Palec Boży i ogon diabła

Znalazłem niedawno na stronie Powiatu Wołomińskiego artykuł Teresy Urbanowskiej „Sanktuarium w Ossowie” http://www.zyciepw.pl/sanktuarium-w-ossowie napisany jeszcze w sierpniu 2007 roku, w którym znalazła się informacja, że biskup gen. Leszek Sławoj Głódź,  podczas uroczystości obchodów zwycięstwa nad bolszewikami w 1920 roku, odczytał dekret, którym powołał ośrodek duszpasterski w Ossowie oraz Sanktuarium Matki Bożej Zwycięskiej. Decyzja ta była realizacją pragnienia Błogosławionego Jana Pawła II, wyrażonego po jego pobycie w 1999 r. w Radzyminie i przelocie helikopterem nad polami Ossowa, gdzie 14 sierpnia 1920 r. poległ od bolszewickiej kuli ks. Ignacy Skorupka. Ta decyzja pozostaje również w zgodzie z pragnieniem wiernych z tego regionu, którzy przechowali pamięć i rozwijali przez lata komuny skrywany kult bohaterskiego kapłana. Sam ten artykuł, chociaż ważny, pewnie nie stałby się powodem przywołania go na tej stronie, gdyby nie dwa znajdujące się pod nim komentarze:

sceptyk napisał:
I tak oto Kościół przywłaszcza sobie wojenne dokonania polskich generałów i Marszałka. Niedługo się okaże, że wszystkie wygrane bitwy to był cud (bo np. zginął ksiądz), a za te przegrane odpowiadają świeccy.

Anna napisała:
Z całą mocą należy podkreślić iż w tym temacie nasz Kościół Katolicki jest w pełnym prawie, albowiem, w polskich zwycięstwach są silne elementy cudów i mocy Matki Boskiej Zwycięskiej. Temat fascynujący i cudowny ale widocznie niewidoczny dla sceptyków.
Polecam historię kultu Matki Boskiej Zwycięskiej (i to nie tylko w Polsce) oraz żywot wielkiego Polaka św.Jacka Odrowąża, który kult Matki Boskiej Zwycięskiej w swej apostolskiej, dominikańskiej działalności ogromnie umocnił i poszerzył na obszarach Północnej Europie.Szczęść Boże.

Te dwa, tak skrajnie różniące się głosy, skłoniły mnie do wyrażenia opinii w tej ważnej sprawie:

