Czy był Cud nad Wisłą? – cześć III: Zasługa ks. Ignacego Skorupki

Motto:
„Gdybyś pojął sposób, nie byłoby cudu. Tam gdzie zawodzi rozum – buduje wiara” (św. Augustyn).

KS. IGNACY SKORUPKA W CENTRUM CUDU NAD WISŁĄ

„1920” – fragment prawej strony tryptyku „1830 – 1863 – 1920”, przy południowym wejściu do Sanktuarium p. w. Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Św. Jana Pawła II. Ryt w kamieniu, odwzorowanie obrazu Jerzego Kossaka „Cud nad Wisłą”. Wielkość fragmentu na zdjęciu około 3 x 4 m. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis.

LOGIKA POMOŻE PRZYBLIŻYĆ SIĘ DO ISTOTY PROBLEMU.
Zacznijmy od cytatu ze wspomnień kardynała Aleksandra Kakowskiego – w tamtym czasie ordynariusza Archidiecezji Warszawskiej, który wspominając wydarzenia z sierpnia 1920 roku pisał o pozytywnym odzewie księży i seminarzystów na jego apel, aby zasilali szeregi armii jako kapelani i sanitariusze:
„Między innymi poszedł i ksiądz Skorupka, młody i pięknej powierzchowności kapłan, który jeszcze piękniejszą miał duszę.” ( A. Kakowski, „Cud nad Wisłą. Wspomnienia”, [w:]  J. Kisz, „Ksiądz Ignacy Skorupka – bohater narodowy”, Marki 2007, s. 109).
I pyta dalej kardynał: „Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi innymi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.” (tamże, s.109 – 110).

NAJSŁABSI PRZECIW NAJSILNIEJSZYM.
Zatrzymajmy się nieco w tym miejscu, pomoże to dalej zauważyć, że jest logiczny ciąg myślowy, który pozwala umiejscowić dzieło i śmierć ks. Ignacego Skorupki w centrum Cudu nad Wisłą.
Przez sześć tygodni, na Froncie Północno – Zachodnim Polacy cofają się przed napierającą Armią Czerwoną. I jeśli nawet były po drodze chwilowe zwycięstwa, to zaraz następowało po nich dalsze cofanie się naszych wojsk.
W tej bitwie, stoczonej w wigilię święta Wniebowzięcia Matki Bożej, bolszewicy zajmowali na krótki czas tylko wschodnią część Ossowa, ale nie mogli zdobyć tej wsi, przez którą prowadziła jedna z możliwych dróg na Warszawę.
Wielogodzinny opór stawili im głównie młodociani i niewyszkoleni ochotnicy I Batalionu 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, im. Weteranów 1863roku, mimo, że po stronie rosyjskiej atakowali ich strilci (strzelcy) z najlepszych formacji bolszewickich; 79 Brygady Chachaniana, z 27 „Żelaznej” Dywizji Władymira Putny, 16 Armii Iwana Smolina.

JAKA TO BYŁA BITWA?
Gdy przed laty wchodziłem w temat Cudu nad Wisłą, i czytałem pierwsze artykuły, takie rocznicowe laurki o Bitwie pod Ossowem, to na ich podstawie utworzył się bardzo fałszywy; nostalgiczno – pseudopatriotyczny obraz tej bitwy; było ciężko, ale nie było tak źle; poszli młodzi; pokrzyczeli hura; polało się trochę krwi – ale zwyciężyliśmy…

Opowiadał mi kiedyś mój znajomy, który mieszkał z rodziną pod lasem, że mieli tam kawałek pola, na którym uprawiali ziemniaki. Na to pole przychodziły dziki i niszczyły ich uprawę. Ale mieli też dużego psa wilczura, który pilnował całego obejścia. Którejś nocy usłyszeli jego zajadłe szczekanie. Trwało to długo, jakby prowadził z kimś walkę. Nie chciało im się wychodzić z ciepłych łóżek. Poszli zobaczyć, co tam się działo, gdy już się rozwidniło.

