Obrona Jasnej Góry w 1655 roku – część I: Bibliografia

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

Latem 1655 roku wojska szwedzkie bez większego oporu zajmowały ziemie Królestwa Polskiego. W sierpniu, przezorny i przewidujący przyszłe wypadki, Przeor Klasztoru Jasnogórskiego o. Augustyn Kordecki postanowił wzmocnić obronność Jasnej Góry.
Poczynił zapasy prochu, kupił muszkiety i sprowadził do jasnogórskiej fortecy 12 – funtowe działa (ćwierćkartauny) wraz z obsługą, które z już posiadanymi lżejszymi działami, razem w liczbie około trzydziestu, stanowiły podstawę artyleryjskiej obrony klasztoru.
Zarządził również oczyszczenie podnóża klasztoru i najbliższej okolicy z luźnych zabudowań i przylegających do murów drewnianych kramów.
Cudowny Obraz Jasnogórskiej Dziewicy został wywieziony i ukryty na Śląsku.

Niedługo przyszło czekać obrońcom na bezpośrednie zagrożenie ze strony szwedzkiej. Wieczorem 8 listopada nastąpił niespodziewany atak około 300 rajtarów oddziału szwedzkiego gen. Jana Wejharda hr. Wrzesowicza. Postawiono ultimatum natychmiastowego poddania klasztoru. Nie uzyskawszy pozytywnej odpowiedzi gen. Wejhard następnego dnia opuścił Częstochowę.

Dziewięć dni później, pod jasnogórski szczyt dotarła diabelska „pielgrzymka” szwedzkiego generała Burcharda Müllera, którego korpus, uzupełniony w niedługim czasie, osiągnął liczbę około 3200 wojska, na które składała się piechota, jazda i mająca najważniejsze zadanie do spełnienia artyleria. Szwedzi, prócz dział lekkich i 12 – funtowych ćwierćkartaun, otrzymali w czasie ponadmiesięcznego oblężenia klasztoru wzmocnienie swej artylerii dwoma ciężkimi 24 – funtowymi półkartaunami, przeznaczonymi do burzenia murów.

ŹRÓDŁA HISTORYCZNE, A NIE SIENKIEWICZOWSKA BELETRYSTYKA

do-druku-kordecki-proj-okladki-witold-parzydloOkładka powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego – „Kordecki”. Warszawa, 1984.
Projekt graficzny Witold Parzydło

Obrona Jasnej Góry, o której pięknie napisał Józef Ignacy Kraszewski”: „W dziejach naszych jest to karta tak cudowna i pociągająca jak historia dziewicy Orleańskiej dla Francji: im bardziej się w nią wpatruje, tym więcej bije w oczy ogrom i piękność tego niepojętego faktu. ” – otoczona jest w naszej historii największą wdzięcznością dla Boga za to niezwykłe doświadczenie nieugiętej wiary obrońców Jasnej Góry, i za pomoc Opatrzności Bożej, która nie zawodzi, gdy niezłomnie trwamy w nadziei zwycięstwa.
To wielkie wydarzenie doczekało wielu różnorakich dzieł; pisanych; mówionych; wyśpiewywanych; malowanych; rytych w metalu i kamieniu; filmowanych; itp…

Na poziomie popularnego przekazu o chwalebnej obronie Jasnej Góry w 1655 roku, może największa rola przypada sienkiewiczowskiej „Trylogii”, z barwnym opisem przygód Kmicica.
I chociaż z wielkim szacunkiem dla Sienkiewicza, tu – w tym miejscu – jego beletrystykę pozostawmy na boku, także i piękną powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego „Kordecki”, nieco bliższą historycznej prawdy niż sienkiewiczowski „Potop”.

Nas interesują źródła historyczne dotyczące obrony Jasnej Góry w czasie szwedzkiego potopu.

nova-gigantomachia-do-drukuOkładka pamiętnika Ojca Augustyna Kordeckiego, wydanego po łacinie: „Nova Gigantomachia”, w 1658 roku, w Krakowie.

Na szczęście mamy dwa ważne i wiarygodne pisane źródła historyczne dotyczące tej sprawy, pochodzące z czasu, gdy ziemia jeszcze nie pochłonęła całej przelanej w tej wojnie krwi.

Pierwszym najcenniejszym i wiarygodnym źródłem jest pamiętnik Ojca Kordeckiego, wydany po łacinie „Nova Gigantomachia” w 1658 roku w Krakowie – czyli w niespełna w trzy lata po chwalebnej obronie klasztoru.
Drugim jest dzieło Stanisława Kobierzyckiego „Obsidio Clari Montis Czestochoviensis…”, wydrukowanym w Gdańsku w 1659 roku.

Jest jeszcze jedno cenne źródło historyczne o Obronie Jasnej Góry. Jest nim grafika gdańszczanina Jana Bensheimera.

Oblężenie Jasnej Góry, rycina Johanna Bensheimera, 1681; Biblioteka NarodowaJan Bensheimer – „Oblężenie Jasnej Góry”, miedzioryt wykonany wkrótce po niezłomnej obronie Jasnej Góry. Dołączony był jako załącznik do dzieła Stanisław Kobierzyckiego – „Obsidio Clari Montis Czestochoviensis…”, wydanym w Gdańsku w 1659 roku.
Na stronie Biura Prasowego Jasnej Góry, czytamy:
”Miedzioryt J. Bensheimera, na pewno konsultowany i korygowany przez S. Kobierzyckiego, w pełni spójny z treścią jego dzieła, wiernie rejestruje oblężenie twierdzy Jasna Góra w 1655 roku oraz zaskakuje wręcz profesjonalną znajomością sztuki oblężniczej pierwszej połowy XVII wieku. Przypuszczalnie współtwórcą tego miedziorytu był inżynier wojskowy kpt. Adolf Boy (1612-1680), autor strony tytułowej (frontyspisu) dzieła S. Kobierzyckiego oraz późniejszy budowniczy pałacu wilanowskiego króla Jana III Sobieskiego.

Równocześnie należy podkreślić, że zbieżność informacji zawartych u S. Kobierzyckiego i A. Kordeckiego podnosi rangę i wiarygodność ich dzieł, stanowiących praźródło wszystkich dotychczas dokonanych prób rekonstrukcji przebiegu walk o twierdzę jasnogórską w okresie „Potopu””. (R. H. Bochenek – Twierdza Jasna Góra”, Warszawa 1997, s.76-92, cyt. za: Biuro Prasowe Jasnej Góry
20Gigantomachia%20%20kronika%20obl%C4%99%C5%BCenia%20Jasnej%20G%C3%B3ry.htm

Natomiast na stronie Biblioteki Narodowej, w której zbiorach znajduje się ta rycina, jest wątpliwą informację, że była ona dołączona także do pierwszego wydania pamiętnika o. A. Kordeckiego – „Nova Gigantomachia…”, z nigdzie nie potwierdzonym rokiem wydania 1657 (!).
Zastrzeżenia budzi również na tej stronie niepodpisany tekst, odnoszący się do tej grafiki, sporządzony w stylu „za – a nawet przeciw”:
”Panoramiczny miedzioryt Bensheimera (retuszowany w Częstochowie w 1681 r. przez krakowskiego sztycharza i wydawcę Jana Aleksandra Gorczyna) obejmuje w swojej partii centralnej Jasną Górę, u podnóża której zostały szeroko rozrzucone inne budowle sakralne miasta, zabudowania Częstochowy i Częstochówki, wreszcie dynamiczny sztafaż figuralny. Ta interesująca kompozycja posiada przynajmniej kilka perspektywicznych punktów odniesienia, które zastosowane tu równocześnie uczyniły ją wprawdzie czytelną, lecz pod względem perspektywy niekonsekwentną, a nawet błędną. W opisanym sztychu zwraca uwagę symultanizm rozgrywających się zdarzeń oraz całkowite zignorowanie przez artystę pory roku – zimy, w jakiej odbywało się oblężenie (tymczasem w dziele Bensheimera drzewa stoją w pełnym ulistnieniu).” ( http://www.wilanow-palac.pl/obrona_jasnej_gory.html ).

Tyle anonimowy autor z Biblioteki Narodowej. A trzeba dodać, że ten miedzioryt, wspólnie z publikacjami o. Kordeckiego i S. Kobierzyckiego, jest cennym materiałem źródłowym o obronie Jasnej Góry. Nie pozostaje z nimi w sprzeczności, ale je uzupełnia.
Inne, prezentowane chociażby w tym opracowaniu obrazy, dotyczące obrony Jasnej Góry, tak mają się do tej cennej ryciny, jak beletrystyka Sienkiewicza i Kraszewskiego do pamiętnika o. Kordeckiego i wymienionego dzieła S. Kobierzyckiego.

Wypada jeszcze odnieść się do słów nieznanego autora z Biblioteki Narodowej, cyt.: „[…] całkowite zignorowanie przez artystę pory roku – zimy, w jakiej odbywało się oblężenie (tymczasem w dziele Bensheimera drzewa stoją w pełnym ulistnieniu).
Wbrew temu, czego autor zacytowanego wyżej tekstu nie widzi – śniegu na tej rycinie jest całkiem sporo; zwłaszcza na ziemi, ale także i na dachach budowli, skąd łatwiej spełzuje. A trzeba wiedzieć, że pogoda w czasie oblężenia była zmienna; bo jak czytamy w pamiętniku o. Kordeckiego; był śnieg; padał deszcz i często pojawiały się mgły.
Co do zielonego listowia na drzewach, to ich obecność na pierwszym planie należy do stylistyki tej grafiki, tak zwłaszcza bogatej w ozdobniki w czasie baroku. Gdyby ktoś chciał być dokuczliwie dokładny, to dwa grube pnie w prawym dolnym rogu mogą przecież należeć do dębów, których liście zasychają na zimę i opadają dopiero wiosną.

Podobnie można by się i odnieść do, jak się wydaje, szczególnego zamiłowania autora tych słów do perspektywy. Można by… Ale chyba nie warto. Bo dzieło Jana Bensheimera nie jest ani rysunkiem technicznym, ani obrazem stereoskopowym, ale graficznym ideogramem jasnogórskiej batalii, wykonanym w stylu epoki, które przybliża plastyczny obraz tamtych wydarzeń.
Cenna grafika Jana Bensheimera zasługuje na naszą specjalną uwagę. To na takim planie rozegrało się jedno z największych wydarzeń naszej historii.   

To opracowanie, (planowanych jest kilka części), skupia się głównie na interpretacji jasnogórskich zmagań wojennych, jako walki zakorzenionej w pozaziemskiej walce duchów, a także na możliwości dokonania paraleli pomiędzy rokiem 1655 na Jasnej Górze, a 1920 pod Warszawą.
Doskonale nadaje się do tego wymienione wyżej, na pierwszym miejscu, dzieło Ojca Augustyna Kordeckiego, które w polskim tłumaczeniu doczekało się kilku wydań. Umieszczone w tym opracowaniu cytaty pochodzą z wydania: A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982.
Czesław Wójcik – Uglis
Ciąg dalszy nastąpi

Boże Narodzenie 1655 roku na Jasnej Górze

january-suchodolski-obrona-jasnej-gory-do-druku                                         January Suchodolski – „Obrona Jasnej Góry

GDY PYTAMY O CUD NAD WISŁĄ W 1920 ROKU, NAJPIERW ZATRZYMAJMY SIĘ PRZY FENOMENIE CUDOWNEJ OBRONY JASNEJ GÓRY W CZASIE POTOPU SZWEDZKIEGO.

„W dziejach naszych jest to karta tak cudowna i pociągająca jak historia dziewicy Orleańskiej dla Francji: im bardziej się w nią wpatruje, tym więcej bije w oczy ogrom i piękność tego niepojętego faktu” – napisał o tym Józef Ignacy Kraszewski w powieści „Kordecki”.

Pierwszy dzień Bożego Narodzenie na Jasnej Górze 25 grudnia 1655 roku.
„O samym południu zagrzmiały działa od północy, a kule tak silnie uderzały o ściany klasztoru, iż je w wielu miejscach przedziurawiwszy wśród kurzawy i gruzu po korytarzach i zakrętach klasztoru, tu i ówdzie się odbijając, latały i taką trwogą mieszkających napełniły, że się nikt nawet wyjrzeć nie ośmielił. Rzucał teraz Szwed jak najwięcej pochodni z konopi ukręconych, smołą oblanych, a siarką i saletrą wypełnionych. Rozniecały one straszliwy płomień, szczególniej też te, które tak w żelazne rury były opatrzone, iż na wszystkie strony ogień i ołów miotały. Miały one kształt jabłka granatowego, lecz ponieważ więcej ich na zewnątrz klasztoru, a wiele także i wewnątrz niego na podwórze padało, nie zrządziły szkody uderzeniem lub płomieniem, lecz jedynie obmierzłym swędem cokolwiek oblężonych przestraszyły.
Najbardziej ze wszystkich przerażały kule żelazne wydrążone, które w różne strony klasztoru, gdzie się spodziewano najwięcej ludzi, z machin już tlejące się rzucane z gwałtownością i trzaskiem, po zapaleniu się nagle wewnątrz będącego prochu, pękały i rozpryśniętymi we wszelkim kierunku raniły. Jedną z takich kul znaleziono przed kuchnią, całą i zgasłą; druga pękając na podwórzu wybiła szesnaście szyb w przyległym oknie i tyluż uderzeniami zostawiła ślady na wewnętrznych ścianach apteczki.

