Marian Zdziechowski o Józefie Piłsudskim

Józef Mehoffer - "Józef Piłsudski"

Józef Mehoffer – „Józef Piłsudski”

W listopadzie 1922 roku odbył się w Wilnie bankiet z okazji nadania Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu tytułu honoris causa przez Wydział Matematyczno – Przyrodniczy Uniwersytetu Stefana Batorego. Poproszony przez swych kolegów, mowę wygłosił, miedzy innymi, profesor Marian Zdziechowski – literaturoznawca, znany i szanowany filozof i moralista, krytyk socjalistycznej myśli – przestrzegający Polskę i Europę przed widmem komunizmu. W pięknych, wyważonych słowach laudacji na cześć Marszałka, znalazła się też bardzo subtelna krytyka sympatii Piłsudskiego dla partii socjalistycznych.
„Czy dobrze mówiłem?” – zapytałem siedzących obok mnie kolegów. „Bardzo dobrze.” Innego zdania Był Naczelnik. Nie czekając na mowę profesora Aleksandrowicza, w tejże chwili powstał i widocznie podrażniony, głosem, w którym brzmiała nieskrywana irytacja, wygłosił odpowiedź na mowę moją. ( M. Zdziechowski, Widmo przyszłości, Warszawa 1999, s. 122 – 123).
Marian Zdziechowski przytacza obydwie mowy (zob. tamże s. 123 – 126). Marszałek był również doskonałym mówcą. Swobodnie i długo potrafił przemawiać, tu jednak nie uchronił się od niedelikatnych uszczypliwości pod adresem swego przedmówcy, zdradzając chęć podkreślenia swojej wyższości – ponad innymi, i ponad wszelką krytyką. I chociaż można by dyskutować nad racjami przyświecającymi myśli Marszałka, to niesmakiem kończyć się musi ocena formy ich przedstawienia u mówcy tej klasy, co Piłsudski. Ale, co ważniejsze, ta forma ujawnia pewne istotne cechy profilu Tej Postaci.
Marian Zdziechowski zawsze odnosił się do Osoby Marszałka z życzliwym obiektywizmem i lojalnością patrioty, widzącym w Jego Osobie pierwszego obywatela Rzeczpospolitej, uosabiającego  Jej majestat. Obca była mu panegiryczna chwalba karierowiczów, lizusów i ludzi nie zdolnych do samodzielnej myśli, otaczających ciasnym kręgiem Marszałka, jak i zupełnie obca mu była pełna jady i złości postawa jego krytyków. Tym bardziej wydaje się cenna jego opinia o Piłsudskim, w kontekście wystąpienia Marszałka na wspomnianym bankiecie:
[…] w przemówieniu Piłsudskiego najbardziej uderzyła mnie […] automesjaniczna nuta, która nie pamiętam, by kiedykolwiek z taką siłą w słowach jego zabrzmiała. Mowę jego określiłbym jako improwizację z III części Dziadów w uzupełnionym wydaniu. „Ja i ojczyzna to jedno”; „Nazywam się Miljon” – słowa te wygłaszał Konrad zwyciężony, zamknięty w celi więziennej i słowa swoje zakończył zuchwałym wyzwaniem Boga do walki na serca. Piłsudski był zwycięzcą i nie potrzebował ani wyzywać Boga do walki, ani wyznawszy, żałować tego i korzyć się przed Nim. „Ja i ojczyzna to jedno – zdawał się mówić – jestem wodzem waszym, prowadzę was i posłuszni powinniście za mną iść, z wiarą we mnie, bez krytyki, bez rad czy wskazań, których nie potrzebuję.”
Nie zapisałem jego prawdziwych słów, ale to był ton, który dźwięczał w całym przemówieniu.
(Tamże, s. 126.).

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.