Widok był zdumiewający. Zobaczyli duży, okrągły, udeptany plac, na którym, po jednej stronie leżał ziejący, zmęczony pies, a po drugiej stronie pokrwawiony, ale żywy dzik. Żadne ze zwierząt, umęczone do granic wytrzymałości, nie miało siły, aby dalej walczyć. Tak leżeli i pilnowali się wzajemnie.
Ten obrazek z życia leśnych ludzi, może będzie przydatny do poznania prawdziwego obrazu Bitwy pod Ossowem, gdzie brawura i męstwo obrońców przeplatały się z ich słabością i bezgranicznym zmęczeniem. Tam gdzie była składana Ojczyźnie najwyższa ofiara krwi i młodego życia. Tak napisał o tym dowódca tej Bitwy por. Mieczysław Słowikowski – późniejszy generał na wychodźstwie:
”Czasami zalegała wieś kompletna cisza, by wybuchnąć następnie kanonadą ognia ze zdwojoną siłą. W tej gorączce walki nie myślano o niczym innym, jak tylko o zatrzymaniu wroga i nie dopuszczeniu go do Warszawy. Nie było czasu na posiłek. Żołnierze nic nie mieli w ustach przez cały dzień. Walka we wsi trwała ze zmiennym szczęściem przez cały dzień.
Kompanie nieraz musiały cofać się pod naciskiem bolszewickiego ataku. Zryw ponownego kontrataku wyrzucał znowu wroga ze wsi. Był to kontredans bitwy, który powtarzał się kilkakrotnie.
Widziałem jak upadający ze zmęczenia, lub leżący na ziemi bez ruchu ochotnik, na sygnał naszego szturmu, rzucał się jak nieprzytomny na przód z bagnetem w ręku odzyskując siły po prostu cudem.”
(M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964, s. 47).
Ochotniczy batalion zapłacił za swą niezłomność wielką danina krwi i życia. Z około 800 żołnierzy przed Bitwą, brakowało po niej około 300. Ale wytrzymali do nadejścia odsieczy, po której bolszewicy wycofali się z pola bitwy, i wroga nie przepuścili.

DUCH PRZECIW MATERII – ZASŁUGA KS. IGNACEGO.
Jaka musiała być duchowa formacja tych młodych ochotników – ich, jak mówią wojskowi; morale – czyli duch walki, aby tak walczyć, mimo braku doświadczenia, nie wyszkolenia i słabego uzbrojenia?
Na to pytanie daje odpowiedź dowódca Batalionu por. Słowikowski. Gdy ten otrzymał już przydział na kapelana 236. PP, por. Słowikowski przydzielił ks. Ignacemu jedną z klas w zajmowanym budynku szkolnym na urządzenie kaplicy.
”Ks. Skorupka przy pomocy chętnych ochotników urządził w niej małą kapliczkę z ołtarzem i zaraz rozpoczął pracę. Co dzień rano odprawiał Mszę św. Spowiadał ochotników wolnych od zajęć. Był przez cały dzień razem z żołnierzem. Poznawał jego troski i kłopoty. Udzielał rad, a na specjalnych pogadankach i kazaniach umacniał wiarę w zwycięstwo, w słuszność naszej sprawy.
Muszę stwierdzić, że miał duży i dobry wpływ na ochotników, którzy przykładali się teraz z jeszcze większą ochotą do ciężkiej pracy żołnierskiej. […]
Był on przeniknięty głęboka wiarą w zwycięstwo, w słuszność naszej świętej sprawy. Wierzył, że Bóg jest po naszej stronie, a przede wszystkim ufał w opiekę Królowej Polski, Matki Boskiej Częstochowskiej.
Upewniał mnie, iż dzień naszego zwycięstwa jest bliski. Według jego przeczucia będzie to dzień święta Matki Bożej.
Przeczuwał to, co stało się w rzeczywistości i to bardzo niedalekiej.”
(tamże, s. 26 – 27).
O swoim uznaniu dla ks. Skorupki, Słowikowski rozmyślał po zakończeniu Bitwy:
”Noc z 14 na 15 sierpnia spędziłem razem z ochotnikami w okopach by dać przykład, iż oficer dzieli wszystkie trudu i znoje wojenne.
Gdy w nocnej ciszy rozmyślałem nad ciężkim bojem i nad całością wydarzeń dnia doszedłem do przekonania, iż zwycięstwo zawdzięczamy przede wszystkim wielkiej i ofiarnej pracy ks. Skorupki by zaszczepić w sercach ochotników wiarę w zwycięstwo i pomoc Boską. Czyż to nie silna wiara trzymała ich i kazała walczyć do upadłego? Słabo wyszkoleni, nie umiejący strzelać, ani walczyć bagnetem, szli do szturmu jak starzy żołnierze.
Ojcem duchowym zwycięstwa był kapelan.”
(tamże, s 52).

Słowikowski kończy swoja książkę o Bitwie pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki ubolewaniem, że w różnych publikacjach na temat księdza „Nigdzie nie wspomniano, że to on wpajał w serca ochotników wiarę w nasze zwycięstwo, wiarę w pomoc Najświętszej Maryi Panny. Że to on głosił, iż dzień 15 sierpnia, dzień święta Wniebowzięcia, będzie dniem naszego zwycięstwa.
Czy nie spełniło się to, w co wierząc święcie, przepowiadał?
Odszedł w przeddzień naszego wielkiego zwycięstwa.
Zwycięstwo w boju pod Ossowem dnia 14 sierpnia to wynik ofiarnej kapłańskiej pracy.
Ofiara życia złożona u stóp Bożego Tronu, uprosiła pomoc Matki Bożej dla „Cudu nad Wisłą”.”
(tamże, s. 61).

