Obrona Jasnej Góry w 1655 roku – część V: Ukazywanie się NMP – świadectwa szwedzkie i polskie.

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

Ten wpis odsłania tajemnicę cudownej obrony Jasnej Góry.

Zapraszam do przeczytania wcześniejszych części tego opracowania; niżej na stronie głównej; lub w zakładce „Jasna Góra”.

ŚWIADECTWA POLSKIE I SZWEDZKIE O CUDOWNEJ OBRONIE JASNEJ GÓRY
Ojciec Augustyn Kordecki, który z jasnogórską załogą, obronił klasztor przed Szwedami, dokonał jeszcze dwu bardzo ważnych rzeczy: opisał dokładnie przebieg walk o Jasną Górę i spisał świadectwa wskazujące na cudowną pomoc Nieba w czasie oblężenia.

Określenie „cudowna pomoc nieba” może wydać się dla niektórych umysłów zaprawionych racjonalizmem i tak zwana „nowoczesnością” – zwłaszcza dla „autorytetów” otaczających się aurą omnipotencji, za którą kryje się najczęściej próżność i pycha – stwierdzeniem godnym kpiny.
W gronie tym spotykamy, jakże często, również przedstawicieli nauki (tzw. naukawców), wśród których trafiają się także i historycy.
Toteż wiele naukawych poglądów
[ tak, naukawych – nie poprawiać] można znaleźć, zdawałoby się, w poważnych wydawnictwach sygnowanych przez Uniwersytety, czy Instytuty naukowe, gdzie owi naukawcy mają nieskrępowaną możliwość głoszenia swego umysłowego zadufania, często otrzymując za to afirmację i poklask.
Wielu z nich działa świadomie, nie krępując się stosowanym nachalnym kłamstwem i manipulacjami.

Lista przyczyn tego zjawiska jest długa; naukowa pustka, próżność i pycha dopiero ją otwierają…  warto by kiedyś zająć się osobno tymi tumorami, żerującymi na żywym ciele prawdy.

Przykładem tego może być, opisane na tej stronie, pomniejszenie zasług ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży w Bitwie pod Ossowem 14 sierpnia 1920 roku, dokonane przez piłsudczykowskiego dokumentalistę mjr B. Waligórę (zob. na tej stronie zakładka „Ignacy Skorupka” oraz „Negacja CnW”), a w tym opracowaniu przykładem o mniejszym ciężarze gatunkowym jest zacytowany bezimienny tekst ze strony Biblioteki Narodowej, odnoszący się do miedziorytu Jana Bensheimera (zob. część I tego opracowania – „Bibliografia”; niebieski tekst pod miedziorytem).
W sprawie obrony Jasnej Góry 1655, aż roi się od kłamstw i wymysłów owych naukawych „autorytetów” w publikacjach roszczących sobie prawo do naukowej powagi.

Wobec spisanych przez o. Kordeckiego świadectw, o nadzwyczajnej Boskiej pomocy okazanej obrońcom Jasnej Góry, możliwe są tylko dwa stanowiska:
– Stanowisko pierwsze: przyjąć je, i rozważyć rozumem i wiarą na czym polegała ich istota.
Dlaczego rozumem i wiarą? Dlatego, ze rozum może badać tylko udział czynnika ludzkiego w tym wydarzeniu, a wiara może rozpoznawać rolę Czynnika Boskiego, (owa słynna współpraca wiary i rozumu).
-Stanowisko drugie: odrzucić te informacje i ich nie przyjmować. Ale w takiej sytuacji trzeba by udowodnić, że Ojciec Kordecki nie napisał w swym pamiętniku prawdy, lecz wymyślił podane fakty; nazwiska świadków oraz ich świadectwa.
Jak dotąd nikt nie udowodnił, że opisane przez o. Kordeckiego fakty są jego wymysłem. Jest natomiast w tej sprawie dużo kłamstwa, złośliwej kpiny, arogancji i odpornej na fakty naukawości.

Spisane przez Ojca Kordeckiego świadectwa, które pochodzą od Szwedów , jak i od Polaków, mają dzisiaj dla nas pierwszorzędne znaczenie, i na zawsze pozostaną ważnym dowodem stwierdzającym obecność Bożej Ręki w tym niezwykłym wydarzeniu.

Tej sprawie poświęcamy tutaj więcej uwagi, gdyż podobnie wygląda problem negacji Cudu nad Wisłą w sierpniu 1920 roku. A ta niechęć, lekceważenie i manipulacje, będą nasilać się w miarę przybliżania się setnej rocznicy Cudu nad Wisłą – bo tam, gdzie pojawia się Palec Boży, pojawia się też merdający ogon szatana.

