kule ogniste.

Padające kule łupią belki i wiązania dachów, latają ogniste pochodnie a prochem ładowane bomby padają na dachówki kościoła: pozwijane kłęby konopi, oblane smołą i żywicą, rozniecają płomień. Na próżno przecież jęczą mury, gwałtownie tłuczone: jeszcze okropniejszym ciosom postawią one czoło. Wszelkich środków chwyta się nieprzyjaciel, aby srogością wojny i postrachem przerazić serca oblężonych; atoli ani gęsto miotane ognie, ani częsty grzmot dział nie odjęły odwagi obrońcom klasztoru i nie ogarnęła ich bojaźń. Po dachach była rozstawiona straż, aby ugaszać ogień bombami wzniecony; rzucano więc na nie mokre szmaty albo spychano je żerdziami. Stali na murach nieustraszeni obrońcy z równą gotowością do wytrzymania niebezpieczeństwa ze strony nieprzyjaciela, jak do niesienia takowego; stali z tym większą odwagą, skoro spostrzegli, że wiele pocisków pada bezskutecznie chybiając celu – niektóre lekko tylko dotykają się murów – inne blisko nich upadają – inne (o cudzie!) od dachówek się odbiwszy i nie sprawiwszy żadnej szkody, odskakują, inne z nich wreszcie, nic nie zrobiwszy przenosiły i więcej szkody swoim z przeciwnej strony szturm przypuszczającym sprawiły niż oblężonym.” (tamże, s. 29 – 30).

ZACIĘTE ZMAGANIA ARTYLERYJSKIE 11 – 14 GRUDNIA.
Gen. Miller otrzymał 10 grudnia wzmocnienie artyleryjskie; kule; proch i nowe działa z obsługą: w tym dwie ciężkie 24 – funtowe półkartauny, które w nocy 10/11 grudnia zostały wytoczone na stanowiska ogniowe, usadowione w bliskiej odległości od klasztoru; 180 – 350m.
O świcie 11 grudnia nastąpił zintensyfikowany atak szwedzkiej artylerii. Obrońcy byli oszołomieni tak silną nawałą ogniową, jakiej dotąd nie było.

Zmagania z dni 11 – 14 grudnia zwięźle przedstawia Kronika Oblężenia Jasnej Góry, znajdująca się na stronie Biura prasowego Jasnej Góry
Kolor czerwony – ataki szwedzkie i ich sukcesy.
Kolor ciemnozielony – polska obrona

11 grudnia 1655
Szwedzki atak artyleryjski na bastion BIV św. Trójcy i przylegający do niego fragment kurtyny północnej. Z reduty R1bis artyleria szwedzka prowadzi całodzienny, intensywny ogień wyłomowy do bastionu BIV św. Trójcy, oddalonego od niej nie więcej niż 180 m […]. Ogień jest skuteczny, w lewym czole bastionu wybity zostaje dość duży wyłom. Ponadto na bastionie uszkodzone zostają dwa działa forteczne i zabitych kilku puszkarzy. Skuteczny jest również ogień wyłomowy, prowadzony z artyleryjskiej reduty oblężniczej R3 do znajdującej się w odległości około 240 m […] od kurtyny północnej. W pobliżu bastionu BIV św. Trójcy w kurtynie tej wybity zostaje wyłom o znacznych rozmiarach (wyłamane zostały parapety, jak zapisał w swym dzienniku o. A. Kordecki). Ponadto naruszona zostaje konstrukcja murów północnej ściany, znajdujących się tuż za kurtyną, zabudowań klasztornych. Rezultat artyleryjskiego ognia odwetowego obrońców, zaskoczonych znaczną różnicą działania destrukcyjnego, dotychczas strzelających szwedzkich dział 4-6 funtowych a wprowadzonych do akcji dział 12-24 funtowych, był stosunkowo mierny. Szwedzi stracili tylko 1 działo i 6 puszkarzy.

12 grudnia 1655
Szwedzki atak artyleryjski na bastion BIII św. Rocha. Od świtu cały ogień artylerii szwedzkiej na północnym froncie ataku skierowany zostaje na bastion św. Rocha, oddalony od artyleryjskich redut oblężniczych R1bis i R3 około 240 m […] oraz reduty R1 około 300 m […]. Całodzienne ostrzeliwanie bastionu nie daje spodziewanych wyników.
Ogień odwetowy artylerii fortecznej skutecznie obniża sprawność szwedzkich puszkarzy, a nieznaczne uszkodzenia bastionu są natychmiast naprawiane. Szok obrońców, spowodowany skutecznością i efektywnością ognia szwedzkiej artylerii oblężniczej w dniu 11 grudnia, minął. Artyleria forteczna przechodzi do kontrakcji. W późnych godzinach popołudniowych działa bastionu św. Rocha skutecznie ostrzelały kwaterę gen. B. Müllera w Częstochówce. Ginie oficer szwedzki, prawdopodobnie siostrzeniec dowodzącego korpusem oblężniczym. Ostrzałem kieruje puszkarz Prosper Kapusta, przyszły zakonnik zgromadzenia Ojców Paulinów na Jasnej Górze, brat Marcin. [Ojciec Kordecki podaje inną wersje okoliczności śmierci siostrzeńca gen. Millera – wrócimy do tej sprawy w IV części: „Dziwne „przypadki”].

