Spotkanie pokoleń 1863 – 1919

LIDA, 16 -17 KWIECIEŃ 1919
Pierwsza duża polska operacja wojskowa na Wschodzie, po uzyskaniu przez Polskę niepodległości, miała miejsce w kwietniu 1919r. Jej celem było zdobycie Wilna – historycznej stolicy Litwy. Józef Piłsudski, który ją zaplanował i bezpośrednio dowodził, założył, w celu odwrócenia uwagi bolszewików od Wilna, jednoczesny atak na Baranowicze, Nowogródek i Lidę. I Dywizja Piechoty Legionowej, której trzon stanowiły zrekonstruowane legionowe pułki, wzmocnione młodym rekrutem z wiosennego poboru na Mazowszu i w Polsce Środkowej, przechodziła w tej kampanii chrzest bojowy.
A więc LIDA.
Nadzieja Wodza i zapał młodego wojska.
Deszcz. Deszcz. Rozmiękłe, błotniste drogi. Trudności w zaopatrzeniu. Przemoczone mundury. Niedospanie. Mokre mundury i płaszcze od potu, deszczu i krwi.
Wszy. Wszy polskie i ruskie.Nawet polskie, utuczone na pańskiej krwi, miały być – według propagandy bolszewickiej – większe, centymetrowe.
Jeszcze niedowieziona na czas amunicja dla artylerii. Gęsty ostrzał broniących miasta marynarzy i jakichś dzikich Azjatów. „Chińczycy” – jak mówili o nich Polacy – zajadli w walce, dzicy w obyciu. Mój ojciec – Piotr Wójcik- biorący udział w tych walkach, opowiadał, że zjadali kurze jajka ze skorupą – trudno dociec – z głodu, czy z dzikości ich obyczajów?
Zaciekłość i upór po obu stronach.
Dwa pociągi pancerne jeżdżą w tą, i z powrotem – uniemożliwiają podejście polskiej piechoty. Jest ciężko. Rozbity pułk strzelców suwalskich. Wielu zabitych i rannych.
Pod koniec pierwszego dnia walk, Józef Piłsudski jest wśród żołnierzy. Rozmawia, podnosi na duchu, zachęca do wytrwałości. W nocy przybywają polskie posiłki.
Pancerki wreszcie unieszkodliwione. Teraz następują ciężkie walki uliczne, zwłaszcza o dworzec kolejowy.
Oto zwycięzcy i pokonani…
Czy jest jakiś sposób, aby opisać  upragnioną chwilę zakończenia krwawego znoju? Zwłaszcza, gdy zna się ją tylko z literatury i rozpływających się w niepamięci, słuchanych kiedyś opowieści.
Tłem tej chwili, niech będzie pojawienie się „tutejszych” ludzi – Polaków – którzy mieszkali tu zawsze. Ukrywali się w czasie walk. Teraz, gdy usłyszeli gwar wkraczających polskich oddziałów, zaczęli wychodzić z ukrycia.
Świadkiem tego był Juliusz Kaden – Bandrowski, apologeta Józefa Piłsudskiego, przez długi czas związany z jego obozem.
„Nikt jeszcze nie widział takiej ludności… Gada ona śpiewnym narzeczem, polskimi słowami inkrustuje ciągliwą, kresową swą mowę. A wygląda jakby wykrojona z pergaminu. Takie to pomarszczone, zleżałe, cienkie.” ( J. Kaden – Bandrowski, „Wyprawa wileńska”, [w:] „Cwałem, galopem – opowieści z wojny bolszewickiej”, Sopot, 1990, s. 26).
Tak autor widział długotrwałe skutki ich cierpienia, głodu i wyniszczenia tych stron przez lata wojny i ostatnie miesiące władzy bolszewików. Napisał bowiem; „Wieśniacy żyją tu w nędzy ostatecznej, o chlebie prawią z nabożną tęsknotą, z jaką się mówi o wierze upragnionej.”, (tamże, s. 15).
Zaraz też następuje
” Wielkie świadczenie honorów, dworskie szurganie dziurawych podeszew po bruku, polonezowy wyrzut łokcia w szanownym rozmachu, i że – gdybyście panowie tu nie przyszli, to by się już wnet zrobił koniec świata. […] Nagle rumor się robi między łatanymi kapotami, spośród których przeciska się prosto ku nam, na wysokich, pogiętych butach, stara brązowa katana, nakryta maciejówką wspartą o wielkie białe uszy.
-Ja jestem, proszę panów oficerów – mówi starowina, uchyliwszy czapki – ostatni powstaniec sześćdziesiątego trzeciego roku, pułkownik…
Dajemy baczność panu pułkownikowi, który koniecznie stara się wyprostować i jeszcze bardziej chwieje się na zgiętych w organki porteczkach.
– Tak jest, ja stary powstaniec sześćdziesiątego trzeciego roku, doczekałem się tej chwili – niesie drżący, kazalny głos. Wyblakłe spojrzenie pełga po naszych twarzach, w bezgranicznym, szczęśliwym zdumieniu dotyka naszych mundurów.”,
(tamże, s. 26 – 27).

Józef Dragan - weteran Powstania Styczniowego. Fotografia z czasu II RP.

Szkoda, że Juliusz Kaden – Bandrowski nie podał jego nazwiska. Ów stary wiarus trafiłby do historii z pełną tożsamością. A tak, pozostanie nieznanym z imienia symbolem wszystkich, nie poznanych żołnierzy Powstania Styczniowego.

I jeszcze jeden cytat z tego samego tekstu, wprawdzie wychodzi on (może tylko z pozoru) poza tytułowy temat tego wpisu, ale trzeba go odnotować.
Zaraz po bitwie, w zdobytej Lidzie znajdują pomoc medyczną ciężko ranni. Ciała poległych polskich żołnierzy są przywożone na plac przykościelny. „Trupy układa się rzędem na murawie kościelnej. Jest ich sporo, wóz, który teraz przyjechał, nie jest pierwszym, ani nie jest jeszcze ostatnim. Przy samym murze stoją mary z żołnierzem, nad którym znęcali się bolszewicy. Ktoś usunął płachtę z rozbitej głowy i z rozerzniętych piersi, z których nieprzyjaciele wyrwali serce. Straszliwy widok. Kobiety, dziewczęta, mieszczki, wciąż wiankiem stoją dokoła i wciąż płaczą nad tym polskim żołnierzem.”, (tamże, s.28).
Autor nie poświęca już tej sprawie więcej uwagi. Ale trudno nie myśleć o tym; po co, nieprzyjacielowi polskie serce?
Gdzieś,  chyba tylko z dna piekła, mogłaby pochodzić odpowiedź na to pytanie.

Czesław Wójcik – Uglis.

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.