Pod wieczór wreszcie jedno ciężkie działo, które najbardziej szkodziło murom klasztoru, pękło i położyło koniec szturmowaniu. Mówiono powszechnie i słyszano to od samych Szwedów w obozie podczas oblężenia, a i od wielu innych gdzie indziej, że kule działowe przeciw klasztorowi rzucone, odskakiwały często od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały. Gdy wielu o tym powątpiewało, sławetny Piotr Okrasa, który był w ten sam dzień Bożego Narodzenia ze wsi Dżbowa żywność do obozu odstawiał, stanowczo zapewniał, że się to stało przy ostatnim wystrzale z owego działa, i że w obozie wśród nadzwyczajnego zdumienia głoszono, iż siłą odbitej od murów kuli działo zdruzgotanym a artylerzysta przy nim stojący zabitym został. Mówił on, że mu się to zdawało podobnym do prawdy z tego powodu, gdyż kula owa, którą potem po obozie obnoszono, miała oznaki prawdziwej kuli szwedzkiej – była bowiem tak wielką, iż na Jasnej Górze podówczas podobnej nie miano; o czym Okrasa jako klasztorny bywalec dobrze wiedział.

To nie ulega żadnej wątpliwości, iż od chwili, w której działo rozsadzonym zostało i to z taka siłą, iż kawałki drzewa na parę stajań rozrzuciło, już więcej tego dnia, ani w żadnym następnym, huku dział nie słyszano, tak iż się zdaje, że jakaś wielka, cudowna a nieprzyjacielowi szkodząca potęga koniec oblężenia Jasnej Góry położyła, boć przecie Szwedzi kul i prochu pod dostatkiem mieli.” (A. Kordecki, „Pamiętnik oblężenia Częstochowy”, Częstochowa, 1982, s. 76 – 78).

Czytelnikom tej strony składam serdeczne życzenia przyjęcia nowo narodzonego Zbawiciela – skoro w gospodzie zabrakło miejsca dla Niego.
Niech pobłogosławi nas wszystkich, i naszą Ojczyznę Polskę… i zbliżający się do samozagłady, obolały grzechem i złem świat. CWU.

Wdowi grosz

Sanktuarium p. w. Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu (inż. architekt Andrzej Ryczek, Polska – Nowy Jork). Perła wśród kościołów w Polsce, konsekrowana 18 maja 2016 roku.
Jaki znak drogowy pomoże Ci znaleźć drogę do Boga?
Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

WDOWI GROSZ
motto:
Na spacerze spotkał świerszcz biedronkę.
– Wiesz – zagadnął – ostatnio muzykuję w kościele, ale to nie dla mnie:
Te ciągłe dzwonienia, grania, śpiewy solowe i chóralne. Muszę się stąd jak najszybciej wyprowadzić!
– Co ty powiesz – zdziwiła się biedronka. Ja mieszkam również w kościele, ale u mnie jest całkiem spokojnie. Nikt mi nie przeszkadza.
– Niemożliwe, gdzie znalazłaś taki kąt? – zaciekawił się świerszcz.
– W skarbonce!
(Kazimierz Wójtowicz – „Opowiastki”)

Taca
Taca
Krzyczą

Pełna kabza
Wołają

Rozpalają swój gniew
Z powodu trzydziestego pierwszego srebrnika

Wszak umawialiśmy się tylko na trzydzieści
Mówią

A przecież
Na środku czerwonego sukna
Leży tylko wdowi grosz

Czasem spadnie jakaś brudna moneta
I rozbłyśnie chwilowym odruchem serca

Proboszcz
Kupi za nią drogocenny olejek
Aby parafialna Magdalena
Miała czym nacierać nogi Zbawiciela
Czesław Wójcik – Uglis

Wnętrze świątyni – widok na nawę główną. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Wnętrze świątyni – wejście na górny poziom. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Cezary Sienkiel – fragment polichromii nad lewą stroną nawy głównej, od lewej: Kazimierz Pułaski, św. abp Zygmunt Szczęsny Feliński, Cyprian Kamil Norwid, Ignacy Paderewski, ks. Ignacy Skorupka, św. Maksymilian Maria Kolbe, Roman Dmowski, gen. Władysław Anders. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Stanisław Stopyra – Droga Krzyżowa: Stacja XIII – Śmierć Jezusa na Krzyżu, tombak. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Kaplica pamięci poświęcona Polakom pomordowanym przez Niemców za ratowanie Żydów podczas II Wojny Światowej. W centrum Niepokalana Dziewica ściera głowę węża – szatana. Głąbiej relikwiarze Męczenników, z napisem „Męczennicy Polscy módlcie się za nami”. Na ścianie tabliczki z imionami i nazwiskami Polaków pomordowanych przez Niemców za ratowanie Żydów. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Świątynia powstała z przysłowiowego wdowiego grosza, składanego jako ofiara serca na apel inicjatora i spiritus movens całego przedsięwzięcia, tego i wielu innych dzieł ojca. dr Tadeusza Rydzyka – Dyrektora radia Maryja.

Jeszcze kilka lat temu, a było to w tym czasie, gdy „…przeciw Radiu Maryja, w celu jego zniszczenia, zastosowano najbardziej wyrafinowany arsenał kłamstw, oszczerstw, pomówień, prowokacji. Opublikowano za judaszowe srebrniki dziesiątki tysięcy kłamliwych, nienawistnych, podżegających i judzących artykułów odwołujących się do najbardziej prymitywnych ludzkich instynktów, byle tylko zasiać ziarno zwątpienia i podejrzeń” – pisał łódzki ksiądz – intelektualista Waldemar Kulbat w „Naszym Dzienniku” z dn.31.12.2005r.

A „Wyborcza” z 09.09. 2002r. zachęcała do zmasowanego uderzenia w mur, jakim jest Radio stworzone przez o. Rydzyka; „każdy mur ma swoją wytrzymałość. Uderzajmy wspólnie , choćby delikatnie – a na pewno zacznie się kruszyć. I może w końcu doczekamy się Radia Maryja bez ojca Rydzyka”.

Dr Stanisław Krajski – znawca masonerii – zacytował w „Naszym Dzienniku” z dnia 30.03.2000r. list pewnego masona, podpisany jego imieniem i nazwiskiem, w którym napisał: „Straszycie ludzi masonami z powodu strachu, że ruch ten zabierze wam wpływy, a przez to i pieniądze, o które tylko i wyłącznie chodzi kościołowi. Wstyd! A gdzie wasze kruchtowe umiłowanie prawdy. A gdzie wasze przebaczenie, o którym tyle mówi ten debil Rydzyk, dla którego wszystkie przekręty są dobre i zgodne z tą waszą zapyziałą wiarą, byle tylko kasa się zgadzała. Pocieszam się, że już niedługo ten starzec z Watykanu przestanie męczyć ludzi swoją obecnością na tej ziemi, a wtedy zobaczymy jak będzie wyglądało to nieszczęście, jakim jest kościół dla Polski”. Dalej, autor tego listu wymienia dwie najgroźniejsze, jego zdaniem, osoby w Kościele; Papieża (JP II) i o. Rydzyka. W tym czasie, inny mason w masońskim piśmie „Wolnomularz Polski” napisał, że największą przeszkodą dla masonerii w Polsce jest Rydzyk.
W tym czasie słyszałem też o pewnym księdzu z Łodzi, który twierdził, że o. Rydzyk działa z inspiracji szatana.
Również znalazło się też wtedy ze czterech biskupów, którzy otwarcie występowali przeciw Radiu Maryja i jego założycielowi. Dwaj z nich już nie żyją, i zapewne tłumaczą się przed Bogiem ze swojej wrogości do tego Dzieła Bożego. Trzeci – ten, który mówił, że „trzeba zamknąć tą szczekaczkę”, bywa wytupywany i wybuczany w czasie swoich wystąpień, a czwarty – wygląda na to, że się nawrócił…

To co wyżej przedstawiłem, to zaledwie kilka przykładów walki i nienawiści do Kościoła i Radia Maryja, wyjęty z pękatej teczki takich dokumentów, które przez jakiś czas zbierałem dla zaprzyjaźnionego ze mną pewnego profesora – wychowanka dwóch zakonów – który choć jest już nad grobem, zachował nadal swoją wielka niechęć do o. Rydzyka, Jego Radia i ostatnich zmian politycznych w Polsce – a z drugiej strony modli się, praktykuje i chodzi do kościoła (!!).

Jakież to jeszcze sekrety kryją się w tajemniczej naturze człowieka, na przeciw której wychodzi niezgłębiona tajemnica Boskiej Miłości i Boskiej Niezwykłości? !!

 CAMERAWidok od strony świątyni na dawny port drzewny, w starorzeczu Wisły.  Na skarpie, niewidoczny na zdjęciu amfiteatr. Foto:Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Wszędzie tam gdzie są Polacy, od 25 lat dokonuje się nowy cud nad Wisłą. I nie jest to jakaś słowna megalomania. Trzeba tylko spojrzeć na to wydarzenie zapoczątkowane przed ćwierćwieczem w Toruniu z pokorą badacza pragnącego poznać tą rzeczywistość.

Ten nowy Cud nad Wisłą różni się od tamtego z 1920 roku innym czasem historycznym i inną dynamiką. Ale podobieństwa dotyczą – tak jak wtedy, tak i teraz – niebezpieczeństwa utraty życia narodowego i państwowego. Wtedy zagrożenie szło ze Wschodu, teraz ze Wschodu i Zachodu, zwłaszcza z Zachodu.
No i to wielkie podobieństwo ideologiczne; wtedy czerwony komunizm, obecnie przepoczwarzony komunizm zachodni w barwach niebieskich. I jeden i drugi ma znamiona satanizmu przeciwstawiającego się Bogu, Kościołowi i tradycyjnym wartościom  – łącznie z wolnością i zagrożeniem bytu narodowego i państwowego.
I jeszcze jedno podobieństwo obu tych czasów – modlitwa. Wtedy może nawet bardziej intensywna niż obecnie. Może dlatego tak bardzo efektowne było tamto zwycięstwo.
Z tego wynika prosty wniosek: Gdybyśmy modlili się teraz, jak wtedy, w roku 1920, to obecny czas zmagań mógłby być skrócony, gdyż i wtedy i teraz, te zmagania mają nie tylko wymiar ziemski, ale jest to także, albo może i przede wszystkim, potężna walka w świecie duchów.
Toteż potrzebna jest jeszcze bardziej intensywna modlitwa z wiarą i rozumem; ciągła, nieustępliwa, niezłomna, zawzięta, gorąca…, z niesłabnąca nadzieją.
Czesław Wójcik – Uglis

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył zasługę i czyn ks. Skorupki i warszawskiej młodzieży – część VII: Wnioski

                  NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

Gdyby choć wąska smuga pobrzasku  na polu odwiecznego zmagania się prawdy i kłamstwa; pychy i pokory; władzy i służby; bohaterstwa i nikczemności; poświęcenia i egoizmu; patriotyzmu i zaprzaństwa – po której można by przejść nieskażoną drogą do światła. Foto: „Między dwoma brzegami” Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

CZĘŚĆ VII: WNIOSKI

Przedstawione poniżej wnioski dotyczą sześciu wcześniejszych wpisów o manipulacjach wojskowego dokumentalisty Bolesława Waligóry w sprawie okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej obrony Ossowa, w dniu 14 sierpnia 1920 roku, przez I Batalion im. Weteranów 1863 roku, 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej – złożony głównie z warszawskiej i mazowieckiej młodzieży.

Zapraszam do wcześniejszego przeczytania sześciu wcześniejszych tekstów tego opracowania, które znajdują się poniżej na stronie głównej, lub w zakładce „Manipulacje Waligóry i Poboga – Malinowskiego”. W polecanych tekstach są również pełne dane bibliograficzne, tutaj sygnalizowane tylko rokiem wydania publikacji.

1. Istnieje wiele publikacji na temat okoliczności śmierci ks. Skorupki i przebiegu Bitwy pod Ossowem, ale tylko prace dwu autorów: Mieczysława Słowikowskiego i Bolesława Waligóry są pracami najważniejszymi dla tej sprawy. Istnieje jednak ogromna różnica co do ich wartości.

2. Informacje pochodzące od Mieczysława Słowikowskiego mają wartość pierwszego i najważniejszego źródła w tej sprawie. Są to bowiem informacje bezpośredniego świadka i uczestnika opisywanych wydarzeń – dowódcy stoczonej bitwy.

3. Natomiast Bolesław Waligóra, wojskowy dokumentalista należący do będącego wtedy u władzy obozu piłsudczykowskiego, dokonał zza biurka kompilacji tych wydarzeń. Zrobił to wprawdzie na podstawie wielu różnych źródeł, i w szerszym ujęciu niż M. Słowikowski, ale wykonał to w sposób wybiórczy, nie stroniąc od niegodziwych manipulacji, zmierzających do pomniejszenia czynu i zasług ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży.

4. Motywy takiego postępowania B. Waligóra zawarł w swojej pracy z 1932 roku, twierdząc, że że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (zob. na tej stronie „…część I: Fałszywa troska”).

5. W tej samej pracy Waligóra podważa datę 15 sierpnia 1920 roku, jako datę przełomu w całej Bitwie Warszawskiej, pomimo bardzo wielu poważnych stwierdzeń za tą datą, pochodzących od uczestników Bitwy Warszawskiej, zarówno szeregowców, jak i wysokich oficerów. Waligóra stara się w ten sposób pomniejszyć obronną i ofensywną fazę Bitwy Warszawskiej w dniach 13 -15 sierpnia, (a już szczególnie Bitwy pod Ossowem, w której najsłabsi powstrzymali najsilniejszych) na rzecz uderzenia znad Wieprza, rozpoczętego 16 sierpnia, i nad wyraz rozdętej glorii Józefa Piłsudskiego (zob. na tej stronie: „… Część VI: Krętactwa Waligóry wokół daty 15 sierpnia 1920, jako daty przełomu w Bitwie Warszawskiej).

6. Temu samemu celowi służyć miały (i rzeczywiście służyły) pomniejszenia, pominięcia i manipulacje w opisie Bitwy pod Ossowem, dokonanym przez Waligórę w jego opracowaniach.

