Czy był Cud nad Wisłą? – cześć II: Modlitwa

Motto:
„Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara” (św. Augustyn).

”Módl się tak, jakby wszystko zależało tylko od Boga – a jednocześnie działaj tak, jakby wszystko zależało od ciebie.: (reguła św. Ignacego Loyoli).

Franciszek Sługocki – „Modlitwa”, płaskorzeźba, odlew w metalu, na pomniku ks. Ignacego Skorupki przy Łódzkiej Archikatedrze. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

ŚWIADECTWO GENERAŁA MAXIMA WEYGANDA.
Gdy 14 sierpnia, kardynał Achille Ratti – nuncjusz papieski w Polsce, a późniejszy papież Pius XI – zapytał francuskiego generała Maxima Weyganda, doradcę szefa polskiego Sztabu Generalnego gen. Tadeusza Rozwadowskiego – jakie są szanse powodzenia operacji? – Weygand odpowiedział: „Wasze modlitwy mogą w tym dniu więcej pomóc niż cała nasza wiedza wojskowa” (cyt. za: A. Zamoyski, „Warszawa 1920”, Kraków 2009, s. 164).
W swoich pamiętnikach Weygand zapisał później: „W kościołach, o każdej godzinie dnia, można było widzieć mężczyzn i kobiety zanurzonych w zapamiętałej modlitwie; to jest właściwe słowo do określenia ich postawy i wyrazu ich twarzy. Wielu pomiędzy nimi, przechodząc przed ołtarzem, kładło się krzyżem na posadzce i błagało w kompletnym samozapomnieniu Tego, co może wszystko. Nigdy nie widziałem ludzi tak modlących się jak w Warszawie” (M. Weygand „La bataille de Varsowie”, fragment pamiętników, cyt. za: Jędrzej Giertych, „Rozważania o Bitwie Warszawskiej 1920 r.” ,Toruń 2000, s.275).

Ulicami przechodziły procesje. Ludzie klękali na chodnikach przed Najświętszym Sakramentem. Kapelani słuchali spowiedzi na peronach kolejowych i placach, gdzie zbierali się żołnierze i młodzi ochotnicy przed udaniem się na front. Generał Józef Haller, dowódca Frontu Północno – Wschodniego, przybliżonego już wtedy na kilkanaście kilometrów od Warszawy, codziennie rano uczestniczył we Mszy i przyjmował Komunię św. Modliła się Jasna Góra, gdzie trwała nieustanna nowenna, której zakończenie zaplanowano na dzień 15 sierpnia. Trwała w Polsce modlitwa powszechna, kto nie mógł walczyć na froncie szturmował Niebo na kolanach, gdyż: Przywiązanie Polaków do ich religii jest znane; jeśli nie są oni wzorem cnót, to są (jednak) gorącymi katolikami.” – pisał jeszcze gen. Weygand (tamże, s. 274 – 275), i „W ten sposób wypełnia się przez olśniewające zwycięstwo Bitwa Warszawska, wspaniałe podźwignięcie się moralne, którego sekretu szukać trzeba przede wszystkim w miłości Polaka do Ojczyzny i jego ufności w Bogu.” (tamże, s. 176).

MODLITWA I ŚWIADECTWO GENERAŁA JÓZEFA HALLERA.
Dowódca Frontu Północno – Zachodniego, gen Józef Haller, jedna z pierwszoplanowych Postaci, które przyczyniły się do polskiego zwycięstwa, po latach, pozostawił takie świadectwo: „W roku 1920, kiedy 14 sierpnia rozpoczynała się bitwa pod Warszawą, modliliśmy się gorąco w całym kraju, zwłaszcza w Warszawie, gdzie w kościele Zbawiciela odprawiana nowenna do Wniebowziętej Bogarodzicy po codziennej Mszy św. przy ołtarzu Matki Boskiej Częstochowskiej ubłagała nam zwycięstwo.” (J. Haller, „Pamiętniki”, Londyn 1964, s. 413).