Tam gdzie pojawia się Palec Boży, widać też merdający ogon szatana. Dziękuję Pani Anno za wartościowy wpis. Szczególnie za podkreślenie roli kultu Matki Bożej Zwycięskiej i przypomnienie postaci św. Jacka Odrowąża. Pana Sceptyka zachęcałbym do poszukiwania przyczyn swojego sceptycyzmu. Sceptycyzm, bowiem sam w sobie, nie jest ani dobry, ani zły. Zależy jak go użyjemy; jeśli prawidłowo, to przybliży nas do prawdy; jeśli źle – zwłaszcza w połączeniu z ignorancja i złośliwością – popycha nas w objęcia głupoty, agresji i fałszu. Zachęcam Pana również do poszerzenia swojej wiedzy o Bitwie Warszawskiej, do poznania pełnej prawdy o tym wydarzeniu.
A co do Marszałka, wtedy jeszcze nie Marszałka, to 12 sierpnia 1920 roku, tuż przed rozpoczynającą się bitwą, złożył On na ręce Premiera Witosa pisemną rezygnację z obu pełnionych funkcji; Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, i na 6 dni zszedł z głównej sceny toczącego się dramatu. Nie było go w tym czasie w Naczelnym Dowództwie w Warszawie, gdyż najpierw udał się w sprawach osobistych, aż pod Tarnów, później dołączył w rejonie Dolnego Wieprza do wojsk tak zwanej Grupy Uderzeniowej, przygotowującej kontratak. Zajmował się tam sprawami drugorzędnymi, co łatwo sprawdzić w jego książce „Rok 1920”, i nie w takiej skali, która by pozwalała objąć całość toczącej się bitwy. Z informacji wielu świadków wynika, że Józef Piłsudski przechodził w tym czasie dosyć poważny kryzys psychiczny. Osobnym zagadnieniem jest, czy był to rodzaj depresji, wynikły z przemęczenia i napięcia nerwów, czy również utrata wiary w zwycięstwo?
Pytanie to, choć trudne, trzeba stawiać nie dla jakichś wąskich racji, lecz z pragnienia poznania całej prawdy o tej sprawie. Jego apologeci starają się pomijać  milczeniem dymisję i tą okresową pasywność, a jeśli ją podejmują, to stosują nieprzekonujące tłumaczenia.
Ale co ciekawe: Bóg i tą słabość przekształcił na użyteczne dobro dla polskiego zwycięstwa. Bo w tym czasie, będącym dla ludzi wiary czasem niewatpliwej łaski Nieba dla Polski – także i wiele błędów, słabości, pomyłek i wydarzeń nie planowanych na polskiej stronie, przyczyniło się do naszego zwycięstwa
18 sierpnia, gdy już siłami obrońców Stolicy odpędzono bolszewików poza Mińsk Mazowiecki i w okolice Wyszkowa, Józef Piłsudski powrócił do Stolicy w glorii zwycięzcy, którą później skwapliwie podtrzymywał, a z wielką gorliwością czynili to później ludzie z Jego obozu.
Pomijając skrajne opinie na temat Jego Osoby, i nie umniejszając faktu, że był wielkim politykiem i mężem stany, to – jak każdy człowiek – zwłaszcza w Jego sytuacji – doznawał brzemienia chwili; zmęczenia, strachu, ciężaru odpowiedzialności, aż do niezdolności działania. I nie powinno być to powodem pomniejszania jego Osoby, ale również nie powinno być powodem gloryfikacji, tam gdzie gloryfikacja nie przysługuje. Szczególnie należałoby się wystrzegać świętokradczego przywłaszczania blasku świętości i chwały, która tutaj najbardziej przysługuje bohatersko poległemu Księdzu Ignacemu Skorupce, a jeszcze bardziej Królowej Polski – Najświętszej Maryi Pannie – która to zwycięstwo zapowiedziała.
Przykładem takiej świętokradczej myśli, a i kompromitującego zaślepienia, mogą być poglądy pewnego znanego profesora historii, skądinąd człowieka zasłużonego i godnego szacunku, który głosił równości Józefa Piłsudskiego i Błogosławionego Jana Pawła II, i chciał zbudować Im wspólny pomnik, a jednym z argumentów miałby być wspólny skrót „JP”. Kto wie, czy tak popełniany grzech, nie zaciążył wcześniej nad osobistym losem Marszałka i późniejszym dramatem Polski?
Niegodna inteligentnego umysłu bezmyślność, i powstające przy niej dziwne swawole myśli, krętactwa, i machinacje, nie są tylko doświadczeniem naszego czasu. Potwierdzeniem tego może być wyssane z palca kłamstwo historyka związanego z obozem piłsudczykowskim Władysława Poboga – Malinowskiego, według którego ksiądz Skorupka nie poległ w pierwszej linii ataku, lecz gdzieś w opłotkach wsi Ossów, udzielając ostatniej posługi rannemu żołnierzowi. A przecież wystarczyło sprawdzić to u najbardziej wiarygodnego świadka Jego śmierci por. Mieczysława Słowikowskiego – dowódcy 1 (2) batalionu 236 pułk piechoty Armii Ochotniczej, z którym szedł do ataku Ksiądz Ignacy – albo, choćby posłuchać ówczesnych głosów warszawskiej ulicy, dających się wtedy łatwo zweryfikować. To kłamstwo jest ciągle powielane przez niektórych, zdawałoby się, że poważnych autorów. Bezkrytycznie powtarzają je za Pobogiem – Malinowskim. Warto się zastanowić dlaczego – co było, i jest nadal, tego powodem? Liczę tu na dociekliwość i samodzielność myślenia Czytelników.
Tak jak Lech Wałęsa doczekał się swego Zyzaka, podobnie może znajdzie się ktoś, kto w sposób wiarygodny zdoła ogarnąć i uporządkować wszystko, co wiemy, i czego nie wiemy o wielkiej Postaci Józefa Piłsudskiego – wielkiej wielkością, i wielkiej małością człowieka. Jak na razie, prawdę o Józefie Piłsudskim przysłaniają ciągle względy polityczne i emocjonalne. Aby pomóc Ojczyźnie, trzeba czasem zgodzić się na bolesne opatrunki Jaj ran, które trzeba opatrywać miłością i prawdą. Miłość (do Ojczyzny i Jej Bohaterów) ma zdolności kojące, a prawda odkażające. Jedno i drugie jest potrzebne. Ta wielka Postać będzie piękniejsza, i bardziej ludzka, gdy z jej spiżu zostanie usunięta patyna niezasłużonego blasku, który bardziej plami niż zdobi. Kluczem do tej sprawy powinna być faktografia. Oby tylko posługiwano się nią uczciwie, bez pokusy kłamstwa na rzecz jakiejś ideologii, czy chwilowej koniunktury politycznej.
Czesław Wójcik – Uglis

Literatura przywołana w tym tekście;
1.    Józef Piłsudski, Rok 1920
2.    Władysław Pobóg – Malinowski, Najnowsza historia polityczna Polski
3.    Mieczysław Z. Słowikowski, Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.