7. Za szczególnie niegodziwe trzeba uznać manipulacje Waligóry dotyczące zasługi i okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki, którego postać, w tym czasie, gdy Waligóra przygotowywał swe publikacje, otoczona była już zasłużoną legendą bohaterskiego kapłana i obrońcy Warszawy (zob. na tej stronie „…część II: „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki”).

8. Waligóra twierdzi, że nikt nie widział w ogniu walki momentu śmierci ks. Skorupki, chociaż znana była Waligórze informacja Słowikowskiego, że w czasie pierwszego ataku Słowikowski widział jego upadek na ziemię, a po bitwie znalazł w zapamiętanym miejscu ciało księdza – z czego jasno wynika, że ks. Skorupka zginął na początku bitwy, idąc w pierwszej linii atakujących ochotników. Tym samym Waligóra zaprzecza informacji wiarygodnego świadka, jakim jest dowódca bitwy ppor. Słowikowski, z powodów wymienionych we wniosku 4 i 5.

9. Waligóra pominął w swoich publikacjach ważną informację bezpośredniego świadka śmierci ks. Skorupki; ucznia – żołnierza J. Szmidke, opublikowaną w 1922roku (zob. na tej stronie „…część II: „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki”).
A przecież nie mógł o niej nie słyszeć. Jeśli z powodu jakiegoś zaniedbania Waligóra nie znał tej informacji, to oznaczałoby to, że Waligóra nie jest dokumentalistą o „znakomitym warsztacie archiwisty”.
Jeśli jednak znał tą publikację, ale jej świadomie nie uwzględnił, to w takim razie jest manipulatorem, może zasługującym na pochwały tych, którym służył, ale wtedy kojarzenie jego dokonań z prawdą historyczna nie jest możliwe.

10. Wersja o heroicznej śmierci ks. Skorupki nie była możliwa do przyjęcia przez Naczelnego Wodza oraz ludzi z Jego otoczenia, gdyż nie byłaby wtedy możliwa kreacja Osoby Piłsudskiego na geniusza, któremu miał przypaść niemalże cały splendor zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej, jak i w całej wojnie oraz idąca za tym sukcesja władzy.
Bo jeśli ks. Skorupka zginął na pierwszej linii walki, z uniesionym krzyżem w ręce, jak przedstawia to jego legenda: zagrzewając żołnierzy do walki w obronie wiary i ojczyzny; prowadząc ich wspólnie z dowódcą batalionu, który również był człowiekiem wielkiej wiary, a pod mundurem miał na piersiach medalik z Matka Boską Częstochowską, to byłaby to heroiczna śmierć kapłana i przywódcy na miarę ks. Kordeckiego, czy św. Joanny D’arc.
Taka śmierć kapłana – przywódcy, byłaby odbierana (i była odbierana) jako dowód Bożej Opatrzności, a owocem ofiary życia tego młodziutkiego księdza byłoby niezwykłe zwycięstwo pod Ossowem, jako początek przełomu w całej Bitwie Warszawskiej, i w całej toczonej od dwu lat wojnie polsko – bolszewickiej.
Ale tak zarysowana rzeczywistość historyczna pozostawała w dysharmonii z kreowanym obrazem „genialnego wodza”, jako jedynego sprawcy tych zwycięstw – jedynego sukcesora wojennego splendoru, i opatrznościowego męża. (por. na tej stronie „…część II: „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki”).

11. Z tego samego powodu Waligóra pomniejszył również bohaterską walkę młodocianych ochotników z pod Ossowa, którzy niewyszkoleni, słabo uzbrojeni, ale ze zdumiewającą wolą walki, nie przepuścili zaprawionych w bojach czerwonoarmistów z 79 Brygady Chachaniana, należącej do 27 Dywizji Putny – nazywanej „Żelazną Dywizją”.
Ten wysoki stan moralny ochotników dowódca bitwy ppor. Słowikowski uznawał za skutek pracy duchowej z młodocianymi ochotnikami, i osobistych cech kapelana ks. Ignacego Skorupki (zob. M. Z. Słowikowski, Londyn, 1964).

12. W dokonanym przez Waligórę opisie walki obrońców Ossowa, zwracają uwagę następujące dezorientacje:
– manipulacje czasem przebiegu poszczególnych faz bitwy, i skrócenie na papierze czasu obrony Ossowa przez młodocianych ochotników,
– wyszukiwanie, podkreślanie i cytowanie z dostępnych mu dokumentów negatywnych informacji o wyszkoleniu, uzbrojeniu i walce ochotników broniących Ossowa,
– pomijanie ich niezłomności w walce i skutecznego powstrzymywania wroga przez wiele godzin – aż do czasu przybycia odsieczy,
– przeciwstawianie niewyszkolonym i opadającym z sił ochotnikom, doświadczonego i wzorowo wprowadzonego do walki Batalionu III/13 P.P., który przybył z odsieczą obrońcom Ossowa,
wyśmiewanie sposobu walki ochotniczego batalionu, przez sprytne cytowanie złośliwych uwag niektórych informatorów (zob. więcej „… część III: Manipulacje czasem”, i „…cześć IV: Wyśmiewanie bohaterskich obrońców”).

13. Z publikacji książkowej dowódcy Bitwy pod Ossowem ppor. Mieczysława Słowikowskiego, wydanej w Londynie w roku 1964, wynika, że nie znał on analizowanych tutaj prac mjr Bolesław Waligóry z roku 1932 i 1934. Znał natomiast jego wcześniejszą publikację dotyczącą Ossowa, o której napisał: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy.” (M. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 60 – 61).

14. Współczesny historyk dr Jan Tarczyński, we wstępie do wznowionej publikacji Waligóry z 1932 roku, poddanej krytycznej analizie w tym opracowaniu, napisał: „[…] rozumiemy jak ważna była obronna faza walk Bitwy Warszawskiej, stoczonych głównie w rejonie Ossowa i Radzymina […] Szczególną chwałą okrył się w bojach pod Ossowem 236 P.P., zorganizowany w dzielnicy Praga z młodzieży warszawskiej przez por. Mieczysława Słowikowskiego. Kapelan pułku, ksiądz Ignacy Skorupka poległ w pierwszych minutach polskiego kontrataku, a Jego śmierć stała się ogólnopolskim symbolem obrony stolicy.” (podkr. – CWU).
Ta zgodna z historyczną prawdą opinia dr Jana Tarczyńskiego pozostaje w jaskrawej sprzeczności z zawartą w tej publikacji opinią autora – wojskowego dokumentalisty mjr Bolesława Waligóry.
Te dwa; tak różne i sprzeczne ze sobą spojrzenia na tą samą sprawę, pozostają względem siebie jak dwa odmienne, i wzajemnie wykluczające się światy, gdyż autor wstępu nie ustosunkował się do manipulacji i pominięć B. Waligóry w publikacji, do której napisał ten wstęp.

15. Rozbieżność opisana w p. 14, jest tylko jednym z przykładów obrazujących stan niewiarygodności dotychczasowych badań i oficjalnych opinii dotyczących wojny polsko – bolszewickiej 1919 – 1920, a zwłaszcza Bitwy Warszawskiej z sierpnia 1920 roku, powszechnie nazywanej Cudem nad Wisłą.

16. Ciągle obowiązującą – „poprawną” politycznie i historycznie – wersją przebiegu Bitwy pod Ossowem, jest jej zafałszowany obraz, powstały na podstawie „faktów publicystycznych” dokonanych przez B. Waligórę przez pominięcia, pomniejszenia, przemilczenia i manipulacje. Żyją one swoim własnym życiem, i są ciągle powielane i pomnażane bezkrytycznie, bezmyślnie, lub świadomie, przez różnorakich publicystów.

17. Z tego wynika, że mjr Bolesław Waligóra był nie tylko wojskowym dokumentalistą, ale wykorzystując swoją specjalizację, samoistnie wykonywał specjalne zadania na potrzeby władzy politycznej – kreując fikcyjną rzeczywistość historyczną. Posługiwał  przy tym niegodziwymi manipulacjami.
Dlatego mówienie i pisanie o nim, jako o wybitnym i rzetelnym dokumentaliście, z doskonałym warsztatem badawczym, służy nadal fałszowaniu prawdy historycznej. Można to stwierdzić z całą pewnością, przynajmniej w odniesieniu do jego opisu Bitwy pod Ossowem, i okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki.

18. Przedstawione manipulacje Bolesława Waligóry wypada uznać może tylko za nieśmiałą próbą zafałszowania historii, wobec tego, co w sprawie okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki zrobił historyk, również związany z obozem piłsudczykowskim: Władysław Pobóg – Malinowski, który całkowicie wyeliminował obecność ks. Skorupki na pola walki. Według jego zmyślenia, ks. Skorupka miał zginąć od przypadkowej kuli, gdzieś w opłotkach Ossowa. (zob. jego „Najnowsza historia polityczna Polski”).

19. Te historyczne fałszerstwa mają bardzo znaczące i wielorakie skutki dla kształtowania się historycznej prawdy, prawidłowego kształtowania naszej świadomości historycznej i narodowej, pomniejszenia możliwości wychowawczych następujących po sobie pokoleń Polaków. Mogły być również przyczyną (lub jedną z przyczyn) zatrzymania procesu beatyfikacyjnego ks. Ignacego Skorupki.

20. Jest jeszcze jeden poważny skutek tych fałszerstw (opisany dalej, we wniosku 21), który zauważalny jest dopiero po wyzwoleniu się z ciasnego, i często ogłupiającego gorsetu myślenia akademickiego, usiłującego dopasować i tłumaczyć wszystkie wydarzenia historyczne i społeczne prawami przyrody, logiki i racjonalizmu. Wyzwolenia z tego kagańca obawiają się nadający sobie pozory naukowości także i utytułowani badacze historii. Dzieje się to najczęściej z powodu braku osobowości,(czytaj; osobistych walorów i wyrobienia charakteru) oraz lęku przed kompromitacją w swoim środowisku, gdzie często obowiązuje rodzaj poprawności kulturowej, politycznej i historycznej.

21. Sygnalizowany we wniosku 20 jeszcze jeden skutek tych historycznych fałszerstw, to kradzież świętości. Bo jeśli w tym wielkim wydarzeniu z połowy sierpnia 1920 roku, nazywanym Cudem nad Wisła, nastąpiło nad Polską wylanie nadzwyczajnych łask Bożej Opatrzności – a wiele na to wskazuje – to jakiekolwiek przywłaszczenie sobie, choćby tylko części tego blasku, jest świętokradztwem. Takie czyny przynoszą nieszczęścia tym, którzy się ich dopuścili, a w wypadku władcy – przynoszą także nieszczęścia dla jego narodu. Tak właśnie próbują interpretować nieszczęścia Polski po 1 września 1939 roku niektórzy badacze tej sprawy w odniesieniu do Józefa Piłsudskiego i jego kultu, rozdętego ponad miarę w II Rzeczpospolitej, a także i później – aż do dnia dzisiejszego.
Szerokie pojęcie świętokradztwa opiera się na założeniu, że jest nim każde świadome fałszerstwo prawdy, gdyż prawda jest jednym z atrybutów Boga: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” (J. 14,6). Jednak w tym wypadku mamy do czynienia ze świętokradztwem sensu stricto, gdyż Cud nad Wisłą był dziełem ludzko – boskim. Dokonał się wielkim zbiorowym wysiłkiem Polaków w walce i modlitwie, z udziałem Bożej Opatrzności, zapowiedzianym przez Matkę Bożą Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej i przez ks. Ignacego Skorupkę.
Fałszowanie tej prawdy, i przyoblekanie się w niezasłużone laury i blaski, jest w tym wypadku świętokradztwem, przynoszącym osobiste nieszczęścia tym, którzy się tego dopuścili, a gdy dotyczy to przywódców narodu – może przynosić nieszczęścia dla całego narodu.

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I BOHATERSKICH OCHOTNIKÓW SPOD OSSOWA

Te teksty będą jeszcze poprawiane i uzupełniane

Jeszcze jedna manipulacja majora Waligóry – Część VI: Krętactwa Waligóry wokół daty 15 sierpnia 1920, jako daty przełomu w Bitwie Warszawskiej

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ VI: KRĘTACTWA WALIGÓRY WOKÓŁ DATY15 SIERPNIA 1920 ROKU, JAKO DATY PRZEŁOMU W BITWIE WARSZAWSKIEJ

W. Konopka – płaskorzeźba w pstrym piaskowcu na grobie kpt. Benedykta Grzymały – Pęczkowskiego, który zginął w Bitwie pod Radzyminem 15 sierpnia 1920 roku. Cmentarz na Starym Srebrzysku w Łodzi. foto: Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

W analizowanej publikacji mjr Waligóry „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920”, wydanej w 1932 roku, oprócz przedstawionych wielu nieścisłości, pominięć i manipulacji w sprawie okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki i pomniejszenia zasług walecznych obrońców Ossowa, znajduje się też jego pokrętne stwierdzenie kwestionujące datę 15 sierpnia 1920 roku, jako datę przełomu w Bitwie Warszawskiej, powszechnie nazywanej Cudem nad Wisłą.

Zacytujmy więc z jego pracy odnośny fragment: „Czyta się często, że ks. Skorupka wierzył, iż dnia 15 VIII, w dniu Wniebowstąpienia, nastąpi przełom i zwycięstwo; w tym też duchu miał kazać do żołnierzy. Wprawdzie w dniu 15 VIII zwycięstwa jeszcze nie było, lecz w pewnych sferach społeczeństwa przekonanie to istnieje. (podkr. – CWU) […] Wojskowe Biuro Historyczne posiada pewne materiały, które oświetlają niektóre fakty. Tak np. kpt. rez. dr. Salak (lekarz I 236. p.p.) wspomina, że w Ząbkach podczas odpoczynku (w czasie marszu do Ossowa) w drewnianym kościółku „kapelan zabrał głos od ołtarza…” Z przemówienia utkwiło w pamięci tego oficera jedno zdanie: czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niezadługo – bo piętnastego, w dzień naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę. Podobną treść kazania ks. Skorupki przypomina ochotnik 1 kompanji 236. p.p. Kempiners, podając słowa kapłana „… dziś, gdy jesteśmy w wigilię dnia Imienia Najświętszej Panny Marji, módlmy się, a ona da, że choć ze zmiennym szczęściem walczyć będziemy do dnia 15 a od dnia 15 los się odmieni i już tylko zwycięstwo będzie naszym udziałem”.” (przedostatnia i ostatnia strona publikacji).