13 grudnia 1655
Fiasko ataku artyleryjskiego na 12 grudnia bastion BIII św. Rocha zmusza Szwedów do wprowadzenia na jego kierunku nowego przykopu P3 i wstawienia przylegających do niego artyleryjskich redut oblężniczych R4 i R4bis, zlokalizowanych w odległości około 240 m […] i 180 m […]. Nowe budowle oblężnicze wykonują pod kierownictwem szwedzkich oficerów chłopi spędzeni z okolicznych wsi klasztornych. Roboty te rozpoczęto w nocy z 12 na 13 grudnia, a zakończono w nocy z 13 na 14 grudnia, zataczając do redut R4 i R4bis działa przesunięte z południowego kierunku ataku inżynieryjno-artyleryjskiego twierdzy.

14 grudnia 1655
Działa rozmieszczone w nowo zbudowanych redutach, w tym półkartauna 24-funtowa (1A24f) w reducie R4bis, otwierają o świcie 14 grudnia ogień wyłomowy do bastionu BIII św. Rocha.
Reakcja artylerii fortecznej bastionu jest natychmiastowa.
Jej ogień odwetowy niszczy częściowo redutę R4bis, druzgocze półkartaunę, obezwładnia załogę reduty oraz zmusza Szwedów do jej opuszczenia i wycofania się do reduty R4. Lufa półkartauny, częściowo zniszczona, zostaje zrzucona z łoża („lawety”), a samo łoże strzaskane. (powyższe cytaty 11 – 14 grudnia 1655r. [z:] R. H. Bochenek, „Twierdza Jasna Góra”, Warszawa 1997, s.76-92, cyt. za: Biuro Prasowe Jasnej Góry
20Gigantomachia%20%20kronika%20obl%C4%99%C5%BCenia%20Jasnej%20G%C3%B3ry.htm ).

20 GRUDNIA – DZIENNY WYPAD OD OBOZU SZWEDZKIEGO – z pamiętnika Ojca Kordeckiego:
„Ponieważ zaś dobrze wiedziano, że nieprzyjaciel wskutek ostatniej wycieczki po nocach prawie nie sypia, mając się na baczności, postanowiono więc jednozgodnie na dzień na niego uderzyć i wyznaczono na to dzień, 20 grudnia.
Wyszli więc pod wodzą Pana Stefana Zamojskiego Miecznika Sieradzkiego, o godzinie pierwszej z południa skrytymi drzwiami do głębokiej obok murów fossy, nią się ku obozowi nieprzyjacielskiemu udając. Najprzód tedy pozabijali napotkanych przy fossie kamieniarzy, dwóch tylko przy życiu zostawiwszy; stąd wpadli na najbliżej stojące działa i dwa zagwoździli. Potem z krzykiem ścigali odważnie rozproszone oddziały nieprzyjaciół aż ku drodze od miasteczka do wsi wiodącej: a uniesieni wojennym zapałem, bynajmniej nie oszczędzali w rozsypce uciekających Szwedów. Około stu jazdy ruszyło przeciwko naszej wycieczce, lecz ci strzałami z dział odparci, musieli się szybko od murów oddalić. Nie przestano do nich strzelać dopóty, aż uszli na pole pod miasteczko, a nasi z łupem wrócili do klasztoru, jednego tylko straciwszy.
( A. Kordecki, op. cit.,s.67).

ZAGWOŻDŻENIE DZIAŁA POLEGAŁO na mocnym wbiciu ciasnego gwoździa, najlepiej o kwadratowym przekroju (a przeważnie takie były wtedy w użyciu) w otwór w tylnej cześć lufy, w który podsypywano proch i podpalano przez niego właściwy ładunek prochowy, znajdujący się w lufie pod tym otworem.
Gwoźdź należało tak wbić, aby nie wystawał ponad lufę. Jeszcze trzeba było go zagiąć wewnątrz lufy pobijakiem do ładowania działa, skutkiem czego nie można było go wyjąć w żadną stronę. Działo tak zagwożdżone można było załadować, ale nie można było odpalić. Jedynym sposobem przywrócenia sprawności zagwożdżonego działa było przewiercenie zaczopowanego otworu prochowego, co nie było zadaniem łatwym, ani szybkim.

