Pożegnanie Jana Karolczaka

POŻEGNANIE JANA KAROLCZAKA
Półmrok szpitalnej sali
Pod sufitem telewizor i krzyż nad drzwiami
Wyznaczają granice ludzkiej egzystencji
Olejne lamperie nabrzmiałe cierpieniem
Kryją bolesną wiedzę ścian o umieraniu

Ciało napięte w łuku śmierci
Dusza jak strzała zaraz uleci na sąd
(stosowna chwila aby zapytać
czyja to ręka napina cięciwę?)
Żarliwa modlitwa poskramia napastliwość demonów

Nad Tobą Żona złamana na dwoje
I jej szeptane słowa pożegnania
„Mój Kochany” „Mój Koteczku”

Kto namaluje tą scenę
Gdy Ty wypuściłeś już pędzel z dłoni
Iloma drogami chodziłeś wrześniowy tułaczu
Zanim trafiłeś tutaj z tej drogi piaszczystej
Po której prowadziła Cię twoja ziemska matka
Poprzez kłębowisko koni wozów i ludzi
Gdy pikujące sztukasy
Bezkarnie szukały łatwego celu

Wszystkie kolory września
Przebarwiały jeszcze spocone brązy końskich zadów
Brudna biel piany
Zmieszana z czerwienią stygnącej krwi na piachu
I ołowiana szarość rozpaczy
Która zawisła nad Ziemią
Gdy ranny Chrystus dostał się do niewoli

Na chwilę zatrzymałeś na płótnach
Rozbity oddział wrześniowych ułanów
Którzy w tumanach bitewnego pyłu
Wypatrują zagubionej drogi do Polski
I husarzy Czarneckiego W świetlistej posoce Dzikich Pól
Pasterzy dawnej chwały
Która karmiła się
Na zielonych pastwiskach minionej historii

I łąki nad Bzurą W dziewiczej urodzie kwiatów
I tą pełną tajemnic drogę Z perspektywą nieskończoności Całą zanurzoną w jesieni i złocie Którą prowadzi Cię teraz
Niebieska Matka Maryja
Do kresu wszelkiego początku
Co nie kończy się nigdy
(wrzesień 2009)
Czesław Wójcik – Uglis

← powrót

Możliwość komentowania jest wyłączona.