Dalej następują przeanalizowane już w I i II części tego opracowania („…część I: Fałszywa troska”, „…część II: „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki” ), manipulacje Waligóry wokół udziału kapelana ochotniczego batalionu ks. Ignacego Skorupki w Bitwie pod Ossowem i okoliczności Jego śmierci, i owo zdumiewające zdanie końcowe, odsłaniające motywy manipulacji Waligóry popełnione w całej tej publikacji, jak i jego innych publikacjach na ten sam temat, cyt: „Sadzę jednak, że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (zob. „…część I: Fałszywa troska”).  

W tym gąszczu krętactw i nieprawidłowości wypada chyba mieć wdzięczność dla mjr Waligóry za przytoczenie informacji pochodzących od dr Salaka i ochotnika Kempinersa, które wzbogacają noszą wiedzę o zapowiedziach ks. Skorupki bliskiego zwycięstwa, pochodzących także z innych źródeł – mimo, że z całego, przeanalizowanego już na tej stronie, kontekstu wynika, że Waligóra przytoczył te informacje w celu mało wzniosłym. Oto bowiem w tym miejscu przestaje być dokumentalistą, a wciela się w rolę politycznego publicysty, który stara się przysłużyć panującemu obozowi władzy.
Bo jak inaczej wyjaśnić jego stwierdzenie „Wprawdzie w dniu 15 VIII zwycięstwa jeszcze nie było, lecz w pewnych sferach społeczeństwa przekonanie to istnieje.”

Na początku lat trzydziestych, gdy mjr Bolesław Waligóra publikował krytycznie analizowane tutaj swoje prace o Bitwie pod Ossowem, był już bardzo ostry rozdźwięk polityczny pomiędzy piłsudczykowskim obozem władzy a opozycją.
W obozie władzy ujawnił się praktyczny stosunek do kościoła, religii, i wysokich wartości duchowych, jak do użytecznego narzędzia politycznych działań – co doskonale opanował od początku swej działalności Józef Piłsudski.
Natomiast opozycyjna endecja, chociaż nieprzebierająca w stosowanych środkach walki politycznej, pozostawała przy tradycyjnych wartościach, wśród których religia opierała się czasem pokusie podobnego potraktowania jak u Piłsudskiego i piłsudczyków. To są właśnie owe „pewne sfery społeczeństwa” – nie tylko opozycja stricte polityczna – lecz również Kościół i szerokie rzesze Polaków, które dzień 15 sierpnia widziały jako przełom w tej wielkiej bitwie. Jest o tym wiele relacji i przekonań uczestników tej wojny – zarówno zwykłych żołnierzy, jak i wielu wysokich oficerów, wysokich dowódców – prócz tego jednego; najwyższego…
Co to oznacza dla naszej krytycznej analizy dokonań majora Waligóry?

Na bitewny przełom w dniu 15 sierpnia wskazują kilkakrotne zapowiedzi ks. Skorupki, zobacz na tej stronie:
http://cud1920.pl/1592/ks-ignacy-skorupka-zapowiedzi-polskiego-zwyciestwa-w-dniu-swieta-matki-boskiej-zielnej    
Ale dużo wcześniej, bo w roku 1872 i 1873 zapowiadała je również Najświętsza Maryja Panna za pośrednictwem Sługi Bożej Wandy Malczewskiej:
http://cud1920.pl/1602/zapowiedzi-odzyskania-wolnosci-przez-polske-i-zwyciestwa-cudu-nad-wisla-przekazane-za-posrednictwem-sl-b-wandy-malczewskiej
W Wielki Piątek 1872r. Wanda usłyszała słowa wypowiedziane przez Matkę Bożą:
Skoro [Polska – CWU] otrzyma niepodległość, to niedługo powstaną przeciwko niej dawni gnębiciele, aby ją zdusić – ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę. (Ks. G. Augustynik, „Miłość Boga i Ojczyzny w życiu i czynach Sługi Bożej Wandy Malczewskiej”, Wrocław 2010, s. 112)
„W tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem” – zapowiedź Najświętszej Maryi Panny  z 15 sierpnia 1873r., w Święto Wniebowzięcia.
Po nieszporach, w czasie medytacji przed obrazem NMP, Wanda usłyszała słowa Matki Najświętszej:
„Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się świętem narodowym was Polaków, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem, dążącym do zagłady waszej. To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością. Moją stolicę na Jasnej Górze powinniście otaczać szczególniejszą opieką i przypominać sobie dobrodziejstwa, jakie od Boga za moją przyczyną tam odebraliście i jeszcze odbierać będziecie, jeżeli się świętej wierze katolickiej, cnotom chrześcijańskim i prawdziwej miłości Ojczyzny, opartej na jedności i braterstwie wszystkich klas narodu, nie sprzeniewierzycie.” (tamże, s. 144).
Pierwsze opublikowanie tego maryjnego przekazu nastąpiło w 1922r. Ks. Skorupka nie mógł ich znać. Ale już znała je Polska, i razem ze znanymi już zapowiedziami ks. Skorupki, przyczyniały się one do uświadomienia, co naprawdę wydarzyło się w połowie sierpnia 1920 roku.

Ale ta wersja wydarzeń nie była możliwa do przyjęcia przez Naczelnego Wodza oraz ludzi z Jego otoczenia, gdyż nie byłaby wtedy możliwa kreacja Jego Osoby na geniusza, któremu miał przypaść niemalże cały splendor zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej, jak i w całej wojnie (zob. „…część II: „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki”).
Zarówno Józef Piłsudski, jak i znaczące osoby z jego otoczenia, ignorowali obchody tego zwycięstwa w dniu 15 sierpnia 1920 roku, nie biorąc udziału w corocznych uroczystościach odbywających się 15 sierpnia w Ossowie, jak i na Jasnej Górze. Święto Żołnierza Polskiego, przypadające w II Rzeczpospolitej na 15 sierpnia, nie ustanowił Józef Piłsudski, usankcjonował je rozkaz Ministra spraw Wojskowych gen. Stanisława Szeptyckiego nr 126, z dnia 4 sierpnia 1923 roku, w którym czytamy: W dniu tym wojsko i społeczeństwo czci chwałę oręża polskiego, której uosobieniem i wyrazem jest żołnierz. W rocznicę wiekopomnego rozgromienia nawały bolszewickiej pod Warszawą święci się pamięć poległych w walkach z wiekowym wrogiem o całość i niepodległość Polski” (za Wikipedią).
W tym czasie Piłsudski, aż do zamachu majowego, pozostawał na poboczu życia politycznego, przebywał w Sulejówku i pisał, dający najwięcej informacji o samym sobie, wielki esej „Rok 1920”.
Natomiast początek lat trzydziestych, kiedy to Waligóra publikował swoje prace o Bitwie pod Ossowem, usilnie tworzony mit genialnego wodza, posiłkował się i takimi metodami, jakimi posłużył się Bolesław Waligóra.

Wynika z tego, że mjr Bolesław Waligóra był nie tylko wojskowym dokumentalistą, ale także kreatorem fikcyjnej rzeczywistości historycznej, używającym swojej specjalizacji na potrzeby władzy politycznej. Dlatego mówienie i pisanie o nim, jako o wybitnym i rzetelnym dokumentaliście, z doskonałym warsztatem badawczym, służy nadal fałszowaniu prawdy historycznej. Z całą pewnością można to stwierdzić, przynajmniej w odniesieniu do jego opisu Bitwy pod Ossowem, i okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki.

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I PRZEBIEGU BITWY POD OSSOWEM W DNIU 14 SIERPNIA 1920 ROKU.

Te wpisy będą jeszcze poprawiane i uzupełniane.

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – cześć IV: Wyśmiewanie bohaterskich obrońców

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE.

CZĘŚĆ IV – WYŚMIEWANIE BOHATERSKICH OBROŃCÓW.

Wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra na wiele różnych sposobów starał się realizować swoje, już cytowane, założenie, że „[…] nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron, ostatnie zdanie na ostatniej stronie).
Była już o tym mowa w trzech wcześniejszych częściach tego opracowania poświęconego manipulacjom majora Waligóry.
W jego publikacjach widać niechęć do młodych żołnierzy z I Batalionu im. Weteranów 1863r., 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej, i ich kapelana ks. Ignacego Skorupki. Oprócz już opisanych sposobów, w oczy rzucają się wyraźnie próby pomniejszenia ich zasług, przez pominięcia w opisie walki ich bohaterskiego oporu. Natomiast nieproporcjonalnie dużo miejsca poświęca Waligóra wychwalaniu walki innych oddziałów; na przykład stosunkowo niewielkiego udziału w bitwie kompani marszowych 221 P. P., czy odsieczy III Batalionu 13 P.P., której poświęcił najwięcej miejsca w opisie bitwy, i przypisuje III batalionowi największą role w stoczonej bitwie. W całym kontekście opisu bitwy nabiera to cech nieszczerej gloryfikacji.
Gdy pisze o I/236 P.P., to wymienia go na końcu oddziałów idących do szturmu, gdy cytuje relację dowódcy bitwy ppor. Słowikowskiego, to wybiera głównie fragmenty o ich trudnościach w walce, nie wyszkoleniu, zmęczeniu i niezdolności do walki.

Ale na miano wyjątkowej niegodziwości zasługują próby ośmieszenia młodych ochotników z I/236 P. P., którzy mimo pospiesznego i niewystarczającego przeszkolenia i braków w uzbrojeniu, pod Ossowem przechodzili swój chrzest bojowy, a wypadło im zmierzyć się z przeciwnikiem o wiele silniejszym i zaprawionym w bojach. I stawili mu czoła. Nie przepuścili wroga przez zaporę utworzona z własnych piersi – płacąc za to krwawą ofiarą.

I cóż byłoby po tym pięknym, wzorowo przeprowadzonym uderzeniu wspomagającym żołnierzy kpt. Szewczyka, gdyby ci młodzi obrońcy stolicy nie trwali przez wiele godzin na swoich miejscach? W takiej sytuacji ich kontrakcja nie byłaby już potrzebna, bo wrota prowadzące przez Ossów na Warszawę zostałyby otwarte.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERAFranciszek Sługocki„Bitwa”, płaskorzeźba (odlew w metalu) na pomniku ks. Ignacego Skorupki, przy Archikatedrze Łódzkiej. Foto Copyright © Czesław Wójcik – Uglis

Jeszcze raz zacytujmy wojskowego dokumentalistę mjr Bolesława Waligórę: „Dla ścisłości musimy zaznaczyć, że kiedy działania III batalionu 13 Pułku były zorganizowane i prowadzone umiejętnie, to natarcie pozostałych przemieszanych pododdziałów wyglądało inaczej. Tu skorzystajmy z opisów i meldunków artylerzystów 11 Pułku Artylerii Polowej, którzy mogli dobrze obserwować przebieg akcji. Porucznik Kubecki, dowódca 2 baterii 11 Pułku Artylerii Polowej, pisze o jednym z momentów boju pod Ossowem w ten sposób: Oddziały po wyjściu z ogrodów na otwarty teren zbijały się w jedną masę i z krzykiem, przypominającym obrazy dawno minionej wojny, energicznie parły naprzód.
Podobne szczegóły można znaleźć w relacjach oficerów piechoty. Oddziały polskie, przeciwnacierające z Ossowa , rzeczywiście waliły jedną zwartą kupą.
(Waligóra nie podaje źródła tej informacji – CWU). (B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934 r., Oświęcim 2015, s.381).

Mjr Waligóra posłużył się zręcznie złośliwością artylerzysty porucznika Kubeckiego, i jakiegoś oficera piechoty, którego nazwiska nie podaje. Co o tym sądzić?

Przede wszystkim trzeba wiedzieć o pewnych obyczajach i rywalizacji panującej wtedy w wojsku, które należały do subkultury życia wojskowego. I tak, gdy pojawiała się artyleria, to piechota mówiła – „jedzie artyleria, zaraz będą strzelać w swoich”.
Przykładów nie trzeba szukać daleko. Tego samego dnia; 14 sierpnia wieczorem, w walkach pod niedalekim Nieporętem ważną rolę odegrała artyleria: „Baterie odpowiedziały ogniem dział i karabinów maszynowych. Ogień ten zerwał się nagle i wyładowało się w nim napięcie nerwów dotychczasowego oczekiwania. Nie zauważono, że w ogniu własnym zabito żołnierza z placówki na szosie, a także, że jeden z kartaczy ugodził we własną linię i uszkodził karabin maszynowy i wreszcie, że garść oszołomionych hukiem piechurów poszła do tyłu.” (tamże, s. 361). Natomiast Stanisław Rembek – wybitny pisarz, który w czasie tej wojny służył w artylerii , pod datą 14 sierpnia 1920, napisał o podobnym przypadku ze wstrząsającą oszczędnością słów: „Zabiliśmy niechcący jakiegoś plutonowego, obserwatora z karabinów maszynowych, który wlazł na drzewo. Przyniesiono go nam na pozycję.” (S. Rembek, „Dzienniki rok 1920 i okolice”, Warszawa 1997, s. 121). Podobnych przykładów można by mnożyć wiele, i była to część dramatu toczącej się wojny.