ROZPRZESTRZENIANIE SIĘ WIEŚCI O ŚMIERCI KSIĘDZA IGNACEGO SKORUPKI.
Błyskawicznie rozeszła się wieść o chwalebnej śmierci księdza kapelana na pierwszej linii frontu. Najpierw w 236 Pułku i 8 Dywizji, później w innych oddziałach wojska dzięki meldunkom sytuacyjnym Dowództwa Frontu Północnego. Pierwszy meldunek z dnia 15 sierpnia, mówiący o walkach pod Ossowem i Leśniakowizną donosił: „Ciężko ranny i zaginiony ppor, Haber, zabici ppor. Makarewicz [Matarewicz – CWU] oraz kapelan, ksiądz Ignacy Skorupka, który w stule i z krzyżem w ręku prowadził tyralierę do ataku.” („Bitwa Warszawska 13 – 28 VIII 1920, dokumenty operacyjne” – część I (13 – 17 VIII”, red. M. Tarczyński, Warszawa 1995, s.195, zob. także s. 222 i 298).
Dla ścisłości dodajmy, że wymieniony w tym komunikacie por. Stanisław Matarewicz – z oficjalną nominacją na dowódcę I/236.PP, AO, nie został zabity, jak mylnie podaje ten komunikat, ale na początku bitwy zmarł na zawał serca. Automatycznie przejął po nim dowództwo nad Batalionem dowódca i Kompanii– ppor. Mieczysław Słowikowski.

Uroczysty pogrzeb ks. Skorupki i prasa warszawska, przyczyniły się również do szerokiego rozgłosu o śmierci ks. Skorupki, a poza Warszawą najszybciej rozchodziły się wiadomości wojenne podawane z ust do ust. Wspominał o tym M. Słowikowski, że: „Widocznym było, że wiadomość o śmierci ks. Skorupki lotem błyskawicy rozeszła się po całym kraju, niewątpliwie przyczyniając się do ogólnego zapału jaki ogarnął naród.” (M. Słowikowski, op. cit., s. 55).

POCZĄTEK CUDU.
Już w nocy, z soboty na niedzielę (14 na 15 sierpnia) na Przedmościu Warszawskim nastąpiły pomyślne wydarzenia, zmieniające dramatyczną sytuację frontowa. Jak czytaliśmy wyżej; obsadzony został przez żołnierzy zwycięskiego batalionu, dowodzonego przez por. Słowikowskiego, odcinek Frontu pod Leśniakowizną.
Kilkanaście kilometrów na północny – zachód od Ossowa; w rejonie Wólki Radzymińskiej, nastąpił o godzinie pierwszej w nocy spontaniczny atak batalionu dowodzonego przez por. Stefana Pogonowskiego w kierunku na Kąty Węgierskie.

Intuicyjnie, bez jednoznacznego rozkazu, Pogonowski zaatakował wysunięte na zachód duże zgrupowanie bolszewików, którzy pod osłoną nocy przemknęli między polskimi dywizjami z Wólki Radzymińskiej, przez Aleksandrów i Izabelin w bliskie sąsiedztwo Pragi (około 10 km w linii prostej od Wisły).
Było to nieplanowane uderzenie (jak twierdzi wielu autorów, wśród nich dowódca Pogonowskiego gen. Lucjan Żeligowski) w najczulszy punkt rosyjskiego Frontu. Przyniosło ono znamienne przetasowanie sytuacji frontowej na Przedmościu. Dwudziestopięcioletni porucznik Stefan Pogonowski – syn Ziemi Łódzkiej – podobnie jak ks. Skorupka, zapłacił za to życiem.
Niezwykle pomyślne wydarzenia nastąpiły w niedzielę 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia. Na Przedmościu odzyskano ostatecznie Radzymin i rozpoczęło się spychanie bolszewików na Wschód własnymi siłami, jeszcze bez współdziałania z Grupą Manewrową znad Wieprza, z którą nawiązano kontakt taktyczny dopiero we wtorek 17 sierpnia w rejonie Mińska Mazowieckiego.
Niezwykłe wydarzenia nastąpiły 15 sierpnia nad Wkrą, gdzie 5 Armia gen. Władysława Sikorskiego toczyła zaciekłą walkę z przeważającymi siłami trzech Armii bolszewickich i Korpusu Konnego Gaja Brzyskiana. Gen. Sikorski również własnymi siłami powstrzymał bolszewicki marsz przez Północne Mazowsze na Zachód. A zaszły tam również wydarzenia wskazujące na niezwykłą pomoc Nieba. Ale to temat na osobne opracowanie.
Przez następne dni, do 26 sierpnia, trwał pościg za uciekającym nieprzyjacielem.