Obleżenie Jasnej Góry, ze zbiorów jasnogórskich                        „Oblężenie Jasnej Góry” – obraz z sali rycerskiej na Jasnej Górze

MATKA NAJŚWIĘTSZA UKAZYWAŁA SIĘ GEN. MILLEROWI I SZWEDZKIM ŻOŁNIERZOM.
”Wedle świadectwa samych nieprzyjaciół widoczną jest rzeczą, że Jasna Góra cudownie obroniona została, albowiem pan Grodzicki przywódca artylerii Jego Król. Mości i inny świadczyli, że Miller to jedynie za przyczynę do odstąpienia Jasnej Góry w obozie podawał, że słowy i groźbą twarzą poważnej kobiety, która przed nim stanęła, przerażonym został. Stąd rozeszła się wieść między Szwedami, że Miller przez niewiastę przez mnichów przekupioną oszukany, oblężenia zaniechał.
Powszechna zaś wieść krążyła miedzy ludem, że Jenerał przez kobietę, która mu się ukazała, surowo upomnianym został, ażeby od oblężenia odstąpił, bo inaczej całe jego wojsko ze szczętem zginie.
[Wydaje się, że to zdanie ma cechy wieści ludowej, z ubarwieniami dodawanymi podczas przekazywaniu takiej wiadomości z ust – do ust. Toteż ma ono mniejszą wartość, niż inne świadectwa, opisane w pamiętniku o. Kordeckiego – CWU].

Z tym opowiadaniem zgadzają się listy Dominikanek z Piotrkowa na Jasną Górę do sióstr tamże bawiących pisane, które między innymi i to w sobie zawierały: „Miller z wielką uwagą przypatrywał się tu w naszym kościele Obrazowi Najświętszej Panny Częstochowskiej, a ponieważ tłumacz prosił o podarowanie sobie jakiego małego wizerunku tegoż obrazu, darowano mu takowy, a sam Miller wziął go z ręki tłumacza. Stąd łatwo było wnosić, że Jenerał chciał dostrzec, czy postać którą widział w nocy podobna była do obrazu.”
Toteż same zakonnice
w Piotrkowie opowiadały potem Wielebnemu Ojcu Prowincjałowi, (do którego i Częstochowski Konwent należy), iż Miller odebrawszy z rąk tłumacza wizerunek w te słowa się odezwał: „Wcale nie jest podobny do owej dziewicy, która mi się ukazała; bo niepodobną jest rzeczą widzieć równą na ziemi. Coś niebieskiego i boskiego, czymem się nadzwyczaj przestraszył, jaśniało na jej wspaniałym obliczu.
Wracam znowu do listu w którym dalej stało: „Twierdzili i to Szwedzi: że niektórzy z nich widzieli kobietę na murach działa celującą i obrońcom na wałach stojącym potrzebnego oręża własną ręką dostarczającą; a kamieniarzom robiącym podkopy i łamiącym skałę ukazał się sędziwy starzec, który ich napominał, aby próżną porzucili pracę, której nawet w siedmiu latach nie dokonają. Tymi więc widzeniami przestraszeni, od dalszego oblężenia odstąpili.” To słyszał także od Szwedów Pan Aleksy Strzałkowski i pod sumieniem przed Ojcami zeznał. (A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982, s. 86 – 87).
Jak okaże się w następnym fragmencie pamiętnika o. Kordeckiego, wspomniany „Sędziwy Starzec” to nikt inny, jak św. Paweł Pustelnik, założyciel Zakonu Paulinów i patron Jasnej Góry.

DALSZE ŚWIADECTWA O UKAZYWANIU SIĘ NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY I ŚW. PAWŁA PUSTELNIKA SZWEDZKIM ŻOŁNIERZOM.
”Pani Jadwiga Jaroszewska opowiadała podobnież, że widziała postać sędziwego starca, który ją pocieszał nadzieją, że Bóg wkrótce swoje zmiłowanie okaże, a nieprzyjaciel odstąpi od oblężenia Jasnej Góry. Wśród tego widzenia Ojciec, (którego nazwała po imieniu), sprawował Świętą ofiarę w białym ubraniu przy ołtarzu w kącie stojącym, po prawej ręce od wschodu do kościoła. Starca nie mogliśmy brać za kogo innego, tylko za Świętego Pawła, (pierwszego pustelnika i naszego patriarchę), ku czci którego ołtarz ten jest poświęcony.
Jan Więckowski i Maciej Węgierski Szlachta Polska, poświadczyli, że słyszeli opowiadających Szwedów, jako ci widzieli tegoż starca u boku kobiety na murach się pokazującej i pociski szwedzkie odtrącającej.

