Wierny świadek Ossendowski

Profesor Antoni Ferdynand Ossendowski – dzięki Ci Boże za prawdziwych profesorów – pozostawił nam, wśród wielkiego bogactwa swoich tekstów, bezpośrednie świadectwo dramatycznego losu, a dokładniej; tragicznego już epilogu, grupy stu trzydziestu czterech polskich uciekinierów, którzy w 1920 roku usiłowali przedostać się z Syberii, zajętej przez bolszewików, na południe, przez Mongolię do Chin.
„Jedni z nich byli żołnierzami polskiej Syberyjskiej Dywizji; po zdradzonym powstaniu pod Krasnojarskiem [zdradzonym przez Czechów, będących w koalicji Ententy z białymi wojskami gen. Kołczaka – CWU] uwięzieni w lochach Czerezwyczajki lub w obozie dla jeńców, zdołali uciec do lasu, gdzie przetrwali do zimy, żywiąc się jagodami, grzybami lub upolowanym czasem jeleniem; inni byli to cywilni Polacy, którzy ukrywali się w puszczy, uchodząc od prześladowań bolszewickich w dobie zwycięskiej wojny Polski z Moskwą. Istnieli i mieli płomyk nadziei nawet wtedy, gdy tygodniami szli o głodzie i chłodzie, bosi, zjadani przez pasożyty. Ale trwało to do czasu, gdy zima objęła ich swoim lodowatym oddechem i położyła pokotem jak trawę ściętą i zwarzoną mrozem.
Było ich stu trzydziestu czterech… przed zimą. Pozostało osiemdziesięciu sześciu. Reszta leżała na uboczu w krzakach z otwartymi, martwymi oczyma, pięściami zaciśniętymi w ostatnim wysiłku i bezsilnej rozpaczy.
Towarzysze, którzy stracili na mrozie stopy i dłonie, a w objęciach ciągłego, wzmagającego się zimna – resztki sił i nadziei, nie mogli ich oddać ziemi i tylko codziennie, budząc się po straszliwej, tchnącej śmiercią nocy, przyłączali do tego stosu martwych coraz to nowych i nowych męczenników.”
(A. F. Ossendowski, Najwyższy lot, Łomianki 2008, s. 146).
Świadek Ossendowski napotkał tych polskich męczenników Syberii, gdy, tak jak oni, uciekał przed bolszewikami. Na początku zimy 1920 -1921 dotarli do północnego podnóża Sajanów. Ossendowski wraz ze swym towarzyszem – białym, kozackim oficerem Bazylim Marijewem – byli w lepszej sytuacji, mieli konie i siodła, co dawało pewne szanse na przetrwanie.
„Parzyliśmy herbatę w kotle, poiliśmy tych jutrzejszych nieboszczyków, oddaliśmy im połowę naszych sucharów, ale to było wszystko, co mogliśmy dla nich uczynić, gdyż nic nie mieliśmy oprócz tysięcy kilometrów nieznanej, a niebezpiecznej drogi przed sobą.” (tamże).
Dramatyczny los tej grupy, ich cierpienie i tragiczny koniec, jest cząstką wielkiej polskiej sybirskiej martyrologii.  Rozrzucone na ogromnych połaciach Syberii, Kazachstanu, czy w północnej części Europejskiej Rosji, kości tej Wielkiej Ofiary, których nie chciała przyjąć ziemia, wołają do Boga i ludzi. Tak pisze o tym Prof. Ossendowski:
„Nie ma chyba miejsca, gdzie by los surowy nie rozsiał kości naszych!
Od wielkiego Ałtaju do Oceanu Lodowatego, Od granic martwej Gobi do brzegu Pacyfiku leżą one i wołają do swego narodu:
– Podnieś się, bądź potężny i mądry, a wtedy zgaśnie rozpacz ostatnich chwil naszego zgonu męczeńskiego, o narodzie nasz nad życie ukochany!
Słyszały te słowa gorące lasy Darchat – Uła, święty Bogdo – Uł, szara, beznadziejna pustynia Naron – Khuhu – Gobi,  Anadyr, północny łuk Rzeki Żółtej – Kolebka Chin, i tajemniczy Karakorum…
Kto zbierze te kości polskie?”
(tamże, s. 148, podkr. CWU)

Ten tekst powala na kolana każdego, kto zachował polskie serce, myśli i uczucia. Cytowałem go kiedyś w audycji radiowej, w czasie Zaduszek Patriotycznych. Zadzwoniła wtedy do Radia (jedno jest tylko Radio, dlatego piszę je z dużej litery)  Pani Bożenna – Maria z Gdańska. Powiedziała, że kojarzy się Jej to z Doliną Ezechiela! I tak, z tej podwójnej inspiracji, powstał tekst:

POLSKA DOLINA EZECHIELA
Sybir
Tym słowem jak kluczem
Otwiera się bramę Polskiej Doliny Ezechiela

Trzeba przekraczać ją na kolanach
Bo po tamtej stronie cierpienia
Pokłady nagich kości
Czekają na słowa modlitwy
Która z obojętności i zapomnienia
Przywróci je kiedyś do życia

Prorokuj
Prorokuj do Ducha Polskiego
Co płacze nad grzechem naszej Ojczyzny
Nad Jej „plugawa skorupą”
I pękniętym sercem
We wnętrzu którego
Tli się nieugaszony płomień
Tysiącletniej wierności

Niech staną przed Bogiem
Pokolenia szkieletów
Pielgrzymi głodu opuszczenia i samotności
Niech ich modlitwa na różańcu z chleba
Ulepionym z ostatniej kromki darowanej Bogu
Przeniknie do czyśćca i czeluści otchłani

Niech z tej modlitwy szum powstanie wielki
Niech zadmie wicher polskich dziejów
I niech ożyją martwe kości
Co zamiast szpiku miały sopel lodu

Niech dar rozumu wypełni
Czerepy pustych czaszek
A serca rozpłomienią się ogniem
Niegasnącej Miłości Boga

Tchnij Panie Swego Ducha
W martwe ciało Narodu
Niech zmartwychwstanie Polska
Kolejny raz pogrzebana

Czesław Wójcik – Uglis

Tekst poetycki publikowany wcześniej na
http://cud1920.pl/134/polska-dolina-ezechiela

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.