Artylerzyści natomiast mieli często wobec piechoty poczucie wyższości. Przykłady tego można znaleźć chociażby znów u wspomnianego Rembeka. Nie brakowało przy tym docinków, pogwizdywania na siebie i rubasznych żartów. Podczas ciężkich walk w obronie Zamościa, w dniu 30 sierpnia, Stanisław Rembek zapisał: „Za fortem na prawo od nas szła ulicą kolumna piechoty. Szrapnel bolszewicki pękł tuż nad nią, a potem zaraz granat wyrznął pomiędzy dwie kompanie. Piechurzy błyskawicznie umknęli do fortu. Śmialiśmy się do nich, gwiżdżąc. Odpowiadali nam również śmiechem.” (tamże, s. 125).
Najwyżej nosiła się wtedy kawaleria, czego przykłady mamy u Józefa Mackiewicza w jego „Lewej wolnej”, z której nie wypada tutaj cytować, o czym na wojnie nieustannie myśli piechota i artyleria, a o czym kawalerzyści. Inne formacje, jak lotnictwo, saperzy i wojska łączności zastawmy w spokoju, gdyż nie odegrały w tej wojnie takiej roli, jak te trzy pierwsze.

Głośny krzyk „hurra”, podczas ataku piechoty na bagnety, był częścią stosowanej strategii. Pełnił on wieloraką rolę. Miał przerazić przeciwnika; atakującym dawał poczucie jedności i siły; był też sposobem na wyładowanie emocji pojedynczych żołnierzy. Piękne opisy ataków naszej piechoty, znajdują się właśnie u Stanisława Rembeka, i pisze on o tym bez cienia złośliwości.
Artylerzyści podczas swojego strzelania nie stosowali takiego zbiorowego wspomagania się, bo byłoby to pozbawione sensu w ich sytuacji. Myśleli o dobrym wykonaniu swojego zadania, a w razie bezpośredniego zagrożenia, o szybkiej ucieczce z pola walki. Toteż, może i czymś śmiesznym mogły wydawać się niektórym z nich, głośne zbiorowe krzyki idącej do ataku piechoty.

Ale dlaczego Bolesław Waligóra – oficer piechoty, który znał dobrze jej taktykę i obyczaje, skorzystał w swoim opisie Bitwy pod Ossowem z takiej głupawej złośliwości artylerzysty?
Wiele pytań w tej sprawie pozostaje bez odpowiedzi, ale tu odpowiedź jest raczej prosta: Waligóra starał się na wiele sposobów realizować swoje założenie, aby „nie wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki”. A ponieważ znaczenie czynu ks. Skorupki i młodych ochotników z Ossowa, już wtedy, po wojnie 1919 – 1920 roku, było dostrzegane w społeczeństwie, to starał się o jego pomniejszenie.

Słowa wyjaśnienia wymaga też wzmianka o „zbijaniu się żołnierzy piechoty w kupy”. Był to rzeczywiście problem nieprzeszkolonego batalionu, który nie zdążył przećwiczyć sprawnego rozwijania się pododdziałów w linie tyraliery. Toteż instynktownie żołnierze starali się być bliżej siebie – ze złudnym poczuciem, że razem i blisko siebie będzie bezpieczniej – nie uświadamiając sobie, że w takiej sytuacji będą łatwiejszym celem dla nieprzyjaciela, zwłaszcza jego karabinów maszynowych i artylerii.

Ale mimo tych braków, ochotnicy posiadali coś, czego często brakowało innym żołnierzom: ogromna wolę walki, i nieugięte trwanie przy swoim. Wymownie pisze o ich postawie i możliwościach Mieczysław Słowikowski:
”Dałem rozkaz kompanii rozwinięcia się w linie tyralierską. Nie poszło to dosyć łatwo. Dużą pomoc okazali starzy żołnierze, którzy połączyli się z ochotnikami.
[…] Zląkłem się aby ochotnicy pod wpływem świstających kul sami bez rozkazu nie padli na ziemię w miejscu skąd nie było dobrego obstrzału. Naturalnie trudno by było wtedy pchnąć ich naprzód.”
( M. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 41).
”Nie sposób opisać, ile pracy kosztowało ułożenie ochotników w linii stosownie do terenu. Naturalnie musieliśmy pouczać, a nawet pokazywać im jak mają strzelać.” (tamże, s. 42).
„Na nieszczęście nie mieliśmy w batalionie kompani karabinów maszynowych. Batalion nie miał również przydzielonego lekarza i wobec tego nie można było zorganizować punktu opatrunkowego. Powiększało to naturalnie straty w ludziach w tym boju. (tamże, s. 43).

Wszystko to było skutkiem pośpiechu, z jakim były tworzone bataliony wspomagające pułki Armii Ochotniczej. Dla niektórych ochotników w batalionie ppor. Słowikowskiego szkolenie było krótsze niż dwa tygodnie, gdyż nowi ochotnicy cały czas dołączali do tworzonego naprędce batalionu.
Ppor. Słowikowski miał tego świadomość: „Zdawałem sobie dokładnie sprawę z braku bojowego wyszkolenia żołnierzy i słabego opanowania broni. Zaledwie raz odbyło się strzelanie ostre na strzelnicy. Żołnierz nie znał dostatecznie walki na bagnety, nie miał pojęcia co to jest granat. W dodatku słabo poruszał się w terenie, nie umiejąc go dobrze wykorzystać.
Wytrzymałość na trudy bojowe musiała być różna. Zależała od siły fizycznej i wyrobienia ochotnika.
Obawiałem się chrztu bojowego, pierwszej bitwy, wiedząc, iż jej wynik ma zawsze decydujące znaczenia dla żołnierza i jego morale. Dla jego wiary w siebie, w swój oddział i dowódców.”
(tamże, s. 23).
”Pokochałem tych żołnierzy – ochotników pełnych zapału i poświęcenia, rwących się do walki, a nie wiedzących co to jest codzienny trud i praca żołnierza.” (tamże, s. 21).

A jednak, mimo braków wyszkolenia i uzbrojenia, ci ochotnicy okazali się w walce niezłomni. „Kompanie nieraz musiały cofać się pod naciskiem bolszewickiego ataku. Zryw ponownego kontrataku wyrzucał znowu wroga ze wsi. Był to kontredans bitwy, który powtarzał się kilkakrotnie.
Widząc jak upadający ze zmęczenia, lub leżący na ziemi bez ruchu ochotnik, na sygnał naszego szturmu, rzucał się jak nieprzytomny na przód z bagnetem w ręku odzyskując siły po prostu cudem.” (tamże, s. 47).

”Po bitwie śmierć zebrała obfite żniwo” – zatytułował jeden z rozdziałów swojej, cytowanej tutaj książki, dowódca bitwy ppor. Mieczysław Słowikowski – już w stopniu generała na wychodźstwie, gdy spisał swoje wspomnienia.
”W Ossowie i na jego polach zobaczyłem widok żałosny i nie do opisania.
Ochotnicy pomagali rannym kolegom, zbierali się przy zabitych. Nastąpiło u nich pewnego rodzaju odprężenie nerwowe, które graniczyło z utratą dyscypliny wojskowej. Nic w tym dziwnego. Była to przecież pierwsza ich bitwa, a dla niejednego pierwszy widok rannych i zabitych. Byli to ich koledzy i przyjaciele.
Przyznaję, że i ja takiego pola bitwy nie oglądałem.”
(tamże, s. 49).
”Dopiero na odpoczynku w Rembertowie można było dokładniej policzyć straty poniesione w dniu 14 sierpnia. Dochodziły do 40% naszego stanu w rannych, zabitych i zaginionych.”
(tamże, s. 53). A ponieważ I Batalion im Weteranów 1863r., 236 Pułku Piechoty A.O. liczył przed bitwą około 800 żołnierzy, to jego straty trzeba szacować na około 300 ochotników i oficerów. W pierwszym ataku poległ także kapelan ks. Ignacy Skorupka.
Niektóre szacunki wszystkich naszych strat, poniesionych przez nasze oddziały biorące udział w Bitwie pod Ossowem, mówią o liczbie około 600 osób, a trochę większe straty mieli ponieść w tej bitwie bolszewicy.

Na cmentarzu w Ossowie, gdzie znajdują się groby poległych żołnierzy, na obelisku poświęconym ich pamięci znajduje się napis:
„14 SIERPNIA 1920R.
SIEDMIOKROĆ ODPIERALIŚMY
HORDY BOLSZEWICKIE
PADLIŚMY U WRÓT STOLICY
A WRÓG ODSTĄPIŁ…

Może na koniec trzeba jeszcze zapytać: Kto okrył się chwałą, a kto hańbą w odwiecznym zmaganiu prawdy i fałszu?
Jest to pytanie aktualne w każdym czasie – tak wtedy, jak i dzisiaj – bo jest jeszcze pewien rodzaj przyzwoitości, która nakazuje szukać odpowiedzi na takie pytania.

Czesław Wójcik – Uglis.

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I BOHATERSKICH OCHOTNIKÓW SPOD OSSOWA

Te teksty będą jeszcze poprawiane i uzupełniane

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – cześć III: Manipulacje czasem

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE.

CZĘŚĆ III: MANIPULACJE CZASEM

Bitwę pod Ossowem można podzielić na cztery następujące po sobie fazy:
1. Przełamanie frontu pod Leśniakowizną przez bolszewików przed świtem 14 sierpnia i bolszewicka próba opanowania Ossowa z marszu. Po polskiej stronie dezorganizacja i chaotyczne wycofywanie się rozbitych i przemieszanych oddziałów na Poligon Rembertowski. Gorączkowe, i nieudane, próby opanowania sytuacji przez oficerów cofających się oddziałów.
2. Wprowadzenie do akcji naszych odwodów; I Batalionu im. Weteranów 1963 roku, 236 Pułku Piechoty Armii Ochotniczej (dowódca por. Stanisław Matarewicz, zastąpiony na początku bitwy przez ppor. Mieczysława Słowikowskiego, kapelan ks. Ignacy Skorupka) oraz krótkotrwałe użycie kompani marszowych z 221 Pułku Piechoty, który był pułkiem uzupełniającym dla 21 Pułku Piechoty im. Dzieci Warszawy (dowódca użytych kompani mjr Dobrowolski)
Faza zaciekłej, wielogodzinnej, obrony Ossowa przez I/236 pp., złożony głownie z warszawskiej i mazowieckiej młodzieży oraz dołączających do nich pojedynczych żołnierzy i małych grupek z rozbitych oddziałów. Bohaterski opór obrońców Ossowa w walce z zaprawionymi w bojach strzelcami 79 Brygady Chachaniana, z 27 Dywizji Putny (nazywanej dywizją „żelazną”), 16 Armii Sołłohuba.
3. Odsiecz III Batalionu 13 Pułku Piechoty, pod dowództwem por. Jana Szewczyka. Przełamanie bolszewickich ataków pod Ossowem.
4. Polski kontratak, wyparcie bolszewików z rejonu Ossowa, i osiągnięcie linii frontu z przed bitwy pod Ossowem.

Wintorowski do druku                    Leonard Wintorowski – „Bohaterska śmierć ks. Ignacego Skorupki”

Każde wydarzenie wojenne, niezależnie od jego skali, aby mogło być dobrze udokumentowane, wymaga dokładnego określenia czasu dokumentowanych wydarzeń.

Popatrzmy na przedstawione wyżej cztery fazy Bitwy pod Ossowem. Gdyby, na przykład, druga faza bitwy, czyli opór stawiany przez niedoświadczonych i słabo uzbrojonych żołnierzy ppor. Słowikowskiego, trwał krótko; powiedzmy kwadrans, albo najwyżej pół godziny, to nie byłoby w tym czegoś nadzwyczajnego – po prostu słabsi ulegli silniejszym.
Gdyby trwał ze trzy godziny – to, to byłoby już dowodem waleczności obrońców. I nawet, gdyby ulegli przeciwnikowi po tym czasie, to nie stanowiłoby to dla nich ujmy.

Ale gdyby opór, tych niedoświadczonych młokosów, dla których bitwa pod Ossowem była ich pierwszą w życiu stoczoną bitwą i krwawym chrztem ogniowym, trwał nie trzy godziny, ale dziewięć – dziesięć godzin, a dużo silniejszy nieprzyjaciel nie zdołał ich pokonać – to, to już jest bohaterstwo, przed którym trzeba chylić czoła i przyklęknąć nad przelaną krwią obrońców.

Popatrzmy jakich niezwykłych operacji nad czasem stoczonej Bitwy pod Ossowem dokonał na papierze „wybitny dokumentalista” i „prekursor polskiej wojskowej archiwistyki” mjr Bolesław Waligóra, na przykładzie jego opisu odsieczy por. Szewczyka (faza III).
Wszystkie niżej zacytowane fragmenty opisu Waligóry o przebiegu rozwijającej się odsieczy dotyczą określenia czasu tych wydarzeń. Pochodzą one z jego pracy z 1932r., z rozdziału „Przeciwnatarcie III batalionu 13. p. p. Wyrzucenie nieprzyjaciela z Ossowa i Leśniakowizny.”, (bez numeracji stron). Zacytowano po kolei, od miejsca, gdy odsiecz wyruszyła do Ossowa:
– „III batalion 13. p. p. wyruszył rano dnia 14 VIII i pomaszerował przez poligon […]”.
– „Po zebraniu tych wiadomości por. Szewczyk pociągnął swój batalion w kierunku Ossowa […]”.
– „Przed rozpoczęciem dalszego marszu […]”.
– „[…]już z chwilą osiągnięcia stanowisk I/8. p. a. p. […]”.
– „Marsz w stronę Ossowa, gdzie toczył się bój, trwał jakiś czas.”
– „Po kilku minutach batalion we wzorowym porządku ruszył polną drogą […]”.
– „Od czasu do czasu zatrzymywano się po drodze […]”.
– „Niebawem kompanie podeszły nad rzeczkę […]”.
– „Wkrótce por. Szewczyk wydał krótki rozkaz […]”.
– „Gdy połączenie z baterią zostało nawiązane […]”.
– „[…] początkowo nieprzyjaciel otworzył silny ogień […]”.
– „Z chwilą, gdy rozwinęło się natarcie III/13. p. p. ruszyły również naprzód kompanie 221. p. p. oraz oddziały 36., 33. i II 236. p. p. skupione w okolicy Ossowa.”
– „Wkrótce ścigające oddziały osiągnęły pozycję przedmościa, na którym zatrzymały się.”.
I to wszystko. Nie ma już więcej informacji o przebiegu odsieczy batalionu por. Szewczyka w czasie. Nie ma informacji jak długo trwał marsz batalionu do Ossowa, jak długo trwał jego wspomagający atak w celu przełamania impasu w Ossowie, ani kiedy został on zakończony. Wobec tego nie mamy tu do czynienia z wojskowym dokumentem, ale z fabularną narracją majora Waligóry, która może i ma jakieś walory beletrystyczne, ale niewielką wartość dokumentacyjną.

waligora

mjr Bolesław Waligóra (1898 – 1940) uznawany w II Rzeczpospolitej, jak i obecnie, za wybitnego dokumentalistę i archiwistę wojskowego.