Zeznał także pod przysięgą Ojciec Błażej Wadowski  Przeor Wieruszowski naszej reguły, iż w domu pewnego mieszczanina Wieruszowskiego przez Szwedzkich Komendantów Jerzego Eichnera i Arensa Lukmana do stołu zaproszony, takie bluźnierstwa z ich ust świętokradzkich słyszał: „Cóż to za czarownica znajduje się w waszym Częstochowskim klasztorze, która niebieską zasłoną odziana z klasztoru wychodziła i po murach się przechadzała niekiedy na ich szczytach spoczywając – na Jej widok nasi z przestrachu padali, tak iż kiedy wychodziła, musieliśmy twarze spuszczać i oczy zasłaniać.”

Toż samo potwierdzali i inni ze starszyzny wojskowej przy stole wówczas siedzący. Z tych dołączali jeszcze niektórzy jak gdyby z wyrzutem: „Wasze mnichy są doskonałymi czarownikami. Otóż naszego towarzysza tak oczarowali, iż od tej chwili w której na kościół wystrzelił, rękę wyciągniętą trzyma i ani mu jej złożyć ani zgiąć na żadną stronę niepodobna; co więcej, cały jakby skostniały ani wsiąść ani zsiąść z konia nie może, podniesioną ręką, jak był z rusznicy mierzył, [postanowiono – CWU] do Leszna odesłać.”

Dodał nadto wspomniany Przeor, że jak przedtem Szwedzi wszetecznymi usty rzucali bluźnierstwa na Najświętszą Pannę, tak po ustąpieniu z pod Częstochowy łagodniejszymi się stali i nic już podobnego od nich nie słyszano.

Pan Mikołaj Bielawski z Ruska opowiadanie Szwedów własnoręcznie ku wiecznej pamięci w następujący sposób opisał: „Żołnierze z oddziału Sadowskiego, który w wojsku Szwedzkim był pułkownikiem, wracając z pod Jasnej Góry, przybyli do mojej wsi, zwanej Golina. Gdym się ich raz u mnie goszczących pytał: co się działo w Częstochowie i jak się im powodziło pod Górą tak licznym wojskiem otoczoną? odpowiadali: że często im się ukazywała jakaś osoba w białej szacie z klasztoru wychodząca i dobytym mieczem obozowi Szwedzkiemu grożąc, natychmiast deszcz padał. Dowiedziano się od straży samych, że czterdziestu żołnierzy tym okropnym widzeniem przestraszonych życie straciło.”

Kiedy tegoż szlachcica wspomniani żołnierze z obowiązku i grzeczności powtórnie odwiedzili, opowiadali: „Że sami widzieli kobietę w niebieską szatę odzianą, przeciw której, gdy dwóch braci Ślązaków, rodem z Gerlachowej, nazwiskiem Dudziczowie strzelby swe celowali, jednemu z nich tak do twarzy kolba przylgnęła, iż jej żadną miarą oderwać nie było można i chirurg ją wyrznąć musiał, drugi zaś stwardniał na ciele jak kamień; wojsko Szwedzkie zabrało ich z sobą.” Zeznanie to stwierdził z przysięgą, a rzeczony szlachcic skreślił je i przesłał Jasnogórskim.

Pan Strzałkowski, o którym już wyżej mówiono, maż uczony i poważny, mieszkaniec Wielkopolski, świadczył, iż słyszał także od wielu Szwedów, że spostrzegana na murach klasztornych kobieta albo postacią swą ich przestraszała albo też gęstą mgłą otaczała, wtenczas kiedy najbardziej wytężali siły klasztor zdobyć usiłując. O tym samym donosili poważni mężowie i wiarygodni mieszczanie Częstochowy, którzy to Polscy żołnierze z Wolfem przez Szwedów zabrani opowiadali.