Tak nastąpił etap ucieczki bolszewików przed Polakami, o którym mówił cytowany na początku kard. Aleksander Kakowski.
Polskie zwycięstwo rozpoczęło się od zwycięskiej Bitwy pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki rankiem 14 sierpnia – wtedy właśnie rozpoczął się Cud nad Wisłą.

PROSTE WNIOSKI LOGICZNE PRZY PRAWIDŁOWYM ZAŁOŻENIU.
1. Skoro komunizm i jego bolszewicka wersja był satanizmem w działaniu,
( zob. uzasadnienie tutaj http://cud1920.pl/2140/czy-byl-cud-nad-wisla-czesc-i-satanistyczne-zagrozenie-i-zapowiedzi-pomocy-z-nieba )
to w 1920 roku nie byliśmy w stanie sami, ludzkimi siłami, pokonać tego satanistycznego ataku nadciągającego ze Wschodu, bo człowiek i ludzkość, nie jest zdolna do samodzielnego pokonania szatana – tego podstępnego i przebiegłego złego ducha. Ludzie mogą go pokonać tylko przy współdziałaniu z Bogiem, i tylko przy pomocy Boga.
Tak więc, jeśli w sierpniu 1920 roku mieliśmy pokonać ten diabelski atak, to tylko przy pomocy Nieba. I to jest pierwszy, ważny krok do zrozumienia, czym był Cud nad Wisłą i jaka była jego istota.

2. Wobec szatańskiego zagrożenia w połowie sierpnia 1920 roku, Polska otrzymała pomoc z Nieba, zapowiedzianą wcześniej przez Najświętszą Maryję i ks. Ignacego Skorupkę.

3.
Wśród wielu niezwykłych wydarzeń, układających się w ciąg pomyślnych zdarzeń dla polskiej strony, które po ludzku rzecz biorąc nie powinny były zaistnieć, zdumiewa niezwykły przebieg Bitwy pod Ossowem, gdzie najsłabsi powstrzymali najsilniejszych.

4. Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Ossowem i w dziejach wojny1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami.”prosto i logicznie stwierdził kard. Aleksander Kakowski, gdyż od Ossowa nie było już cofania się Polaków.

5. Pod Ossowem bolszewików powstrzymali młodzi ochotnicy z Warszawy i Mazowsza, którzy, choć słabi, taktycznie nie wyszkoleni i źle uzbrojeni, stawili skuteczny opór jednemu z najsilniejszych oddziałów wroga.
Zadecydowała o tym ich mocna postawa duchowa, którą formował ich kapelan ks. Ignacy Skorupka, zaszczepiał wiarę w polskie zwycięstwo i pomoc Matki Najświętszej.

6. Ojcem duchowym zwycięstwa był kapelan.” – stwierdził dowódca Batalionu, por. Mieczysław Słowikowski. Oznacza to, że bez tej wielkiej pracy duchowej ks. Skorupki nie byłoby zwycięstwa pod Ossowem, gdyż młodzi ochotnicy tylko swoją wielką wolą walki i wielkością ducha przeważali nad zdziczałą siłą atakującego wroga.

7. W wielkiej Bitwie Warszawskiej, w sierpniu 1920 roku, prócz materialnego oręża, większa rolę odgrywało tak zwane morale – czyli wola walki. A tą żołnierz zyskuje przez właściwą formacje duchową. Właśnie nad tym pracował z wielkim poświęceniem wśród młodych ochotników ks. Skorupka.

8. Bez ks. Ignacego Skorupki nie byłoby zwycięskiego Ossowa. Może byłyby inne ważne miejsca zwycięskiego heroizmu Polskiego Wojska, ale z wyboru Boskiej Opatrzności, na prośbę Matki Najświętszej, wybór padł na Ossów. Na bohaterski, choć tak słaby Ochotniczy Batalion, na wspaniałego ich dowódcę por. Mieczysława Słowikowskiego, który przeżył, i na szczególną Osobę kapelana ks. Ignacego Skorupkę, który oddał za to zwycięstwo i za ten wielki przełom bitewny, swoje życie.

9. Ks. Ignacy Skorupka i młodzi ochotnicy z bohaterskiego I Batalionu, 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, im. Weteranów 1863 roku, oraz zwycięska Bitwa pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 roku znalazły się w centrum Cudu nad Wisłą.

10. Wielką rolę w tym zwycięstwie miała także w dniach tego przełomu gorąca modlitwa o zwycięstwo, zanoszona do Boga w Warszawie, Częstochowie, w całej Polsce i w całym Kościele Powszechnym.

Czesław Wójcik – Uglis
Ten tekst będzie jeszcze poprawiany i uzupełniany

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.