Jednak w jego publikacjach poświęconych Bitwie pod Ossowem i śmierci ks. Ignacego Skorupki jest bardzo wiele poważnych nieprawidłowości, zniekształcających całkowicie obraz tych wydarzeń.

A przecież mjr Bolesław Waligóra dysponował wieloma dokumentami na temat przebiegu Bitwy pod Ossowem, z których część cytuje w swojej pracy, wśród nich pisemną relację dowódcy bitwy ppor. Mieczysława Słowikowskiego. A gdyby były jakieś niejasności w tych dokumentach, to miał wtedy jeszcze łatwy dostęp do uczestników tych wydarzeń, od których mógł czerpać bezpośrednie informacje.
W całym rozdziale o odsieczy batalionu por. Jana Szewczyka, w publikacji Waligóry z 1932 r., są podane tylko dwie informacje godzinowe, które jednak nie wyjaśniają tej sprawy.
Pierwsza, że około godz. 5 rano III/13. p. p. por. Szewczyka otrzymał rozkaz dowódcy pułku przeciwuderzenia w rejonie Ossowa, gdzie doszło do przerwania frontu. Batalion w tym czasie był daleko od pola walki w Ossowie, bo w koszarach rembertowskich (początek omawianego rozdziału).
Druga informacja, cyt.: „Trudno ściśle określić, jakie zadanie otrzymał ten batalion, gdyż meldunek 8. d. p. z g. 12:15 podaje tylko, że III/13.p.p. został skierowany na linię niemieckich okopów na zachód od Ossowa. Z tego meldunku można wnioskować, że III/13. p. p. nie był przeznaczony do przeciwuderzenia na Ossów, lecz raczej do obsady II pozycji przedmościa” (tamże).

Obie te informacje nie udzielają odpowiedzi na pytania o czas akcji batalionu por. Szewczyka w Ossowie, i godziny jej zakończenia. A ta sprawa ma zasadnicze znaczenie dla określenia postawy i wielkości czynu młodocianych obrońców Ossowa, pod dowództwem ppor. Słowikowskiego.

W tej sytuacji należy postawić pytanie, czy taki opis akcji batalionu por. Szewczyka jest skutkiem niestaranności i zaniedbania dokumentalisty Waligóry, czy jego świadomego działania?
Sprawę tą wyjaśnia dalsza analiza tekstów mjr Waligóry, zwłaszcza porównanie opisu tej samej bitwy w jego pracy z 1934 roku.

W obu swych pracach, z 1932 i 1934 r., Waligóra cytuje fragment pisemnej relacji dowódcy bitwy ppor. Słowikowskiego, mówiący o wysiłku i zmęczeniu jego żołnierzy.
W pracy Waligóry z 1932 r. ten fragment brzmi: „Zmęczenie ich dochodzi do ostatecznych granic tak, że około godziny 12:00 nawet z rewolwerem w ręku nie mogę zmusić do poderwania się i ruszenia naprzód. Linia tyralierska leży prawie bez życia, z rzadka tylko strzelając” (Relacja pisemna kpt. dypl. M. Słowikowskiego, cyt. za B. Waligóra, tamże, rozdział „Walka w Ossowie”).
Natomiast w pracy Waligóry z 1934r. ten fragment został pocięty i wygląda tak (kursywą tekst M. Słowikowskiego): „[…] zmęczenie doszło do ostatecznych granic i w końcu podporucznik Słowikowski, jak podaje, Nawet z rewolwerem w ręku – nie mógł zmusić – do poderwania się i ruszenia naprzód. Linia tyralierska leży prawie bez życia, z rzadka tylko strzelając.”.(B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015. s. 374).
W tym drugim zacytowaniu nie ma już informacji Słowikowskiego, że około godz., 12 jego wojsko, chociaż skrajnie umęczone, zalegało nadal na polu walki, nie przepuszczając również umęczonego jak oni nieprzyjaciela.
Dlaczego Waligóra dokonał tego pominięcia? – może chciał tylko skrócić ten cytat. Może. Ale wygląda na to, że bardzo starał się przyspieszyć atak batalionu III/13, aby w swoim opisie skrócić przez to czas bohaterskiego oporu żołnierzy ppor. Słowikowskiego, gdyż w tej pracy z 1934 r. podaje na str. 381: „Z chwilą rozwinięcia się natarcia porucznika Szewczyka ruszyły naprzód oddziały, znajdujące się na lewym skrzydle, poderwane na rozkaz dowódcy dywizji. Działo się to około godziny 11:00.”, przy czym nie podaje źródła tej informacji.
Widać jak Waligóra uwikłał się w swoich manipulacjach, gdyż jeśli w pracy z 1932 r. podał za Słowikowskim, że obrońcy Ossowa około godziny 12, chociaż skrajnie umęczeni, nadal byli na polu walki, nie przepuszczając również umęczonego jak oni nieprzyjaciela, to musiał pominąć tą informację w pracy z 1934 r., gdyż chciał przyspieszyć na papierze przybycie odsieczy do Ossowa na godz. 11.
Dla ścisłości, trzeba ten wywód uzupełnić jeszcze jedną informacją Waligóry. W pracy z 1934 roku (na tej samej stronie) pisze: „W tymże czasie kapitan Zaremba, dowódca II dywizjonu 11 Pułku Artylerii Polowej, meldował (o godzinie 11:45): Nasza piechota idzie do kontrataku wspierana własna artylerią. Dowództwo XVI Brygady już o godzinie 11:30 meldowało o powodzeniu.”.
Stopień wiarygodności tych dwu meldunków jest trudny do ustalenia, gdyż było kilka (około 6) ataków naszej piechoty podejmowanych z Ossowa. O którym to ataku meldował  kapitan Zaremba? – chyba nie o ostatnim zwycięskim, gdyż dowódca bitwy ppor. Słowikowski podaje zupełnie inny rozkład tych wydarzeń w czasie, co zobaczymy poniżej.
Trzeba też bardzo ostrożnie podchodzić do oceny własnej działalności naszej artylerii pod Ossowem, gdyż w sumie jej rola ograniczyła się głównie do ostrzału zaplecza atakujących bolszewików i blokowanie dróg prowadzących od wschodu do Ossowa.

Słowikowski 1896 - 1989

gen. Mieczysław Zygfryd Słowikowski (1896 – 1989). Znany przede wszystkim jako as wywiadu na Zachodzie podczas II Wojny Światowej. Mniej znana jest jego wielka zasługa w Bitwie pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 r., gdzie objął dowództwo nad I Batalionem im. Weteranów 1863r., 236 P.P. Armii Ochotniczej, i przez wiele godzin skutecznie dowodził całością bitwy, dysponując głównie niedoświadczonym i niewyszkolonym wojskiem, złożonym z warszawskiej młodzieży.
Pod Ossowem miał jeszcze niezaleczoną ranę odniesioną na Wschodzie, a pod mundurem medalik z Matką Boska Częstochowską, który zawiesiła mu na piersiach jego Matka, gdy wyruszał na wojnę.

Może ktoś powiedzieć: co to za spór o jedna godzinę z całodniowej bitwy, gdy czas podczas walki chwilami galopująco przyspiesza, to znów ciągnie się niemiłosiernie w oczekiwaniu pomocy.
Nie jest to jednak spór o jedna godzinę. Chodzi o coś więcej. Przeczytajmy teraz kilka cytatów dotyczących czasu tych wydarzeń z publikacji Mieczysława Słowikowskiego z 1964r. Jest w niej zupełnie inny obraz Bitwy pod Ossowem, niż to co podaje w swoich pracach Bolesław Waligóra. Z dużym prawdopodobieństwem można przypuszczać, że zasadnicza część informacji, zawarta w cytowanej przez Waligórę pisemnej relacji Słowikowskiego z 1932 roku, pokrywa się z tym, co jest w jego publikacji z 1964 r.
Zgodnie z otrzymanym rozkazem, ppor. Słowikowski poprowadził oddział, którym dowodził do pierwszego ataku. Napisał o tym tak; „Chcąc jak najszybciej przejść na lewą stronę wsi poleciłem wyłamać przydrożne opłotki. Spojrzałem na zegarek, była 5 godzina rano.” (M. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn, 1964, s. 40).
Ten pierwszy atak, podobnie jak i kilka następnych, nie powiódł się. Ppor. Słowikowski zwołał pospieszna odprawę dowódców kompani, na której „Wszyscy zgodzili się, że należy bronić wsi do upadłego. Była prawie 6 – ta godzina rano.” (tamże, s. 44).
”Jak liczyłem, mniej więcej około godziny 6.30 rano piechota nieprzyjaciela wdarła się do wsi.”. (tamże, s 46).
”Nie było czasu na posiłek. Żołnierze nic nie mieli w ustach przez cały dzień. Walka we wsi trwała ze zmiennym szczęściem przez cały dzień.” (tamże, s. 47).
”Największe nasilenie boju trwało mniej więcej do godziny drugiej po południu 14 sierpnia. (podkr. – CWU) W późniejszych godzinach popołudniowych nacisk wroga zelżał, wyczuwałem osłabienie z jego strony, które przejawiało się nawet w nasileniu ognia karabinów maszynowych.
Należy jednak powiedzieć prawdę. Batalion miał duże straty, a żołnierz był bardzo zmęczony.
Od dowództwa nie przychodził żaden rozkaz, żadna pomoc. Nie wiedziałem co o tym sądzić. Nie miałem żadnej łączności. Nie miałem też po prostu możliwości ani czasu na posłanie łącznika nie znającego drogi.
Toteż gdy miedzy godziną 4 – tą a 5 – tą po południu przymaszerował do wsi batalion 13. p. p. pod dowództwem kpt. Szewczyka  
(podkr. – CWU) odetchnąłem z ulgą. Sądziłem, że ma wzmocnić naszą obronę i wykonać natarcie dla odrzucenia nieprzyjaciela.
Kpt. Szewczyk powiedział, iż otrzymał rozkaz udania się do wsi Ossów i pozostania tam jako odwód dywizji. Nie może więc wiązać się w żadną walkę.
Ze względu na stan i wyczerpanie ochotników, nie było to zbyt pocieszające. Przyjście jednak świeżego wojska pobudziło i dodało pewności ochotnikom.
Postanowiłem wykonać ostatni atak już całym baonem. Czułem, iż mogłem zdecydować się na ten zryw.
Około godziny 5 – tej po południu
(podkr. – CWU) batalion przeszedł do natarcia. Tym razem nasze „hurra” we wsi było potężniejsze od poprzednich. Opór wroga był bardzo słaby, umilkły jego karabiny maszynowe. Wyczułem, iż wycofują się teraz pośpiesznie. Nie zatrzymałem więc linii na lizjerze wsi, lecz parłem naprzód by zająć jak najprędzej z powrotem okopy pod Leśniakowizną. Wróg uchodził nie stawiając już żadnego oporu.
W tym parciu naprzód miałem koło siebie kaprala Michalaka z dawnej 8 – mej kompanii 36. p. p. Podniecony i chcąc jak najszybciej zająć starą linię obronną nie oglądałem się na nic. Był to prawie że bieg. Wróg musiał jednak uchodzić jeszcze szybciej bo nie napotkaliśmy go nigdzie.
Gdy dotarłem do linii okopów wtedy dopiero spostrzegłem, że mam koło siebie prócz kaprala tylko ośmiu żołnierzy. Za nami na drodze nie było nikogo.
Bój był skończony. Uwieńczyło go nasze zwycięstwo, a mnie dopiero teraz ogarnął strach.”
(tamże, s. 47 – 48).
„Dałem rozkaz kapralowi pozostania w okopach na drodze, a sam biegłem ile tchu w piersiach do Ossowa, by zebrać rozproszonych ochotników dla obsadzenia pozycji pod Leśniakowizną. Napotykanym, a odpoczywającym po drodze, polecałem natychmiast iść dalej aż do spotkania żołnierzy w okopach.”. (tamże, s. 49).

Tak wyglądało to zwycięstwo w relacji wiarygodnego świadka dowódcy stoczonej bitwy ppor. Mieczysława Słowikowskiego.

ksiażkaA tak ocenił je wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra: „Należy nadmienić, że przełamanie kryzysu i powodzenie pod Ossowem należy przede wszystkim przypisać uderzeniu III batalionu. Dowódca dywizji wspomina, że natarcie III batalionu 13 Pułku, to jedno z najlepiej prowadzonych, jakie widziałem na wojnie (zasługa mjr. Szewczyka i por. Marchewy)”.(B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy…, s. 381).

Chwała walecznym żołnierzom mjr Szewczyka i por. Marchewy. Dowódca bitwy ppor. Słowikowski nie uczynił ujmy, i nie pomniejszył zasług tych dowódców i ich żołnierzy w swoich, cytowanych tutaj wspomnieniach. Ale też pokazał jaki naprawdę był udział III batalionu w całości bitwy, to jest; skuteczne i zbawienne dla obrońców Ossowa przełamanie impasu bitwy – ale nic więcej – bo później batalion por. Szewczyka przeszedł do swoich wyznaczonych zadań, i pozostawił obrońców Ossowa swojemu losowi. Na szczęście ten los okazał się dla nich, dla Warszawy i całej Polski łaskawy.