Haller wspomina również, że w nocy z 12 na 13 sierpnia, po zapoznaniu się z wieczornymi raportami: „[…] zasnąłem z gorącą modlitwą na ustach, z wiarą w pomoc Bożą i z wizją obrony Częstochowy z Jasnogórską Królowa Polski, Matką Bożą, której Wniebowzięcie się zbliżało w dniu 15 sierpnia.” (tamże, s. 226).
A dalej czytamy: „Dnia 14 sierpnia, jak dotąd każdego dnia, byłem obecny wczesnym rankiem na Mszy św. w kościele Zbawiciela, gdzie się rozpoczynała nowenna o uproszenie zwycięstwa.
Podniosły i rozczulający był widok ołtarza Matki Boskiej Częstochowskiej otoczonego sztandarami, w głębokim skupieniu modlącymi się żołnierzami i cisnącymi się do ołtarza wiernymi z wszystkich sfer dla przejęcia Komunii św. Wielu w kościele leżało krzyżem. Podobne nowenny odprawiane były i w innych kościołach, a szczególnie uroczyście w katedrze św. Jana i w kościele O.O. Jezuitów.”
(tamże, s.228).

We wspomnieniach mieszkańców Radzymina znajduje się świadectwo Maksymiliana Lipińskiego o gen. Józefie Hallerze: „To fakt, historyczne zwycięstwo pod Radzyminem poprzedzone zostało gorącą modlitwą wojsk polskich z gen. J. Hallerem pod krzyżem przydrożnym we wsi Cegielnia. 14 sierpnia 1920r. przybył w okolice Radzymina gen. Józef Haller. Tego dnia w godzinach popołudniowych została odprawiona Msza Św. przy krzyżu. Odgłosy burzy wojennej nie zakłócały rozmowy z Bogiem gen. J. Hallerowi i innym dowódcą wojsk polskich. Pod krzyżem rozpostarto dywanik, na którym leżąc krzyżem, modlił się gen. J. Haller. Asystowali jemu dowódcy – gen. Latinik i gen. Rozwadowski.” (M. Lipiński, „Żołnierski krzyż”, [w:] J. Wnuk, „Radzymin Cud nad Wisłą 1920”, Radzymin 2010, s. 55 – 56).
Cegielnia – obecnie południowo – zachodnie przedmieście Radzymina, które jeszcze rano tego dnia było w rękach bolszewików, została oswobodzone wraz z Radzyminem śmiałym polskim kontratakiem. Radość jednak nie trwała długo, gdyż bolszewicy ponownie zajęli Radzymin. Opisane miejsce, w którym odbyła się Msza św. i modlitwa gen. Hallera, znajdowało się około 3 – 4 km. od Radzymina. „W mieście opanowanym przez bolszewików rozstrzeliwano poddających się do niewoli polskich żołnierzy, zabierano mieszkańcom żywność, pieniądze, kosztowności i buty, rabowano sklepy, nie oszczędzono nawet szpitala.” (J. Wnuk, op. cit., s. 9). Obrazu dopełniały palące się domy i prowadzony ostrzał artyleryjski polskich pozycji.
Obecny na tej Mszy św. gen. Franciszek Latinik (1864 – 1949) był dowódcą I Armii WP, która wzięła na siebie główny ciężar obrony Warszawy na Przedmościu Warszawskim, a gen. Tadeusz Rozwadowski (1866 – 1928) był w tym czasie szefem Sztabu Generalnego, co wobec absencji Piłsudskiego oznaczało, że był w tym czasie (12 – 18 sierpnia) nieformalnym, głównym, dowódcą polskich operacji wojennych. 

PRAKTYCZNY CHŁOP – PREMIER WITOS – SARKASTYCZNIE O TŁUMACH MODLĄCYCH SIĘ WARSZAWIAKÓW.
Tłumy modlących się warszawiaków musiały być wielkie, skoro wprawiły w zdenerwowanie premiera Wincentego Witosa, który miał praktyczne, chłopskie podejście do toczących się wydarzeń. Chętniej widziałby tylu ochotników przy pracach fortyfikacyjnych, czy innych zajęciach przyczyniających się do wzmocnienia obrony Stolicy. „Olbrzymie tłumy ludności chodziły procesją z chorągwiami przez dwa dni po ulicach Warszawy, śpiewając pieśni i prosząc Boga o zwycięstwo. Wyszedłem umyślnie do miasta, ażeby się przyjrzeć tym dziesiątkom tysięcy ludzi różnego stanu, wieku i zawodów, które niezmordowanie spacerowały po mieście, ale które ani rusz nie dały się użyć do prac koniecznych dla obrony tak ciężko zagrożonej stolicy.” (W. Witos, „Moje wspomnienia”, cz. II, Warszawa 1990, s. 95).
Premier Witos wdał się w rozmowę z jednym z starszych uczestników tych modłów, którego uznał za dobrze zorientowanego w aktualnej sytuacji zagrożenia. Na stwierdzenie Witosa, że nie należy wszystkiego zwalać na Boga, tylko samemu pracować, ten starszy mężczyzna „[…] oburzył się i odrzekł, że to takie bezbożne gadanie, bo bez woli bożej nic się na świecie stać nie może.” (tamże).