25 GRUDNIA – PIERWSZY DZIEŃ ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
„O samym południu zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały o ściany klasztoru, iż je w wielu miejscach przedziurawiwszy wśród kurzawy i gruzu po korytarzach i zakrętach klasztoru, tu i ówdzie się odbijając, latały i taką trwogą mieszkających napełniły, że się nikt nawet wyjrzeć nie ośmielił. Rzucał teraz Szwed jak najwięcej pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych, a siarką i saletrą wypełnionych. Rozniecały one straszliwy płomień, szczególniej też te, które tak w żelazne rury były opatrzone, iż na wszystkie strony ogień i ołów miotały. Miały one kształt jabłka granatowego, lecz ponieważ więcej ich na zewnątrz klasztoru, a wiele także i wewnątrz niego na podwórze padało, nie zrządziły szkody uderzeniem lub płomieniem, lecz jedynie obmierzłym swędem cokolwiek oblężonych przestraszyły.

Najbardziej ze wszystkich przerażały kule żelazne wydrążone, które w różne strony klasztoru, gdzie się spodziewano najwięcej ludzi, z machin już tlejące się rzucane z gwałtownością i trzaskiem, po zapaleniu się nagle wewnątrz będącego prochu, pękały i rozpryśniętymi we wszelkim kierunku raniły. Jedną z takich kul znaleziono przed kuchnią, całą i zgasłą; druga pękając na podwórzu wybiła szesnaście szyb w przyległym oknie i tyluż uderzeniami zostawiła ślady na wewnętrznych ścianach apteczki.

Pod wieczór wreszcie jedno ciężkie działo, które najbardziej szkodziło murom klasztoru, pękło i położyło koniec szturmowaniu. Mówiono powszechnie i słyszano to od samych Szwedów w obozie podczas oblężenia, a i od wielu innych gdzie indziej, że kule działowe przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały często od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały. Gdy wielu o tym powątpiewało, sławetny Piotr Okrasa, który był w ten sam dzień Bożego Narodzenia ze wsi Dżbowa żywność do obozu odstawiał, stanowczo zapewniał, że się to stało przy ostatnim wystrzale z owego działa, i że w obozie wśród nadzwyczajnego zdumienia głoszono, iż siłą odbitej od murów kuli działo zdruzgotanym a artylerzysta przy nim stojący zabitym został. Mówił on, że mu się to zdawało podobnym do prawdy z tego powodu, gdyż kula owa, którą potem po obozie obnoszono, miała oznaki prawdziwej kuli szwedzkiej – była bowiem tak wielką, iż na Jasnej Górze podówczas podobnej nie miano; o czym Okrasa jako klasztorny bywalec dobrze wiedział.

To nie ulega żadnej wątpliwości, iż od chwili, w której działo rozsadzonym zostało i to z taka siłą, iż kawałki drzewa na parę stajań rozrzuciło, już więcej tego dnia, ani w żadnym następnym, huku dział nie słyszano, tak iż się zdaje, że jakaś wielka, cudowna a nieprzyjacielowi szkodząca potęga koniec oblężenia Jasnej Góry położyła, boć przecie Szwedzi kul i prochu pod dostatkiem mieli.” ( tamże, s. 76 – 78).

Jeszcze tego samego dnia wieczorem, wysłał Miller do klasztoru list z żądaniem wypłacenia okupu w wysokości 60 tysięcy talarów za odstąpienie od dalszego oblężenia. Ojciec Kordecki stanowczo odmówił. A to żądanie było już tylko ostatnią, żenującą próbą ratowania osobistej reputacji Millera i jego korpusu.

W nocy 26/27 grudnia gen. Miller zwinął swój obóz i opuścił Częstochowę. Ale nie był to koniec szwedzkich zakusów na opanowanie klasztoru jasnogórskiego. Potyczki ze Szwedami trwały jeszcze sporadycznie pod Jasną Górą do kwietnia 1656 roku. Z pomocą przyszły oddziały polskiej partyzantki, którzy rozbili swój obóz u stóp Jasnej Góry, i w dobrej współpracy z jasnogórska załogą, z jej artylerią, bronili tego Święte Miejsce, aż do nastania spokojniejszego czasu.
Czesław Wójcik – Uglis
Ciąg dalszy nastąpi                   

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.