W drodze do Ossowa

Marsz 1 batalionu 236 pułku piechoty Armii Ochotniczej imienia Weteranów 1863r., na swój pierwszy bój, odbywał się w atmosferze szczególnego złączenia uczuć patriotycznych i religijnych.

W zasadzie był to 2 batalion, tego samego pułku, gdyż 1 (sensu stricto) również utworzony przez ppor. Mieczysława Słowikowskiego, odmaszerował na Front z końcem lipca. Na polecenie przełożonych, nie wyleczony jeszcze z ran ppor. Słowikowski w ciągu dwóch tygodni utworzył z warszawskich ochotników, w przewadze z młodzieży, nowy batalion, który przyjął imię „Weteranów 1863r.”. Nastąpiło to, po tym, jak sędziwi weterani Powstania Styczniowego przekazali im swój sztandar bojowy z 1863r. W niektórych opracowaniach ten batalion jest oznaczony jako 2, tutaj, za Mieczysławem Słowikowskim pozostaje jako 1 – z pełna nazwą jak wyżej.
Dla pełniejszego zobrazowania sytuacji, trzeba jeszcze dodać, że pierwotnym zadaniem tego batalionu miało być pilnowanie porządku na ulicach Warszawy w krytycznych dniach sierpnia. Fakt skierowania tego, siłą rzeczy nie najlepiej wyszkolonego, batalionu na Front, i to w najbardziej zagrożony w tym czasie na przedmościu warszawskim rejon Leśniakowizna – Ossów, dowodzi wyczerpania odwodów, i wskazuje na dramatyzm tej sytuacji. Jej niezwykłości dodaje jeszcze zdumiewający fakt, że to Ci najsłabsi, niedoświadczeni ochotnicy, przez wiele godzin będą powstrzymywać atak najsilniejszych, najbardziej doświadczonych oddziałów bolszewickich, i do nadejścia odsieczy, nie pozwolą im wtargnąć na tyły naszego Frontu. Fakt ten od samego początku był pomijany, niejako skazany na niepamięć.

Ale na razie jest piątek, 13 sierpnia – dzień ich wymarszu ze Stolicy. Na Pradze żegnały ich tłumy mieszkańców, rodziny i bliscy. Szli pełni zapału, w dobrych nastrojach, śpiewając piosenki legionowe i patriotyczne. Po drodze, w Ząbkach, w tamtejszym kościele, ks. Skorupka odprawił nabożeństwo dla żołnierzy. I tu znów, podczas kazania powtórzył zapowiedź bliskiego zwycięstwa. Od Rembertowa, z powodu bliskości Frontu, marsz odbywał się w ciszy. Już nocą, przed Ossowem, napotkali wozy z rannymi. Ppor. Mieczysław Słowikowski – dowódca batalionu po śmierci por. Stanisława Matarewicza, pozostawił po tym spotkaniu w swoich wspomnieniach dokładne, sporządzone z precyzją wojskowego obserwatora, świadectwo:
Na jednym z wozów ks. Skorupka znalazł ciężko rannego, nieprzytomnego żołnierza, który jęczał cicho. Ksiądz wyjął z małej walizeczki, którą niósł w ręku i szybko włożył na siebie komżę i stułę. W śród nocnej ciszy przy blasku księżyca, przy cichej modlitwie całego klęczącego baonu, udzielił ciężko rannemu rozgrzeszenia i ostatnich św. Sakramentów.
Patrzyłem na twarz rannego, który odzyskał przytomność i zrozumiał co się dzieje. Zobaczył nad sobą uduchowioną twarz sługi Bożego. Usłyszał słowa modlitwy i poczuł na sobie oleje święte. Widziałem zachodzącą przemianę w twarzy żołnierza, która wykrzywiona bólem wypogodziła się i nabrała jasności. Ucichł wydobywający się z piersi jęk, a oczy zabłysły dziwnym blaskiem. Zdawało mi się, że jasność zstąpiła z nieba i ogarnęła żołnierza.
Ksiądz udzielił błogosławieństwa wszystkim rannym. Odmówił za nich modlitwę powtarzaną w cichości przez batalion
. (Mieczysław Z. Słowikowski, Bój w obronie Warszawy i śmierć ks.I. Skorupki, Londyn, 1964, s. 34 – 35).
Wozy powiozły rannych na dalekie zaplecze Frontu, na punkty opatrunkowe i do szpitali, a ochotnicy poszli do wsi, ku swemu przeznaczeniu…, do bliskiego już, rozstrzygającego boju.

Czesław Wójcik – Uglis, „Początek Cudu”, w przygotowaniu.


← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.