Wielu wiary godnych mężów ze Szlachty zeznało: jako miedzy opowiadaniami Szwedów oblężonych to szczególniej uwagi godnego z ich ust usłyszeli: „Często (mówili Szwedzi), gdyśmy się zabierali szturmowania klasztoru burzącymi działami, pokazywała się mgła, którą otoczona góra zwodniczym cieniem wzrok patrzącym łudziła – zdawało się, że góra z klasztorem wysoko w powietrze poszła, dokąd gdy strzały z dział kierowano, pociski do obranego w powietrzu celu zrzucone przenosiły klasztor nie szkodząc mu bynajmniej.
Niekiedy zaś, wśród tej ciemnej i podobnież łudzącej wzrok mgły, widzieliśmy klasztor na niskim pagórku stojący; gdy tedy nasi puszkarze ciemnością złudzeni tak przedstawiający się klasztor na cel brali, kule przed murami twierdzy padały a odbijając się od zmarzłej wtenczas ziemi z wielkim zapędem na powrót leciały”.
(s. 87 – 90).

Na koniec spisywania tych świadectw Ojciec Augustyn Kordecki dodaje:
”Kilka tych cudownych przykładów postanowiłem do oblężenia Jasnogórskiego dołączyć, aby widocznie okazać, że Góra Najświętszej Panny ręką samego Boga obronioną i ocaloną została. Chociażby tedy więcej cudownych wypadków mową lub pismem przez ludzi o tymże oblężeniu głoszonych dochodziło, zechciej wierzyć roztropny czytelniku, że tu nic dla podniesienia sławy Świętego Miejsca sztucznie wyszukanym nie zostało.
Sądziliśmy bowiem, że dosyć jest dla osiągnięcia naszego zamiaru, a co więcej dla zjednania sławy temu Miejscu, jeżeli wiadomym będzie, że Jasna Góra wspierając
się na pomocy Królowej Niebios zwycięsko wszystkie niebezpieczeństwa przebyła.” (s. 90).

Potrzebni są tylko roztropni czytelnicy…

KPINY KRÓLA GUSTAWA Z GEN. MILLERA.
”Miller trapił się niepomału wyrzutami towarzyszy, a szczególniej starszyzny wojskowej, że się dał oszukać kuglarstwom mnichowskim i odstąpił od zdobycia klasztoru; a nawet mówiono, że sam Król Szwedzki przykre mu często czynił wymówki, że jednej klatki, czyli (jak się z szyderstwem wyrażał) kurnika tak sławny wódz, w tak długim czasie, z tak licznym wojskiem zdobyć nie zdołał! Gdy przeciwnie Król, Kraków stolicę Polski w krótszym przeciągu czasu do poddania się zmusił i całe prawie Królestwo pod swoje berło zagarnął.” (s. 96 – 97).

SAMI SZWEDZI O SWOJEJ KLĘSCE W PRZYSŁOWIACH I POWIEDZENIACH.
”Sami już pokonani nieprzyjaciele wystawili dla triumfującej a strasznej dla nich Jasnogórskiej Dziewicy wieczny pomnik zwycięstwa. Gdy bowiem wracali od oblężenia Częstochowskiego klasztoru, ułożyli sobie niektóre uszczypliwe przysłowia, którymi próżność drugich wyśmiewali lub też przechwalających się swoim męstwem trefnisiów karcili: Kiedyś taki wielki rycerz, idź – że zdobyć Częstochowę; a inne znowu przysłowie, którego złorzecząc nienawistnym osobom używali, było: Precz stąd pod Częstochowę!
A nawet poważni mężowie poświadczali, że gdy się pytali Szwedów, co by też myśleli o Częstochowskim klasztorze i jego zdobywaniu, słyszeli często odpowiedź: Częstochowa to grób najdzielniejszych rycerzy! A rzeczywiście nazwać ją mogli skałą, o którą się potęga Króla Szwedzkiego rozbiła i więcej nie powstała.”
(s. 127 – 128).

W podsumowaniu warto zauważyć krótką opinię Józefa Ignacego Kraszewskiego, wyrażoną w powieści historycznej „Kordecki”, że „Wiek XVII był jeszcze zaprawdę u nas wiekiem szczerej i głębokiej wiary.”
Natomiast o Szwedach powiedział, że wiary w Boga już nie mieli. Wierzyli natomiast w czary, których bardziej się bali, niż Boga.
I to nas wprowadza w czasy dzisiejsze; gdy znów wiele narodów Zachodu i Wschodu, zagubiwszy Boga, zatrzymało się przy współczesnej formie czarów; magii, okultyzmie i rożnych odmianach ezoteryzmu, które należą do opanowującej świat cywilizacji śmierci.

Tylko czy dzisiaj wystarczy nam wiary w Boga i Jego Moc, aby przeciwstawić się współczesnemu pogaństwu, i nie dać się zatopić w nadciągającej zagładzie państw, ludów i narodów?

Czesław Wójcik – Uglis
Ciąg dalszy nastąpi

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.