CWU o sobie

W marcu 2010 roku, wiedziony wrodzoną naiwnością, wysłałem dwa moje teksty: „Dwa brzegi” i „Siła słabości” na konkurs noweli filmowej. Wymagano tam ode mnie jakiejś, choćby krótkiej, informacji biograficznej. Powstał, więc krótki tekst, w którym, mam nadzieję, widać niechęć jego autora do pisania o sobie (wszak nie o autora tu chodzi). Przytaczam go tutaj, głównie z tego powodu, że zawiera on wskazówkę, gdzie ewentualnie należałoby szukać informacji o mnie.

MOJA KRÓTKA NOTA BIOGRAFICZNA. Urodziłem się tak dawno, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz pisałem cokolwiek z mojego curriculum vitae. Z tego powodu lepiej byłoby szukać wiadomości o mnie w moich tekstach, które siłą rzeczy pozostają w relacji z osobista historią. Nie jest to wykręt, ani kompleks – raczej zdziwienia, że mógłby kogoś zainteresować jakiś fragment mojego życia. W kontekście dwu załączonych tekstów: „Dwa brzegi” i „Siła słabości”, dodam tylko, że pomiędzy okresem mojej pracy na uczelni, i późniejszym rąbaniem drzewa w lesie w charakterze drwala siekierowego (Józwa był pilarzem, a ja siekierkowym) kilka lat spędziłem wśród leczących się narkomanów, pracując zawodowo jako wychowawca – psychoterapeuta. Z tym właśnie okresem wiążą się te dwa teksty. Mają one dzisiaj, zwłaszcza „Siła słabości”, znamiona politycznej niepoprawności, w takim sensie, w jakim samo życie jest politycznie niepoprawne. Zwłaszcza, gdy jest się przypartym do ściany śmierci. W tej sytuacji, okrutnym kłamstwem i pospolitą głupotą, byłoby umierać „pięknie”, w aureoli świeckiej świętości, gdy w zasięgu możliwości, nawet najsłabszego, powalonego ciężkimi uzależnieniami człowieka, jawi się możliwość walki trudnej, bo ze swoja słabością, ale za to dającej szansę powrotu do prawdziwego życia. Spotkałem takich ludzi, którzy ten wysiłek podjęli dysponując na początku tylko swoją słabością. Byłem świadkiem opisanych wydarzeń, i poza rolę świadka najwygodniej byłoby nie wychodzić… Możliwe jednak, że nie zawsze, i nie całkiem ograniczyłem się do tej roli.

Wspomniane wyżej dwa teksty, oczywiście, przepadły w konkursie. Czy słusznie? Czyż życie nie pisze gotowych scenariuszy filmowych? – Proszę sprawdzić. Czytając je nie trzeba dużej wyobraźni, aby zobaczyć kadr po kadrze, jak toczy się nieubłagana walka życia i śmierci o człowieka. Która strona będzie w tych zmaganiach zwyciężać – zależy w jakimś stopniu od każdego z nas. Wszystko to można odnieść i do innych moich tekstów, także i tych, które samoistnie układają się w strofy przypominające wiersze. Wolałbym tej sprawy nie przegadać. Niech, więc, tyle wystarczy.

Na osobną uwagę zasługuje główny temat tej strony – Cud nad Wisłą w sierpniu 1920roku – wydarzenie niezwykłe, ciągle jeszcze mało znane, pomijane, pomniejszane i poddawane różnorakim manipulacjom – a przecież tak ważne dla naszej tożsamości narodowej, i nie tylko narodowej… Naszą wolność  w 1920 roku obroniło nie pokolenie gigantów, lecz zwykli ludzie, którzy z miłości do Ojczyzny, i dzięki Bożej pomocy, byli równi gigantom. Tylko, czy jeszcze jesteśmy godnymi ich następcami? Kto dojrzał do tej refleksji, niech czerpie z tej strony myślą, wiarą, sercem, i działaniem…

W publikacjach, i wystąpieniach publicznych, dodaję do mojego nazwiska rodowe nazwisko mojej Matki: Uglis. Tym sposobem chwalę obydwoje moich zacnych Rodziców, a jednocześnie odcinam się od tych sześciu Czesławów Wójcików, których nazwiska znajdują się na słynnej liście Wildsteina, kryjącej tajemnice podobne do tych, jakie zna czarna ziemia w alei zasłużonych, gdzie zdarza się nieraz, że ofiary spoczywają obok swoich oprawców.

Czesław Wójcik – Uglis

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.