Szanowny Czytelniku. Zatrzymaj się jeszcze przez chwile nad tą ważna dla naszej historii sprawą, i spróbuj odpowiedzieć, który z obu tych cytowanych autorów jest bardziej wiarygodny? Któremu należy się imię prawdomównego, a kto jest krętaczem i manipulantem na usługach racji mniejszych niż prawda i honor?

W odpowiedzi na te pytania może jeszcze pomoże przygotowywana następna cześć poświęcona manipulacjom mjr Bolesława Waligóry, pt. „Wyśmiewanie bohaterskich obrońców”.

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I PRZEBIEGU BITWY POD OSSOWEM W DNIU 14 SIERPNIA 1920 ROKU.

Te wpisy będą jeszcze poprawiane i uzupełniane.

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część V: Informacja o wybranej bibliografii.

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ V: INFORMACJA O WYBRANEJ BIBLIOGRAFII

Bibliograficzną podstawę publikowanych tutaj krytycznych ocen manipulacji dokonanych przez mjr Bolesława Waligórę w sprawie śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej walki warszawskiej młodzieży w Bitwie pod Ossowem, stanowią publikację dwu autorów:
Bolesław Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, bez numeracji stron, reprint Warszawa 2015.
Bolesław  Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015.
Mieczysław  Zygfryd Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964.

Poza tym korzystałem pośrednio z cytatów niedostępnej mi pisemnej relacji M. Z. Słowikowskiego z 1932 r., na którą powołuje się i cytuje B. Waligóra w wyżej wymienionych publikacjach.

Istnieje oczywiście wiele publikacji na temat okoliczności śmierci ks. Skorupki i przebiegu Bitwy pod Ossowem, ale tylko prace tych dwu autorów: Słowikowskiego i Waligóry są pracami najważniejszymi dla tej sprawy. Istnieje jednak ogromna różnica co do ich wartości.
Informacje pochodzące od Mieczysława Słowikowskiego mają wartość pierwszego i najważniejszego źródła w tej sprawie, pochodzą bowiem od bezpośredniego świadka i uczestnika opisywanych wydarzeń; dowódcy stoczonej bitwy. Natomiast Bolesław Waligóra dokonał zza biurka kompilacji tych wydarzeń, wprawdzie na podstawie wielu różnych źródeł, ale zrobił to w sposób wybiórczy, nie stroniąc od niegodziwych manipulacji, zmierzających do pomniejszenia czynu i zasług ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży.

Bolesław Waligóra nie znał, bo nie mógł znać, publikacji Mieczysława Słowikowskiego z 1964 roku. Ale znał i cytował wspomnianą pisemną relację Słowikowskiego z 1932 roku, która, jak wynika z treści przytoczonych cytatów, zawierała te same podstawowe informacje o Bitwie pod Ossowem, którą jeszcze raz opisał Słowikowski w 1964r. Waligóra znał również informacje Słowikowskiego zawarte w stenogramie wystąpienia, już wtedy, kapitana Mieczysława Słowikowskiego w czasie sesji terenowej w Ossowie w 1930 roku (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy…, s. 645).

Słowikowski 1896 - 1989
gen. Mieczysław Zygfryd Słowikowski (1896 – 1989). Znany przede wszystkim jako as wywiadu na Zachodzie podczas II Wojny Światowej. Mniej znana jest jego wielka zasługa w Bitwie pod Ossowem w dniu 14 sierpnia 1920 r., gdzie objął dowództwo nad I Batalionem im. Weteranów 1863r., 236 P.P. Armii Ochotniczej, i przez wiele godzin, skutecznie dowodził całością bitwy, dysponując głównie niedoświadczonym i niewyszkolonym wojskiem, złożonym z warszawskiej młodzieży.

Zapraszam czytelników tej strony do włączenia się do tego historycznego śledztwa, nawet jeśli wyda się ono w pośpiesznym przeglądaniu tej strony uciążliwe, i wymagające skupienia. Ale przecież warto ponosić wysiłek dla poznania „prawdy, która wyzwala”. Wyzwala z czego? A, no właśnie…, dla odpowiedzi na to pytanie może warto jednak ponosić trudy oddzielania ziarna od plew, bo nawet wróble nie pożywią się plewami.

W tej sprawie są rzeczy dziwne, na przykład: „Dziwnym się wydaje, iż nasze władze wojskowe nie zażądały ode mnie meldunku przedstawiającego całość boju pod Ossowem – Leśniakowizną. Nikt nigdy nie zwracał się do mnie o to.” – napisał, już wtedy, gen. Mieczysław Słowikowski w swojej publikacji z 1964r. (s. 58).
Po dowództwach pułków biorących udział w Bitwie pod Ossowem, które w czasie największego nasilenia boju uszły na zaplecze (na poligon rembertowski) pozostawiając młodociany batalion swojemu losowi, to następną „władzą wojskową” w tej sprawie był chyba oficjalny wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra, o którym Mieczysław Słowikowski napisał: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis Boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy.” (tamże, s. 60 – 61).

A trzeba wyraźnie powiedzieć, że wersja wydarzeń podana przez dowódcę Bitwy pod Ossowem ppor. Mieczysława Słowikowskiego została zepchnięta na margines oficjalnych informacji o Bitwie pod Ossowem, którą stanowi wersja Bolesława Waligóry. W tej sprawie trudno znaleźć wnikliwie przeprowadzone ustalenia. Ciągle obowiązującą wersją przebiegu Bitwy pod Ossowem jest jej zafałszowany obraz, powstały na podstawie „faktów publicystycznych” dokonanych przez B. Waligórę. Żyją one swoim własnym życiem, i są ciągle powielane i pomnażane bezmyślnie, lub świadomie, przez różnorakich publicystów.

Wyjaśniam, że używam  numeracji młodzieżowego batalionu z pod Ossowa jako I, gdyż tak oznaczał go M. Słowikowski. Przyjęła się ona jako numeracja zwyczajowa i nazwa własna batalionu wśród uczestników tej bitwy, natomiast B. Waligóra ten sam batalion oznacza jako II.
Podobnie stosuję zwyczajową nazwę Bitwa pod Ossowem, gdy B. Waligóra używa tutaj nazwy bój pod Ossowem, jako składowej wielkiej Bitwy Warszawskiej

Czesław Wójcik – Uglis

PRZECZYTAJ TAKŻE NA TEJ STRONIE POZOSTAŁE TEKSTY O MANIPULACJACH mjr BOLESŁAWA WALIGÓRY W SPRAWIE ŚMIERCI ks. IGNACEGO SKORUPKI I PRZEBIEGU BITWY POD OSSOWEM W DNIU 14 SIERPNIA 1920 ROKU.

Te wpisy będą jeszcze poprawiane i uzupełniane.

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część II: Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ II – DZIWNE ZABIEGI WOKÓŁ ŚMIERCI KS. SKORUPKI.
Okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki miały, i mają nadal, wielkie znaczenie dla poznania istoty wydarzeń z przełomowych dni sierpnia 1920 roku. Bo jeśli ten szlachetny ksiądz zginął tak, jak przedstawia to Władysław Pobóg – Malinowski; gdy na poboczu pola walki, pochylony nad rannym żołnierzem, udzielał mu ostatnich sakramentów, to byłaby to oczywiście śmierć chwalebna, ale niewychodzącą poza ramy zwykłej posługi kapłańskiej.

Jeśli jednak ks. Skorupka zginął na pierwszej linii walki, z uniesionym krzyżem w ręce, zagrzewając żołnierzy do walki w obronie wiary i ojczyzny, prowadząc ich wspólnie z dowódcą batalionu, który również był człowiekiem wielkiej wiary, a pod mundurem miał na piersiach medalik z Matka Boską Częstochowską, to byłaby to heroiczna śmierć kapłana i przywódcy na miarę ks. Kordeckiego, czy św. Joanny D’arc, i taka śmierć kapłana – przywódcy byłaby odbierana (i była odbierana) jako dowód Bożej Opatrzności, i owoc złożonej ofiary życia tego młodziutkiego księdza.

Ale ta wersja nie była możliwa do przyjęcia przez Naczelnego Wodza oraz ludzi z Jego otoczenia, gdyż nie byłaby wtedy możliwa kreacja Jego Osoby na geniusza, któremu miał przypaść niemalże cały splendor zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, jak i w całej wojnie.

Józef Piłsudski bywa często porównywany przez jego apologetów do króla Sobieskiego i króla Jagiełły. Król Jan III Sobieski zwyciężywszy Turków pod Wiedniem powiedział: „Venimus, vidimus – Deus vicit” („przybyliśmy, zobaczyliśmy – Bóg zwyciężył”). Nie było tego u Piłsudskiego. Przeciwnie; Józef Piłsudski po zakończonej wojnie wielokrotnie podkreślał: „To ja zwyciężyłem”.
Obydwaj ci wielcy wodzowie przed bitwami oddawali się Boskiej Opatrzności. Sobieski, zanim udał się pod Wiedeń, udał się na Jasną Górę, gdzie powierzał los swojej wojennej wyprawy Bogu i Matce Najświętszej, a przed bitwą wysłuchał dwu mszy św., do których służył jako ministrant. Podobnie i król Jagiełło przed Bitwa pod Grunwaldem prosił Boga o zwycięstwo i pomoc.
Józef Piłsudski, tuż przed rozpoczynającą się Bitwą Warszawską, podał się do dymisji, zrzekając się pełnienia obu swych funkcji; Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, i udał się w swoich sprawach osobistych aż pod Tarnów. Później dołączył do wojsk Grupy Uderzeniowej nad Dolnym Wieprzem, gdzie zajmował się wieloma drugorzędnymi sprawami, ale nie dowodzeniem całością bitwy, które podjęli jego generałowie (zwłaszcza gen. Tadeusz Rozwadowski) – później przez Niego wyśmiewani i lekceważeni, a niektórzy nawet prześladowani.
U Piłsudskiego nie było Jasnej Góry, ani błagalnych mszy przed bitwą, a żegnając żołnierzy ruszających z nad Wieprza miał powiedzieć po rosyjsku: „na dwoje babka wróżyła” (uzupełnić i podać źródło). U Piłsudskiego nie było więc, tego ducha wysokich lotów, i powierzenia się Boskiej Opatrzności, które poniosły Sobieskiego i Jagiełłę do zwycięstwa. Był natomiast głęboki kryzys psychiczny i brak wiary w zwycięstwo, o czym pisaliśmy już na tej stronie.

Ale zaraz po bitwie pojawiło się silne pragnienie chwały triumfatora, bo chwała zwycięstwa oznaczała wtedy prawo do posiadania władzy. I tak, oto znajdujemy przyczynę dokonywanych niegodnych zabiegów pomniejszenia zasługi ks. Ignacego Skorupki, i młodocianych żołnierzy z pod Ossowa. Bo mogłoby się okazać, że to jednak „Deus vicit”.

Dla kogoś, kto nie wczytywał się dokładniej w opublikowane teksty na tej stronie, informuję, że relacje świadków śmierci ks. Skorupki znajdują się tutaj:
http://cud1920.pl/1586/smierc-ks-ignacego-skorupki-na-polach-ossowa

Smierc_ks_Skorupki                                         Jerzy Kossak – „Śmierć ks. Skorupki”

Ale „powróćmy do naszych baranów” (nie jest to wyrażenie obraźliwe, lecz przydatna tutaj znana figura retoryczna).
Zanim piłsudczykowski historyk Władysław Pobóg – Malinowski opublikował swoje wyssane z palca zmyślenia na temat okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki, zobaczmy jak przygotował mu do tego grunt dokumentalista z obozu Józefa Piłsudskiego: mjr Bolesław Waligóra.
W jego cytowanej publikacji z 1932 r. czytamy na ten temat: „Momentu śmierci ks. Skorupki nie zauważono. W chaosie walki tylu ludzi padało, że trudno było spostrzec fakt śmierci ks. Skorupki. Dopiero po bitwie, w miejscu gdzie dziś stoi krzyż drewniany (na północ od wschodniej części wsi), znaleziono zwłoki ks. Skorupki” (tamże).
Ale 13 stron wcześniej, w rozdziale „Walka w Ossowie”, po zacytowaniu fragmentu relacji dowódcy młodzieżowego batalionu, ppor. Mieczysława Słowikowskiego, Waligóra pisze już od siebie: „W trakcie tego ruchu ks. Skorupka, który szedł obok dowódcy kompani, a więc przed tyralierą, upadł w pewnej chwili, lecz ppor. Słowikowski nie zwrócił na to uwagi, gdyż sądził, ze kapelan potknął się o bruzdę. Zresztą inne sprawy zaprzątały umysł dowódcy”.

W roku 1932, gdy mjr Bolesław Waligóra publikował cytowaną pracę, dysponował dwoma pisemnymi relacjami Mieczysława Słowikowskiego – już wtedy w randze kapitana. Jedna pisemna ze stycznia 1932 r., druga, wcześniejsza jako stenogram relacji podanych w terenie pod Radzyminem w 1930 r. (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu Warszawy w sierpniu 1920 roku”, reedycja z 1934r, – Oświęcim 2015, s. 645). Właśnie te dwie relacje kpt. Słowikowskiego są podstawą dywagacji Waligóry na temat śmierci ks. Skorupki. Nie mogła być mu znana najważniejsza publikacja Słowikowskiego na temat Bitwy pod Ossowem, wydana w Londynie w 1964r., mająca rangę pierwszoplanowego źródła na temat Bitwy pod Ossowem i okoliczności śmierci ks. Skorupki, (z której jeszcze będziemy korzystać), ale te dwie, wyżej wymienione, relacje Słowikowskiego dostępne Waligórze z całą pewnością musiały zawierać informację, że po zakończonej bitwie znalazł on (Słowikowski) ciało ks. Skorupki w miejscu które zapamiętał, i gdzie „potknął” się ks. Skorupka. Śmierci kapelana swojego oddziału ppor. Słowikowski bardzo przeżywał. Miał do niego emocjonalny, przyjacielski stosunek. W takim razie, skoro Słowikowski napisał w swojej, cytowanej przez Waligórę relacji o upadku ks. Skorupki, to czymś niezrozumiałym byłoby pominięcie przez Słowikowskiego informacji o znalezieniu przez niego ciała ks. Skorupki, właśnie w miejscu, gdzie nastąpił jego upadek.