Przez analogię do ewangelicznej przypowieści o Marii i Marcie (Łk 10, 38 – 42) można się tu zastanawiać, kto obrał „lepsza cząstkę”?
Wiele w tej sprawie wyjaśnia biblijna relacja o walce Izraelitów z Amalekitami w czasie powrotu Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Zacytujmy ten fragment Biblii, aby lepiej poznać zależność walki i modlitwy:
„Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. Tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.”
(Wj 17,8-13).

Wszystkie polskie wojska były już w tym czasie rozdysponowane. Rezerw niewiele, lub wcale – czego dowodem było skierowanie, może najsłabszego w całym Wojsku Polskim ochotniczego batalionu, utworzonego w dwa tygodnie z warszawskiej młodzieży, który został użyty do załatania wyrwy we Froncie pod Leśniakowizną – Ossowem. Tam najsłabsi powstrzymali najsilniejszych, bo w tym czasie trwała gorąca modlitwa w Warszawie, na Jasnej Górze i w wielu innych miejscach.
Modlącym się Mojżeszem był lud Warszawy i całej Polski. Czerwony Amalekita został powstrzymany.

MODLITWA JASNEJ GÓRY.
Narastające złe wieści wojenne pobudzały ożywienie religijne i szukanie nadziei w Boskiej Opatrzności. W lipcu Jasna Góra stała się celem wzmożonej ilości pielgrzymek. Przybywali tutaj także żołnierze udający się na front, aby powierzyć swój los Matce Najświętszej.

Ojcowie paulini 14 lipca skierowali swój pierwszy apel do Narodu Polskiego, opublikowany na łamach „Gońca Częstochowskiego” i w licznych ulotkach, który przez pątników docierały do społeczeństwa. W odezwie odwoływali się do słów wielkiego Kordeckiego: „W Bogu nadzieja i Najświętszej Pannie” (Z. S. Jabłoński ZP, „Jasna Góra w odradzającej się Polsce 1918 – 1921”, Częstochowa 1998, s. 114).
Drugą odezwę do społeczeństwa skierował w imieniu Jasnej Góry o. Alfons Jędrzejowski – zasłużony obrońca wiary i polskości jeszcze w czasach carskich. Ukazała się ona również w „Gońcu Częstochowskim” 21 lipca. Było to wezwanie do większej aktywności społeczeństwa polskiego w sprawę zagrożonej wolności.

Ważne wydarzenie nastąpiło 27 lipca, gdy na Jasnej Górze zebrali się polscy biskupi na Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, pod przewodnictwem kardynałów Aleksandra Kakowskiego i Edmunda Dalbora.
Dokonali oni poświęcenia Polski Najświętszemu Sercu Jezusa i ponownie obrali Najświętszą Maryję Pannę na Królowa Polski: „Najświętsza Panno Maryjo […] Tutaj na Jasnej Górze, gdzie każdy kamień głosi cuda Twojej nad narodem naszym opieki, wyciągany ku Tobie, Matko litościwa, błagalne ręce, abyś w ciężkiej kraju naszego potrzebie przyszła nam z pomocą.” ( tamże, s. 116).
W tym samym dniu biskupi skierowali odezwę do Narodu Polskiego, w której postawiono za wzór garstkę ochotników z 1655 roku, broniących Jasnej Góry przed szwedzka nawałą. Biskupi zachęcali do ufności w opiekuńcza pomoc Maryi oraz apelowali o wstępowania do Armii Ochotniczej. Odezwa ta odbiła się szerokim echem w społeczeństwie i miała z pewnością swój udział w dużym naborze ochotników.