Waligóra miał również szansę osobiście usłyszeć tą informację z ust kpt. Słowikowskiego na sesji terenowej w 1930 roku. Dwie dostępne mu pisemne relacje Słowikowskiego cytuje wybiórczo, według swoich potrzeb i założonego planu, według którego , „nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron – ostatnia strona tekstu)

Prawdopodobnie dzisiaj już nie uda się ustalić w jak dużym stopniu mjr Bolesław Waligóra zbagatelizował i zmanipulował relacje kpt. Słowikowskiego, gdyż jak czytamy na okładce obszernej pracy Waligóry z 1934r, (wznowionej w 2015r.), obejmującej także opis Bitwy pod Ossowem.: „W publikacji tej od początku zwraca uwagę znakomity warsztat archiwisty, oraz obiektywizm autora. Pionierska ta praca posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne. Tymczasem spora część akt, z których autor korzystał, uległa zniszczeniu w czasie II wojny światowej, stąd też pozycja niniejsza może wręcz pod pewnymi względami aspirować do miana źródłowej” (podkr. – CWU) – napisali historyce.org z Polskiego Forum Historycznego (zob. B. Waligóra, „Bój na Przedmościu…, 4 str. okładki).
W ten sposób mamy namaszczenie wątpliwej wartości opracowania (co najmniej w zakresie opisu śmierci ks. Ignacego Skorupki, i jak okaże się dalej; całej Bitwy pod Ossowem) na pozycję rangi historycznego źródła, a jej autora na genialnego dokumentalistę.

A przecież nie koniec wątpliwości i zastrzeżeń wobec tych dziwnych zabiegów, pominięć i sprzeczności dokonanych przez dokumentalistę Waligórę wokół śmierci ks. Ignacego Skorupki.

Dwa lata po wojnie polsko – bolszewickiej, w 1922 roku, ukazała się niezwykła publikacja zatytułowana „O uczniu żołnierzu”, będąca zbiorem relacji i świadectw młodocianych żołnierzy – uczniów walczących jako ochotnicy w 1920 roku. Jej inicjatorem był Maciej Rataj – późniejszy Marszałek Sejmu, a redaktorem dr Kazimierz Konarski. Jest to prawdziwe, i niewiele skażone osobistym subiektywizmem autorów cenne źródło historycznych informacji.

Wśród licznych wypowiedzi, wspomnień, opisu różnych wojennych przeżyć, czasem tylko krótkich epizodów, przekazanych przez uczniów – żołnierzy znajduje się tam również krótka, ale bardzo cenna relacja bezpośredniego świadka śmierci ks. Ignacego Skorupki:
” Było 6 ataków naszych, z których 5 było niefortunnych, a dopiero szóstym atakiem odrzuciliśmy bolszewików o parę kilometrów za wieś Leśniakowiznę.
Parę razy dochodziło do starcia na bagnety. W pierwszym ataku ks. Skorupka jakimś zbiegiem okoliczności znalazł się o parę kroków odemnie. Widziałem jak, gdy dochodziliśmy, jeden z bolszewików strzelił do księdza i ugodził go kulą w czoło, ten sam również strzelił do mnie, lecz nie trafił, repetował karabin, aby znów strzelić, lecz ja go uprzedziłem i paru pchnięciami bagnetu powaliłem go. – (Warszawa, gimn. K. Kulwiecia kl. VII J. S.)” (K. Konarski, „O uczniu żołnierzu”, Warszawa – Lwów b.r. w., s. 97).
Nazwisko tego ucznia – Szmidke – podaje S. Helsztyński, [w:] „Bohater Warszawy ksiądz kapelan Ignacy Skorupka”, Warszawa 1990, s. 46 – pierwsze wydanie 1923).

Niestety, na próżno szukać choćby wzmianki o tej publikacji u Waligóry. A przecież nie mógł o niej nie słyszeć. Bo jeśli nawet, z powodu jakiegoś zaniedbania, nie słyszał o niej, to w takim razie nie jest Waligóra dokumentalistą o „znakomitym warsztacie archiwisty”. Jeśli jednak znał tą publikację, ale jej świadomie nie uwzględnił, to w takim razie jest manipulatorem, może zasługującym na pochwały tych, którym służył, ale wtedy kojarzenie jego dokonań z prawdą historyczna nie jest możliwe.
A przecież napisali o nim cytowani historycy.org, że jego publikacja o Bitwie warszawskiej „[…]posiada tym większe znaczenie dla naszej historiografii wojskowej, iż napisana została w znacznej mierze w oparciu o dokumenty oraz wytrwale zbierane relacje ustne.” (cytowane wyżej).

Problem jest w tym, że autorzy prac kompilacyjnych, polegających na zgeneralizowaniu wydarzeń na podstawie wielu informacji, muszą się cechować nie tylko dobrym warsztatem naukowo – badawczym, ale i wielką rzetelnością, uczciwością i rzeczywistą, a nie pozorną miłością do prawdy. Pojawia się bowiem tutaj pokusa, zwłaszcza przy wielkich opracowaniach, ułatwienia sobie pracy przez pominięcia, a często także i manipulacje, gdyż autor jest świadomy, że przy dużym materiale źródłowym niełatwo będzie znaleźć popełnione nieprawidłowości. Szczególnie ułatwia to naginanie prawdy do ustalonej tezy. I taką właśnie sytuację mamy w wypadku tego, co zrobił wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra w sprawie okoliczności śmierci ks. Ignacego Skorupki i opisu Bitwy pod Ossowem.

Na koniec rozważań o manipulacjach mjr Bolesława Waligóry na temat śmierci ks. Ignacego Skorupki i bohaterskiej walki warszawskiej młodzieży w bitwie pod Ossowem, opinia Mieczysława Słowikowskiego o Waligórze: „Mjr. B. Waligóra w swoim studium o „Boju pod Radzyminem” łączy z nim bój pod Ossowem. Opis Boju, nie wiem na jakich źródłach oparty, według mego zdania uwłacza pamięci tych wszystkich ochotników, którzy złożyli młode życie na ołtarzu ojczyzny w obronie Warszawy. (M. Z. Słowikowski, „Bój w obronie Warszawy i śmierć ks. I. Skorupki”, Londyn 1964. s. 60 – 61). Słowikowski wypowiada tą opinię o Waligórze na podstawie jego wcześniejszej pracy „Bój pod Radzyminem”.

I znów powróciło do nas niepiękne słowo „uwłaczać”. Czytelnik, który zadał sobie trud uważniejszego przeczytania tego tekstu, nie powinien mieć trudności w ustaleniu, kto i dlaczego użył je w niewłaściwy sposób, i czy nie uwłaczył nie tylko godności bohaterów, ale również wrażliwości i inteligencji następnych pokoleń, które szukając prawdy o tamtych wydarzeniach, będą dociekliwie dobijać się do prawdy. Cdn.
Czesław Wójcik – Uglis     

Jak wojskowy dokumentalista mjr Bolesław Waligóra pomniejszył czyn i zasługę ks. Ignacego Skorupki i warszawskiej młodzieży – część I: Fałszywa troska

NIEGODZIWE MANIPULACJE W PIĘKNEJ, CZYSTEJ, SPRAWIE

CZĘŚĆ I: FAŁSZYWA TROSKA

Przełom w Bitwie Warszawskiej, powszechnie nazywanej Cudem nad Wisłą, i w całej wojnie polsko – bolszewickiej 1919 – 1920, nastąpił w niedzielę 15 sierpnia 1920 roku. Poprzedziły go wielodniowe ciężkie zmagania na całym Froncie Północno – Wschodnim. Szczególne znaczenie miała całodzienna Bitwa pod Ossowem w sobotę 14 sierpnia, gdy w nocy z 13 na 14 sierpnia bolszewicy przerwali pod pobliską Leśniakowizną drugą, i właściwie ostatnią polską linię obrony – bezpośrednio zagrażając Stolicy odległej od Ossowa około 15 km.
” Uświadamiając sobie tę bliskość, rozumiemy jak ważna była obronna faza walk Bitwy Warszawskiej, stoczonych głównie w rejonie Ossowa i Radzymina, pod ogólnym dowództwem gen. Józefa Hallera i przy znacznym udziale gen. Lucjana Żeligowskiego. Pod Ossowem zatrzymały atak wroga 221 i 236 Pułki Piechoty Wojska Polskiego, formacje ochotnicze, złożone z przedstawicieli wszystkich warstw społecznych i zawodowych. Szczególną chwałą okrył się w bojach pod Ossowem 236 P.P., zorganizowany w dzielnicy Praga z młodzieży warszawskiej przez por. Mieczysława Słowikowskiego. Kapelan pułku, ksiądz Ignacy Skorupka poległ w pierwszych minutach polskiego kontrataku, a Jego śmierć stała się ogólnopolskim symbolem obrony stolicy.” (podkr. CWU)napisał dr Jan Tarczyński, dyrektor Centralnej Biblioteki Wojskowej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie, we wstępie do wznowionego opracowania mjr Bolesława Waligóry na temat Bitwy pod Ossowem ( B.Waligóra, „Bitwa Warszawska 1920 Bój pod Ossowem i Leśniakowizną w dniu 14 VIII 1920R.”, Warszawa 1932, reprint, bez numeracji stron)
waligora

mjr Bolesław Waligóra (1898 – 1940) uznawany w II Rzeczpospolitej, jak i obecnie, za wybitnego dokumentalistę i archiwistę wojskowego, był związany z obozem piłsudczykowskim. Wydał sporo opracowań kompilacyjnych, poświęconych wybranym fragmentom wielkiej Bitwy Warszawskiej. Sam też brał udział w walkach o Radzymin jako dowódca kompani. Przez swoich dowódców ceniony i nagradzany awansami i odznaczeniami za pracowitość, poświęcenie i skromność – tak na polu walki, jak i w pracy dokumentacyjnej, w której uznawany był jako wybitna osobowość polskiej archiwistyki wojskowej. W II Rzeczpospolitej był dyrektorem Archiwum Wojskowego, obecnie jest patronem Centralnego Archiwum Wojskowego.

Toteż niemałe zdumienie budzą jego manipulacje dokonane wokół Osoby ks. Ignacego Skorupki – gorliwego kapłana i bohatera narodowego z pod Ossowa – postaci na miarę błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki – pomijanego i pomniejszanego przez sanacyjny establishment przez cały okres II Rzeczpospolitej. Gorzkie owoce tamtego czasu pojawiają się i dzisiaj, gdy pragniemy gloryfikować Osobę ks. Skorupki według jego zasług.

FAŁSZYWA TROSKA.
We wspomnianym wyżej opracowaniu Waligóry na temat Bitwy pod Ossowem znajdują się takie jego stwierdzenia, cyt.: „Przejdźmy teraz do udziału ks. Skorupki w walce. […] ks. Skorupka, który mógł odejść do tyłu, prosił, by mu pozwolono iść w tyralierze do natarcia. Szkoda jednak dla legendy, że natarcie, w którym poległ ks. Skorupka, załamało się i nie doprowadziło do odrzucenia wroga.” (Tamże, ostatnia strona tekstu)
Niby nic, niby pozytywnie – a jednak, porcja jadu została przesączona. Bo pospieszając tokiem rozumowania i intencji autora, należałoby stwierdzić, że jeszcze większą szkodą dla legendy o bohaterskim kapłanie, było to, że to natarcie nie doprowadziło na przykład do całkowitego zakończenia bitwy na Przedmościu Warszawskim; albo i zakończenia całej wojny. Nieco dalej zajmiemy się przebiegiem tego pierwszego starcia, na razie warto zwrócić uwagę w tym akapicie, na rzekomą troskę i dbałość Waligóry o legendę bohaterskiego księdza.
Ale troska to tylko pozorna, bo nieco dalej czytamy: „Sadzę jednak, że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.” (Tamże, ostatnie zdanie na ostatniej stronie).
Może w tym miejscu należałoby się uszczypnąć, jak podczas złego snu, aby dokładniej określić gdzie jesteśmy. Popatrzmy na synonimy słowa „uwłaczać”, które oznacza: szarpać, szargać, przynosić ujmę, pogrążać, zniesławiać, oczerniać, szkalować.

Skąd taka sprzeczność ? I właściwie w jaka rolę wchodzi tutaj autor? Fałsz tej wypowiedzi jest odczuwalny na odległość, i wydaje się, że odsłania ona prawdziwe intencje i zamiary autora wobec prawdy, do zbadania której został powołany jako „wybitny” wojskowy dokumentalista.

Pytania te będą bardziej zasadne, gdy uważniej przyjrzymy się opracowaniu Bolesława Waligóry, poświęconego Bitwie pod Ossowem i Leśniakowizną.
Okaże się bowiem, że autor w szczególny sposób, przez zastosowanie manipulacji, będzie skwapliwie realizował swoje stwierdzenie, „że nie należy wyolbrzymiać znaczenia boju pod Ossowem oraz czynu ks. Skorupki, gdyż tym uwłacza się pamięci tego bohaterskiego księdza.”
Czytaj dalej następny wpis część II – „Dziwne zabiegi wokół śmierci ks. Skorupki” oraz następne wpisy z tego cyklu
Czesław Wójcik – Uglis