Największe natężenie modlitewne na Jasnej Górze nastąpiło od 7 sierpnia, gdy rozpoczęła się nowenna błagalno – pokutna, której zakończenie przewidziano na dzień 15 sierpnia – święto Wniebowzięcia Najświeższej Maryi Panny. „Liczba wiernych była tak wielka, że nabożeństwo przeniesiono z bazyliki na plac pod Szczytem. Tysiące ludzi leżało krzyżem na wielkim placu przed Jasna Górą, błagając Matkę Bożą Królowę Polski o wstawiennictwo i ratunek dla ojczyzny. W tych nabożeństwach uczestniczył także cały konwent paulinów. Każdego dnia przekazywano obecnym najświeższe wiadomości z toczonych na froncie walk. […] Gdy na zakończenie nowenny 15 sierpnia 1920 roku przeor P. Markiewicz powiadomił uczestników o zwycięstwie, że Maryja wysłuchała próśb narodu – zebranych na placu opanował niezwykły entuzjazm. Uczestnicy nabożeństwa płakali z radości i rzucali się sobie w ramiona. Wołano: „Stał się cud”. (Tamże, s. 118 – 120).

MODLITWA KOŚCIOŁA.
Potężna modlitwa trwała nie tylko w zagrożonej Warszawie i na Jasnej Górze, modliła się Polska i Kościół Powszechny, gdyż biskupi polscy skierowali 7 lipca list do Ojca Świętego Benedykta XV i osobny list do Episkopatu świata.
Do papieża pisali: „Ojcze Święty! Ojczyzna nasza od dwóch lat walczy z wrogiem Krzyża Chrystusowego, z bolszewikami. Odradzająca się Polska, wyczerpana czteroletnimi zmaganiami się ościennych państw na jej ziemiach, wyniszczona obecną wojną, zdobywa się na ostateczny wysiłek. Jeżeli Polska ulegnie nawale bolszewickiej, klęska grozi całemu światu, nowy potop ją zaleje, potop mordów, nienawiści, pożogi, bezczeszczenia Krzyża.
Ojcze Święty, w tej ciężkiej chwili prosimy Cię, módl się za ojczyzna naszą. Módl się, abyśmy nie ulegli i przy Bożej pomocy murem piersi własnych zasłonili świat przed grożącym mu niebezpieczeństwem.
Wierzymy mocno, że modlitwy świata całego, o które prosiliśmy Czcigodnych Braci Biskupów, wsparte modlitwą Zastępcy Chrystusa na ziemi, wysłuchane zostaną i upragniony pokój dadzą światu całemu.
U stóp Twoich wołamy: Ojcze Chrześcijaństwa, błogosław Polskę.”
(cyt. za: „Kościół w czasie wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920”, red.M. M. Drozdowski, A. Serafin, Warszawa 1995, s. 96 – 97).
Odpowiedzią na tą prośbę był apel Benedykta XV do biskupów całego Kościoła, o modlitwę za walczącą Polskę. (zob. „List Ojca Św. Benedykta XV do kardynała Bazylego Pompoli”, tamże, s. 41 – 42).
Papież Benedykt XV, w swoim liście do biskupów polskich z 8 września 1920, czyli już po polskim zwycięstwie w Bitwie Warszawskiej, napisał: „[…] pomyślny ten obrót przypisujemy zaleconym przez nas po całym katolickim świecie modłom publicznym za Polskę. Nigdy bowiem nie wątpiliśmy, że Bóg będzie przy waszym narodzie, ile że tak świetnie w ciągu wieków religii się zasługiwał, a zapowiedzieliśmy publicznie obchody błagalne wtenczas, kiedy prawie powszechnie o ocaleniu Polski zrozpaczono, a wrogowie też ilością i powodzeniem odurzeni, to między sobą to bluźniercze pytanie stawiali: „Gdzie jest Bóg ich?”” („List Ojca Św. Benedykta XV do biskupów polskich o znaczeniu Bitwy Warszawskiej” (tamże, s. 42).

Bóg jest tam, gdzie jest przywoływany gorącą modlitwą. W połowie sierpnia 1920 roku roztoczył nad Polską, na prośbę Matki Najświętszej i Kościoła Powszechnego, nadzwyczajną łaskę pomocy w toczonej drugi rok wojnie.
Jak to się stało pozostaje tajemnicą Boga, gdyż jak powiedział św. Augustyn „Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara”.
Ci, którzy nie mają wiary, chcą na wszelkie sposoby znaleźć sposób; jak to się stało? Robią to czasami nawet nie wyłączając kłamstwa. Ale to już temat osobny, na osobny wpis.

Czesław Wójcik – Uglis.

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.